23.07.2024, 00:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.07.2024, 01:01 przez Brenna Longbottom.)
To był cholernie dziwny sen.
Po przebudzeniu też przez moment leżała po prostu na piasku, zapatrzona na niebo, a potem usiadła, z odrobiną paniki rozglądając się: ukłucie strachu przeminęło jednak szybko, gdy upewniła się, że i Bulstrode jest tu żywy, nikt nie poderżnął mu gardła we śnie, i w oddali dalej widać lampiony, nie jakiś pożar albo mroczny znak, i nigdzie nie ma tego cholernego grajka, który najwyraźniej rzucił jakieś usypiające zaklęcie. Różdżka też wciąż tkwiła tam, gdzie być powinna, w kieszeni, nikt więc nie próbował ich rozbroić.
Pamiętała sen, w każdym szczególe – na razie jednak nie podejrzewała nawet, że on śnił o tym samym, ani że do samej jego konstrukcji przyłożył rękę pieśniarz. Pomyślała, że jej umysł działa w wyjątkowo dziwny sposób, bo o ile mogła zrozumieć, co tam robił Atreus (hej, moja głowo, możesz przestać, zanim doprowadzisz mnie do szaleństwa?), że najwyraźniej widok Nory jeżdżącej na niedźwiedziu utknął jej w pamięci trochę za bardzo, że śniła o Alastorze – dowódcy straży oraz Basiliusie dopytującym o datę, a nawet skąd ten świecznik w rękach Louvaina, to już niezbyt pojmowała, skąd te całe zaręczyny w tle ani Changówna wykradająca sztućce i podnosząca z ziemi kanapki.
Może nawet powiedziałaby, że miała absolutnie szalony sen, i gdyby nie to, że nie tknęła drinków, oskarżałaby Tedyego o dolanie do nich czegoś podejrzanego, ale jakoś jak się do Atreusa odwróciła, to wszystkie słowa zamarły jej na ustach. A potem niewiele myśląc – gdy chodziło o niego zresztą albo wcale nie myślała, albo myślała za dużo, jak gdyby się zastanowić, nie istniał stan pośredni – zarzuciła mu ręce na szyję i oddała pocałunek.
Bo wprawdzie nie miała pojęcia, czy powinien zrobić to już dawno, ale na pewno nie zamierzała narzekać, że pocałował ją teraz.
Po przebudzeniu też przez moment leżała po prostu na piasku, zapatrzona na niebo, a potem usiadła, z odrobiną paniki rozglądając się: ukłucie strachu przeminęło jednak szybko, gdy upewniła się, że i Bulstrode jest tu żywy, nikt nie poderżnął mu gardła we śnie, i w oddali dalej widać lampiony, nie jakiś pożar albo mroczny znak, i nigdzie nie ma tego cholernego grajka, który najwyraźniej rzucił jakieś usypiające zaklęcie. Różdżka też wciąż tkwiła tam, gdzie być powinna, w kieszeni, nikt więc nie próbował ich rozbroić.
Pamiętała sen, w każdym szczególe – na razie jednak nie podejrzewała nawet, że on śnił o tym samym, ani że do samej jego konstrukcji przyłożył rękę pieśniarz. Pomyślała, że jej umysł działa w wyjątkowo dziwny sposób, bo o ile mogła zrozumieć, co tam robił Atreus (hej, moja głowo, możesz przestać, zanim doprowadzisz mnie do szaleństwa?), że najwyraźniej widok Nory jeżdżącej na niedźwiedziu utknął jej w pamięci trochę za bardzo, że śniła o Alastorze – dowódcy straży oraz Basiliusie dopytującym o datę, a nawet skąd ten świecznik w rękach Louvaina, to już niezbyt pojmowała, skąd te całe zaręczyny w tle ani Changówna wykradająca sztućce i podnosząca z ziemi kanapki.
Może nawet powiedziałaby, że miała absolutnie szalony sen, i gdyby nie to, że nie tknęła drinków, oskarżałaby Tedyego o dolanie do nich czegoś podejrzanego, ale jakoś jak się do Atreusa odwróciła, to wszystkie słowa zamarły jej na ustach. A potem niewiele myśląc – gdy chodziło o niego zresztą albo wcale nie myślała, albo myślała za dużo, jak gdyby się zastanowić, nie istniał stan pośredni – zarzuciła mu ręce na szyję i oddała pocałunek.
Bo wprawdzie nie miała pojęcia, czy powinien zrobić to już dawno, ale na pewno nie zamierzała narzekać, że pocałował ją teraz.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.