22.07.2024, 22:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2024, 22:27 przez Atreus Bulstrode.)
- Przecież jej nie zabiję - syknął oburzony tymi obrzydliwymi oszczerstwami. - Tylko tak wiesz... zgasiłbym jej światło. Niepermanentnie - zmarszczył brwi, niby to naburmuszony. Jego pracą było zabijanie potworów, ale rozszalała królewna nie wpisywała się w te kategorie. Nawet jeśli zamek dygotał właśnie w posadach od uderzeń mocy, która od niej emanowała. Nawet jeśli razem z pieczonymi kurczakami latały tutaj sztućce, gotowe wbić się jakiemuś szlachcicowi w oko. Albo gorzej.
Chciał jej trochę jeszcze przygadać, ze najwyraźniej świetna z niej nauczycielka, skoro jej podopieczna świetnie radzi sobie w zaistniałej sytuacji i ewidentnie na chłodno podejmuje kolejne decyzje, dysponując taką mocą, ale darował sobie chyba spodziewając się, że następną osobą która wyleci przez okno może być on sam.
Potem Brenna krzyknęła, ponaglając królową do podjęcia chyba jednej słusznej decyzji w tej sytuacji, a kiedy to się stało, wreszcie zapanował spokój. Magia przestała wibrować i wprawiać w ruch wszystko, co tylko dało się przestawić, dzięki czemu ludzie przestali być miotani jak szmaciane laleczki i mogli wreszcie chociażby usiąść. Rycerz Patrick chyba właśnie oświadczał się Florence, pełen ulgi że tej nic nie było pomimo upadku. Strażnicy wreszcie stanęli pewniej na nogach, bo wcześniej praktycznie wisieli na drzwiach, których się trzymali. Jacyś bardziej odważni próbowali podnieść porzuconą broń, ale ich bardziej rozważni koledzy ich powstrzymali.
- Oh, Sam! - Nora wreszcie znalazła się przy ukochanym i rzuciła mu na szyję. Ten stęknął, wyraźnie odczuwając rozcięty bok, ale mimo wszystko na jego twarzy widniał jakiś zmęczony odcień radości. Tak, twarzy. Futro i pysk zniknęły, ujawniając przystojnego blondyna o błękitnych oczach.
Powoli i stopniowo, zauważało to coraz więcej osób i szmer zaskoczenia potoczył się po sali. Atreus natomiast tylko wzruszył ramionami, teraz już stojac i zdążywszy pomóc wstać również czarodziejce.
- Klątwa. No kto by pomyślał - rzucił z przekąsem, zerkając na Brennę.
- Ale jak to - rzucił ktoś z gości, stojący nieco bliżej księżniczki i jej wybranka.
- Przeznaczenie się wypełniło - odpowiedział wojownik, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
Chciał jej trochę jeszcze przygadać, ze najwyraźniej świetna z niej nauczycielka, skoro jej podopieczna świetnie radzi sobie w zaistniałej sytuacji i ewidentnie na chłodno podejmuje kolejne decyzje, dysponując taką mocą, ale darował sobie chyba spodziewając się, że następną osobą która wyleci przez okno może być on sam.
Potem Brenna krzyknęła, ponaglając królową do podjęcia chyba jednej słusznej decyzji w tej sytuacji, a kiedy to się stało, wreszcie zapanował spokój. Magia przestała wibrować i wprawiać w ruch wszystko, co tylko dało się przestawić, dzięki czemu ludzie przestali być miotani jak szmaciane laleczki i mogli wreszcie chociażby usiąść. Rycerz Patrick chyba właśnie oświadczał się Florence, pełen ulgi że tej nic nie było pomimo upadku. Strażnicy wreszcie stanęli pewniej na nogach, bo wcześniej praktycznie wisieli na drzwiach, których się trzymali. Jacyś bardziej odważni próbowali podnieść porzuconą broń, ale ich bardziej rozważni koledzy ich powstrzymali.
- Oh, Sam! - Nora wreszcie znalazła się przy ukochanym i rzuciła mu na szyję. Ten stęknął, wyraźnie odczuwając rozcięty bok, ale mimo wszystko na jego twarzy widniał jakiś zmęczony odcień radości. Tak, twarzy. Futro i pysk zniknęły, ujawniając przystojnego blondyna o błękitnych oczach.
Powoli i stopniowo, zauważało to coraz więcej osób i szmer zaskoczenia potoczył się po sali. Atreus natomiast tylko wzruszył ramionami, teraz już stojac i zdążywszy pomóc wstać również czarodziejce.
- Klątwa. No kto by pomyślał - rzucił z przekąsem, zerkając na Brennę.
- Ale jak to - rzucił ktoś z gości, stojący nieco bliżej księżniczki i jej wybranka.
- Przeznaczenie się wypełniło - odpowiedział wojownik, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.