22.07.2024, 23:45 ✶
– Wtedy moc wybuchnie.
Jedynym skutecznym sposobem byłoby właśnie usunięcie królewny – ale nawet gdyby Brenna pogodziła się z tą myślą, że musi uśmiercić ukochaną podopieczną, wiedziała, że prawdopodobnie nie udałoby się do niej choćby zbliżyć. Żadna magia, żadna stal, nie mogła przebić się przez moc uwolnioną przez rozszalałe źródło, a osoba podejmująca się takiego wyzwania, jeśli jakimś cudem zdołałaby osiągnąć sukces, zginęłaby pół sekundy później.
Może i za takie uwagi wywaliłaby Atreusa przez okno, a może jedynie teleportowała go do jeziora – mało przyjemne, ale i miałby niespodziewany profit, to znaczy przeżyłby to, co działo się w tej sali, gdy wiele wskazywało na to, że nie wszyscy będą mieli takie szczęście.
Może teleportowałaby go nawet gdyby jej nie wkurwił.
Nie musiała jednak. Przedmioty, fruwające po sali, zaczęły opadać. Świst ucichł i dało się słyszeć czyjeś łkanie, a także jęk Basiliusa, powtarzającego, że dziś na pewno jest trzynasty. Thomas, który puścił wreszcie drzwi, podszedł pomóc wstać lady Geraldine, a ta odruchowo dała mu w mordę – po czym zamarła, z bardzo głupią miną, gdy zdała sobie sprawę z tego, kogo uderzyła i chwilę potem rzuciła się go cucić.
Brenna przyjęła pomóc we wstaniu, dźwignęła się na nogi, a potem, wciąż jeszcze trzymając go za rękę, jakby zapomniała ją puścić, trochę oszołomiona, rozejrzała się po zrujnowanym pomieszczeniu. Odruchowo podniosła dłoń do włosów, próbując strząsnąć z nich pył. Jej wzrok złagodniał, kiedy zwróciła spojrzenie w stronę Sama i Nory.
– Chyba jednak czeka nas wesele, chociaż na pewno nie uda się wyprawić go w tej sali – powiedziała z westchnieniem, zanim oderwała wzrok od królewny i jej ukochanego, przyszłego księcia małżonka zapewne. Och, ależ wkurzą się niektórzy możni, i ależ wnerwiony byłby pan Lucjusz… gdyby nie rozsmarowało go na najbliższej kolumnie, a Maeve po podniesieniu się z ziemi nie przeszukiwała teraz ukradkiem jego kieszeni. – Dziękuję – mruknęła, utkwiwszy spojrzenie ciemnych oczu w twarzy Atreusa. Nie musiał pomagać Niedźwiedziowi: nie powinien tego robić. Ale gdyby go tam nie było, i miecz sięgnąłby ciała przybysza, Nora zapewne zniszczyłaby tutaj wszystko i wszystkich, w ataku rozpaczy i szału, niemożliwego do powstrzymania.
Jaskier zaś wskoczył na stół, jak gdyby nigdy nic, szarpnął struny lutni.
Znów rozległa się pieśń.
Jedynym skutecznym sposobem byłoby właśnie usunięcie królewny – ale nawet gdyby Brenna pogodziła się z tą myślą, że musi uśmiercić ukochaną podopieczną, wiedziała, że prawdopodobnie nie udałoby się do niej choćby zbliżyć. Żadna magia, żadna stal, nie mogła przebić się przez moc uwolnioną przez rozszalałe źródło, a osoba podejmująca się takiego wyzwania, jeśli jakimś cudem zdołałaby osiągnąć sukces, zginęłaby pół sekundy później.
Może i za takie uwagi wywaliłaby Atreusa przez okno, a może jedynie teleportowała go do jeziora – mało przyjemne, ale i miałby niespodziewany profit, to znaczy przeżyłby to, co działo się w tej sali, gdy wiele wskazywało na to, że nie wszyscy będą mieli takie szczęście.
Może teleportowałaby go nawet gdyby jej nie wkurwił.
Nie musiała jednak. Przedmioty, fruwające po sali, zaczęły opadać. Świst ucichł i dało się słyszeć czyjeś łkanie, a także jęk Basiliusa, powtarzającego, że dziś na pewno jest trzynasty. Thomas, który puścił wreszcie drzwi, podszedł pomóc wstać lady Geraldine, a ta odruchowo dała mu w mordę – po czym zamarła, z bardzo głupią miną, gdy zdała sobie sprawę z tego, kogo uderzyła i chwilę potem rzuciła się go cucić.
Brenna przyjęła pomóc we wstaniu, dźwignęła się na nogi, a potem, wciąż jeszcze trzymając go za rękę, jakby zapomniała ją puścić, trochę oszołomiona, rozejrzała się po zrujnowanym pomieszczeniu. Odruchowo podniosła dłoń do włosów, próbując strząsnąć z nich pył. Jej wzrok złagodniał, kiedy zwróciła spojrzenie w stronę Sama i Nory.
– Chyba jednak czeka nas wesele, chociaż na pewno nie uda się wyprawić go w tej sali – powiedziała z westchnieniem, zanim oderwała wzrok od królewny i jej ukochanego, przyszłego księcia małżonka zapewne. Och, ależ wkurzą się niektórzy możni, i ależ wnerwiony byłby pan Lucjusz… gdyby nie rozsmarowało go na najbliższej kolumnie, a Maeve po podniesieniu się z ziemi nie przeszukiwała teraz ukradkiem jego kieszeni. – Dziękuję – mruknęła, utkwiwszy spojrzenie ciemnych oczu w twarzy Atreusa. Nie musiał pomagać Niedźwiedziowi: nie powinien tego robić. Ale gdyby go tam nie było, i miecz sięgnąłby ciała przybysza, Nora zapewne zniszczyłaby tutaj wszystko i wszystkich, w ataku rozpaczy i szału, niemożliwego do powstrzymania.
Jaskier zaś wskoczył na stół, jak gdyby nigdy nic, szarpnął struny lutni.
Znów rozległa się pieśń.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.