23.07.2024, 01:20 ✶
I wszystko wskazywało na to, że faktycznie byli bezpieczni i pod dachem, skóry zapewniał im schronienie przed deszczem. Czego chcieć więcej, skoro udało im się znaleźć schronienie, a nawet kawę i coś do zagryzienia głodu? Co prawda jedzenie przypominało bardziej zapasy nastolatka, który został na weekend sam w domu.
Thomas nie wydawał się mieć jakichkolwiek skrupułów z grzebaniem po szafkach - nie robili tego przecież dla zabawy, tylko potrzebowali jakoś przetrwać te ciężkie chwilę jakim był kac i bycie przemoczonym. Normalnie by czegoś takiego nie zrobili, ale sytuacja czasem zmuszała do podejmowania radykalnych kroków, które normalnie nie były nawet brane pod uwagę.
Zaczął rozglądać się za jakimiś talerzami i kubkami, aby mieli w na czym zjeść kanapki. Znalazł po drodze jeszcze paczkę ciastek i czipsy, które też położył na blacie kuchennym.
- Cóż, jemy dzisiaj jak nastolatek, którego rodzice zostawili samego i dali pieniądze na jedzenie, żeby sobie kupił - zaśmiał się, bo faktycznie przekrój posiłku jaki mogli sobie zaserwować nie powalał, ale cóż. Przynajmniej żołądki nie będą im burczały.
Machnął różdżką, może nie znał się za bardzo na zaklęciach domowych, ale dwa noże smarujące chleb dżemem i masłem orzechowym łatwo było sterować za pomocą czarów translokacyjnych, co akurat było jednym z jego atutów. Być może to dlatego kanapki powstawały całkiem sprawnie, bez konieczności manualnego robienia ich. Niby zapełnił jeden talerz powstrzyma zaklęcie. Nie potrzebowali ich tak dużo, zapewne nie zjedzą ich i tak.
- To idealnie, ja zrobiłem już kanapki, może to nie szczyt kunsztu, ale masło dżem to całkiem dobre połączenie, przynajmniej nie będziemy pić kawy na puste żołądki. Ja je przygotuje - zaoferował się, całkiem zadowolony z ich "polowania", kto by pomyślał, że z chlewu trafią na deszcz, a potem do jakiejś chatki? Nawet w najbardziej wybujałych scenariuszach, które niekiedy układał sobie w głowie nie wymyśliłby takiego obrotu spraw. Nadal miał nieodparte wrażenie, że to wszystko było jakimś dziwnym snem.
Co prawda nie lubił kiedy ktoś nieznajomy rzucał na niego zaklęcia, ale fakt, ze samemu nie był w takich czarach zbyt dobry, oraz fakt, ze była jego "wspólniczką" w zbrodni przeciwko świniom to podbudowywało kredyt zaufania jakim mógł obdarzyć Fiery. Skinął głową i podszedł do niej bez słowa - nie żeby też dzieliła ich wielka odległość, chatka nie była zbyt przestronna.
- Dziękuję - powiedział oglądając się po tym jak poczuł, że na powrót staje się suchy i ubrania aż tak nie ciążą na nim. Nigdy by nie pomyślał, ze zwykłe kanapki, kubek ciepłej kawy i suche ubrania sprawią, że będzie się czuł tak dobrze.
- Zjedzmy i wypijmy kawy - dodał przenosząc talerz na stół i zasiadając przy stole. Dopiero teraz poczuł ,że całe te wydarzenia z poranka go zmęczyły. Kto bowiem na kacu budzi się, żeby biegać? A oni nie dość, że musieli biegać to jeszcze przejść spory kawałek, aby tu dotrzeć. Tak po prawdzie to kusiło żeby wrócić jeszcze i zdrzemnąć się, ale wolałby raczej nie nadużywać "gościnności" tego miejsca. - Trochę odpoczniemy i będzie trzeba ruszać - zwrócił się do panny Bell chwytając za kanapkę i nieomal całą wpychając sobie do ust na raz, maniery chyba zostawił w tamtym chlewie, ale nagle poczuł się piekielnie głodny i nie mógł powstrzymać tego odruchu. Palący głód domagał się ugaszenia, a po wcześniejszych wydarzeniach mógł sobie raczej odpuścić udawanie arystokraty - zresztą nim nie był, więc mijałoby się to z celem.
Thomas nie wydawał się mieć jakichkolwiek skrupułów z grzebaniem po szafkach - nie robili tego przecież dla zabawy, tylko potrzebowali jakoś przetrwać te ciężkie chwilę jakim był kac i bycie przemoczonym. Normalnie by czegoś takiego nie zrobili, ale sytuacja czasem zmuszała do podejmowania radykalnych kroków, które normalnie nie były nawet brane pod uwagę.
Zaczął rozglądać się za jakimiś talerzami i kubkami, aby mieli w na czym zjeść kanapki. Znalazł po drodze jeszcze paczkę ciastek i czipsy, które też położył na blacie kuchennym.
- Cóż, jemy dzisiaj jak nastolatek, którego rodzice zostawili samego i dali pieniądze na jedzenie, żeby sobie kupił - zaśmiał się, bo faktycznie przekrój posiłku jaki mogli sobie zaserwować nie powalał, ale cóż. Przynajmniej żołądki nie będą im burczały.
Machnął różdżką, może nie znał się za bardzo na zaklęciach domowych, ale dwa noże smarujące chleb dżemem i masłem orzechowym łatwo było sterować za pomocą czarów translokacyjnych, co akurat było jednym z jego atutów. Być może to dlatego kanapki powstawały całkiem sprawnie, bez konieczności manualnego robienia ich. Niby zapełnił jeden talerz powstrzyma zaklęcie. Nie potrzebowali ich tak dużo, zapewne nie zjedzą ich i tak.
- To idealnie, ja zrobiłem już kanapki, może to nie szczyt kunsztu, ale masło dżem to całkiem dobre połączenie, przynajmniej nie będziemy pić kawy na puste żołądki. Ja je przygotuje - zaoferował się, całkiem zadowolony z ich "polowania", kto by pomyślał, że z chlewu trafią na deszcz, a potem do jakiejś chatki? Nawet w najbardziej wybujałych scenariuszach, które niekiedy układał sobie w głowie nie wymyśliłby takiego obrotu spraw. Nadal miał nieodparte wrażenie, że to wszystko było jakimś dziwnym snem.
Co prawda nie lubił kiedy ktoś nieznajomy rzucał na niego zaklęcia, ale fakt, ze samemu nie był w takich czarach zbyt dobry, oraz fakt, ze była jego "wspólniczką" w zbrodni przeciwko świniom to podbudowywało kredyt zaufania jakim mógł obdarzyć Fiery. Skinął głową i podszedł do niej bez słowa - nie żeby też dzieliła ich wielka odległość, chatka nie była zbyt przestronna.
- Dziękuję - powiedział oglądając się po tym jak poczuł, że na powrót staje się suchy i ubrania aż tak nie ciążą na nim. Nigdy by nie pomyślał, ze zwykłe kanapki, kubek ciepłej kawy i suche ubrania sprawią, że będzie się czuł tak dobrze.
- Zjedzmy i wypijmy kawy - dodał przenosząc talerz na stół i zasiadając przy stole. Dopiero teraz poczuł ,że całe te wydarzenia z poranka go zmęczyły. Kto bowiem na kacu budzi się, żeby biegać? A oni nie dość, że musieli biegać to jeszcze przejść spory kawałek, aby tu dotrzeć. Tak po prawdzie to kusiło żeby wrócić jeszcze i zdrzemnąć się, ale wolałby raczej nie nadużywać "gościnności" tego miejsca. - Trochę odpoczniemy i będzie trzeba ruszać - zwrócił się do panny Bell chwytając za kanapkę i nieomal całą wpychając sobie do ust na raz, maniery chyba zostawił w tamtym chlewie, ale nagle poczuł się piekielnie głodny i nie mógł powstrzymać tego odruchu. Palący głód domagał się ugaszenia, a po wcześniejszych wydarzeniach mógł sobie raczej odpuścić udawanie arystokraty - zresztą nim nie był, więc mijałoby się to z celem.