Matthiasowi zależało na czasie, który biegł nieubłaganie. Nad wyraz prawdziwe było stwierdzenie, że czas to pieniądz. Pomnażanie swoich pieniędzy to niezwykle wymagające zajęcie.
— Oczywiście. Przez wzgląd na posiadanie tego cennego zegarka sława jego twórcy dotarła nawet do mojej ojczyzny. — Nie zamierzał temu zaprzeczać, dokładając wszelkich starań aby uwiarygodnić stworzoną naprędce historię. Wszak ona dopiero dnia jutrzejszego okaże się kłamstwem.
— Nie straci pan. Wspaniale robić z panem interesy, monsieur Flitwick. — Nie byłby sobą, gdyby nie powiedział temu rzeczoznawcy czegoś takiego, jakby starał się go zapewnić o tym, że właśnie udało mu się ubić interes życia. Tak naprawdę jedynym, któremu udało się dokonać czegoś takiego to był on sam. Przynajmniej w chwili obecnej. — Oczywiście. Co do galeona. — Odpowiedział twierdząco. Wszystkie te żetony będą mu potrzebne do udziału w kolejnych rundach ruletki albo podczas gry w pokera. Zamierzał opuścić to pomieszczenie z całymi sześćdziesięcioma żetonami.
— Merci monsieur Flitwick. — Nie zdołał oddalić się od stanowiska rzeczoznawcy, kiedy do niego skierował się obcokrajowiec będący gościem jego ciotki. — Bonsoir monsieur... Birla. Po dokonaniu wymiany zechciałby pan zamienić ze mną parę słów na balkonie? — Postanowił powitać tego mężczyznę, nawet jak sam nie miał pewności czy poprawnie wypowiedział zasłyszane nazwisko. Wystosowana do tego czarodzieja prośba wynikała z faktu bycia przyłapanym na wymianie zegarka celem pozyskania nowych środków do dalszej gry. Niewygodny świadek mógł w paru zdaniach niszczyć jego starania, jakie podejmował dla utrzymania pozoru bycia bogaczem.