Jeden dzień bez jedzenia nie był jeszcze niczym strasznym. Fiery w swoim życiu zaznała prawdziwego głodu i wolałaby tego nie powtarzać, dlatego właśnie nie przeżywała, aż tak bardzo tego, że zaczęli czuć się tutaj jak u siebie. Zresztą wiele razy wcześniej była zmuszona do kradzieży, to też nie była do końca kradzież bo nic stąd nie wynieśli tylko zamierzali napełnić swoje żołądki.
- Mogło być gorzej, to przynajmniej da się zjeść. - Nie zamierzała narzekać na jedzenie typowe dla dzieciaków, może nie było szczególnie zdrowe, ale kto by się tam tym przejmował? Grunt, że brzuszki będą pełne. Przynajmniej przez chwilę, bo, że to jedzenie nie miało jakichś specjalnych wartości odżywczych też wiedziała, ale nie zamierzała się tym przejmować.
- Sprytne. - Skomentowała jeszcze to, jak Thomas zaczarował noże. Wszystko robiło się samo, niesamowite, Fiery nie wykorzystywała magii do takich drobnych czynności, przynajmniej zazwyczaj, więc było to dla niej coś zupełnie nowego.
W pomieszczeniu rozległ się pisk, woda zdążyła się zagotować. Skłoniło to Bestyjkę do tego, aby zająć się kawą. Nie miała specjalnych wymagań co do smaku napoju, ważne, aby ich rozgrzał, no i może trochę pobudził po wyczerpującym poranku. Tak naprawdę nie mieli specjalnie dużo czasu, aby się obudzić. Wreszcie mogli na spokojnie dojść do siebie i trochę się ogarnąć po tych wszystkich przygodach.
W sumie współpraca wychodziła im całkiem nieźle, każde znalazło sobie czynność, w której mogło pomóc, nikt nie narzekał, chcieli dać coś od siebie. Nie mogło być lepiej. Zabawne, że byli sobie zupełnie obcy, a tak dobrze się dogadywali.
Postawiła na stole kubki z kawą, później udało jej się wysuszyć Thomasa, w końcu rzuciła zaklęcie i sama na siebie, żeby też wreszcie przestać ociekać wodą. Taka mała zmiana, a jak cieszyła.
- Nie ma sprawy, to nic takiego. - Rzuciła jeszcze. Przynajmniej mieli pewność, że nie będą chorzy, chociaż kto wie, może ta krótka chwila wystarczyła, aby się przeziębić, w sumie to się dopiero okaże.
Wreszcie i ona usiadła przy stole, westchnęła przy tym z ulgą. Fiery również odczuwała zmęcznie, bo trochę się działo, nie przywykła do takich intensywnych poranków. - Tak, to świetny pomysł, dzięki za jedzenie. - Sięgnęła w końcu po jeden z talerzy, wzięła w rękę kanapkę i się w nią wgryzła. Smakowała jak najwspanialszy posiłek, chociaż przecież nie było to nic wymyślnego. Nie potrzebowała jednak zbyt wiele do szczęścia, szczególnie gdy była zmęczona i głodna. Upiła łyk kawy, przyjemne ciepło zaczęło rozchodzić się po jej ciele. Powoli chyba też schodziła z niej cała adrenalina, przez co jeszcze bardziej odczuwała zmęcznie.
- Myślę, że jeszcze trochę i będziemy mogli się teleportować. - Ryzyko roszczepienia minie, będą mogli wrócić do domu. - Tak właściwie, to gdzie mieszkasz? Daleko masz do domu? - Zagadała go jeszcze, bo właściwie to nic o nim nie wiedziała, a w sumie to spędzili razem całkiem intensywny poranek, więc może i dobrze by było się nieco poznać.