10.01.2023, 04:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2023, 04:29 przez William Lestrange.)
Mógł spodziewać się tak nagłej reakcji. W końcu byli w tłumie ludzi, którzy nagle zaczęli uciekać w popłochu lub szukać kogoś, komu mogliby obić twarz. Nie przemyślał tego, bo w sytuacjach społecznych był absolutnie bezużyteczny, wiedział jak reakcje wyglądają na papierze, mógł o nich czytać i pisać, ale gdy przychodziło co do czego i znajdywał się na ulicy pełnej ludzi, których umysły działały, popędzane związkami chemicznymi w ich ciałach, niezbyt się w tym odnajdywał, paraliżował go brak doświadczenia i chęć przemyślenia każdego, kolejnego ruchu. Uważał to za dziwne, bo w momencie zagrożeń - gdyby ktoś właśnie wycelował w niego różdżka - potrafił zareagować niesamowicie szybko, tak samo podczas udzielania pierwszej pomocy. Nigdy jednak takowa szybkość nie rozszerzyła się do reakcji spoza listy 'absolutna konieczność'.
- Jeszcze nie chce - odkrzyknął - i nieczęsto chodzę na protesty, ale patrząc na to, co tu się dzieje może powinienem zacząć. Zaraz będzie tu potrzeba uzdrowicieli, a nie charyzmatycznych aktywistów! - wyraził swoją opinię uchylając się przed strugą zaklęcia, która trafiła w kobietę nieopodal powodując, że upadła. Ludzie wokół niej zareagowali przeróżnie - jedni krzyknęli z przerażenia, inni rzucili się do ucieczki, jeszcze kolejni ruszyli w stronę, z której czar 'nadleciał', a ci co zostali próbowali odciągnąć ofiarę i sprawdzić czy jest stabilna (jeżeli o jakiejkolwiek stabilności można mówić w tej sytuacji).
- A dopchamy się tam? - zapytał, już ciszej, gdy musiał przysunąć się bliżej Fergusa, aby nie zostać stratowanym przez przepychających się ludzi - Jak ty się tu w ogóle znalazłeś skoro nie chciałeś dołączać do tych kolegów? - dopytał jeszcze zanim nie dostał pałką od czyjegoś transparentu w plecy. Zgiął się, bardziej w odruchu mającym ochraniać głowę przed czymś większym, ale z powodu też nieprzyjemnego bólu, który rozszedł się po jego plecach i kręgosłupie.
- Nosz jasna kurwa. - syknął pod nosem, prawie niesłyszalnie, a było to pierwsze przekleństwo, jakie Ollivander mógł usłyszeć od Williama. Nie, aby wcześniej rozmawiali jakoś często, ale na pewno widywali się na szkolnych korytarzach, siedzieli razem w Wielkiej Sali, bibliotece i pokoju wspólnym Krukonów. Lestrange wydawał się ułożony, ale po prawdzie był niesamowicie skrępowany w towarzystwie, mówił rzeczy, o których ludzie nie chcieli słuchać i jakie nie były adekwatne do danego towarzystwa. To były główne powody, dla których starał się trzymać buzię na kłódkę, a nie wstydliwość czy brak pewności siebie, jak mogło się niektórym wydawać.
- Wiesz co, mniejsza, prowadź do tego sklepu. Rozmowy potem, najpierw wydostańmy się stąd, bo zaraz zaczną rzucać brukiem. - spojrzał na swojego towarzysza (nie)doli i najchętniej już by go złapał i zaciągnął do bezpiecznego miejsca, ale to Fergus musiał ich prowadzić.
- Jeszcze nie chce - odkrzyknął - i nieczęsto chodzę na protesty, ale patrząc na to, co tu się dzieje może powinienem zacząć. Zaraz będzie tu potrzeba uzdrowicieli, a nie charyzmatycznych aktywistów! - wyraził swoją opinię uchylając się przed strugą zaklęcia, która trafiła w kobietę nieopodal powodując, że upadła. Ludzie wokół niej zareagowali przeróżnie - jedni krzyknęli z przerażenia, inni rzucili się do ucieczki, jeszcze kolejni ruszyli w stronę, z której czar 'nadleciał', a ci co zostali próbowali odciągnąć ofiarę i sprawdzić czy jest stabilna (jeżeli o jakiejkolwiek stabilności można mówić w tej sytuacji).
- A dopchamy się tam? - zapytał, już ciszej, gdy musiał przysunąć się bliżej Fergusa, aby nie zostać stratowanym przez przepychających się ludzi - Jak ty się tu w ogóle znalazłeś skoro nie chciałeś dołączać do tych kolegów? - dopytał jeszcze zanim nie dostał pałką od czyjegoś transparentu w plecy. Zgiął się, bardziej w odruchu mającym ochraniać głowę przed czymś większym, ale z powodu też nieprzyjemnego bólu, który rozszedł się po jego plecach i kręgosłupie.
- Nosz jasna kurwa. - syknął pod nosem, prawie niesłyszalnie, a było to pierwsze przekleństwo, jakie Ollivander mógł usłyszeć od Williama. Nie, aby wcześniej rozmawiali jakoś często, ale na pewno widywali się na szkolnych korytarzach, siedzieli razem w Wielkiej Sali, bibliotece i pokoju wspólnym Krukonów. Lestrange wydawał się ułożony, ale po prawdzie był niesamowicie skrępowany w towarzystwie, mówił rzeczy, o których ludzie nie chcieli słuchać i jakie nie były adekwatne do danego towarzystwa. To były główne powody, dla których starał się trzymać buzię na kłódkę, a nie wstydliwość czy brak pewności siebie, jak mogło się niektórym wydawać.
- Wiesz co, mniejsza, prowadź do tego sklepu. Rozmowy potem, najpierw wydostańmy się stąd, bo zaraz zaczną rzucać brukiem. - spojrzał na swojego towarzysza (nie)doli i najchętniej już by go złapał i zaciągnął do bezpiecznego miejsca, ale to Fergus musiał ich prowadzić.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated