23.07.2024, 09:45 ✶
Charlotte, spoglądając na grupkę mężczyzn, stojących pod jednym z budynków, na ich miny i mowę ciała, pomyślała, że to pobicie się tutaj wcale nie było takie nieprawdopodobne. Że być może tylko to, że policji było chyba niewiele mniej niż protestujących, powstrzymywało wybuchnięcie zamieszek.
Gdy policjant ich zaczepił, spojrzała na niego chłodno, zdecydowana sprawić, że pożałuje, że się urodził, jeśli będzie miał jakieś głupie komentarze. Kiedy jednak wziął ją za „koleżankę” Jessiego, wyraz jej twarzy niemal natychmiast się zmienił, i na twarz wypłynął najmilszy z jej uśmiechów – to znaczy prawie najmilszy, bo ten wyglądający najsympatyczniej był absolutnie fałszywy, a w tej chwili Charlotte niemal tego mugola lubiła. I to mimo tego, że był mugolem.
– Równości? – zdziwiła się, marszcząc lekko nos. – To przeciwko królowej?
– Ależ skąd – przeraził się policjant. – Chodzi o równość dla… dla hm… mniejszości seksualnych – stwierdził, po chwili szukania dyplomatycznych słów. Charlotte z pewnym zdziwieniem przeniosła wzrok na nadciągający pochód i wreszcie dostrzegła, co napisano na jednym z największych transparentów. Nie wpadła na to, że mugole mogą organizować paradę równości, bo i przecież w świecie czarodziejów teraz największym podziałem był ten ze względu na czystą krew – a i mało kto odważyłby się w świecie czarodziejskim tak jawnie eksponować swoją orientację.
Pewne rzeczy zostawały za zamkniętymi drzwiami.
Banda hipokrytów.
Nie żeby Charlotte nie była hipokrytką. Bardzo możliwe, że ze swoim wychowaniem i charakterem miałaby na ten temat poglądy godne potępienia, gdyby nie trzech mężczyzn, których poznała jako dziecko i których nie potrafiłaby za nic potępić. Środowisko o wielu rzeczach decydowało.
– Chodźmy, Jessie – zarządziła Charlotte, ujmując go pod rękę i przyspieszając kroku, próbując oddalić się od pokrzykiwań, muzyki, transparentów i krzywych spojrzeń. Zastanawiała się mimowolnie, czy to oznaka jakichś zmian, czy może rozpaczliwy krzyk łabędzia. Czy podobałoby się to Anthony’emu, Morpheusowi i Jonathanowi? Czy kiedyś przyjdzie dzień, kiedy czarodzieje też odważą się na takie marsze?
W ich świecie na pewno zakończyłyby się krwawo, tak jak ten charłaków.
– Myślę, że najlepiej, jeśli znajdziemy jakieś miejsce do bezpiecznej teleportacji i wybierzemy się jednak na lody do Floriana. Kto wie, co dziś będzie wyprawiało się w Londynie?
Gdy policjant ich zaczepił, spojrzała na niego chłodno, zdecydowana sprawić, że pożałuje, że się urodził, jeśli będzie miał jakieś głupie komentarze. Kiedy jednak wziął ją za „koleżankę” Jessiego, wyraz jej twarzy niemal natychmiast się zmienił, i na twarz wypłynął najmilszy z jej uśmiechów – to znaczy prawie najmilszy, bo ten wyglądający najsympatyczniej był absolutnie fałszywy, a w tej chwili Charlotte niemal tego mugola lubiła. I to mimo tego, że był mugolem.
– Równości? – zdziwiła się, marszcząc lekko nos. – To przeciwko królowej?
– Ależ skąd – przeraził się policjant. – Chodzi o równość dla… dla hm… mniejszości seksualnych – stwierdził, po chwili szukania dyplomatycznych słów. Charlotte z pewnym zdziwieniem przeniosła wzrok na nadciągający pochód i wreszcie dostrzegła, co napisano na jednym z największych transparentów. Nie wpadła na to, że mugole mogą organizować paradę równości, bo i przecież w świecie czarodziejów teraz największym podziałem był ten ze względu na czystą krew – a i mało kto odważyłby się w świecie czarodziejskim tak jawnie eksponować swoją orientację.
Pewne rzeczy zostawały za zamkniętymi drzwiami.
Banda hipokrytów.
Nie żeby Charlotte nie była hipokrytką. Bardzo możliwe, że ze swoim wychowaniem i charakterem miałaby na ten temat poglądy godne potępienia, gdyby nie trzech mężczyzn, których poznała jako dziecko i których nie potrafiłaby za nic potępić. Środowisko o wielu rzeczach decydowało.
– Chodźmy, Jessie – zarządziła Charlotte, ujmując go pod rękę i przyspieszając kroku, próbując oddalić się od pokrzykiwań, muzyki, transparentów i krzywych spojrzeń. Zastanawiała się mimowolnie, czy to oznaka jakichś zmian, czy może rozpaczliwy krzyk łabędzia. Czy podobałoby się to Anthony’emu, Morpheusowi i Jonathanowi? Czy kiedyś przyjdzie dzień, kiedy czarodzieje też odważą się na takie marsze?
W ich świecie na pewno zakończyłyby się krwawo, tak jak ten charłaków.
– Myślę, że najlepiej, jeśli znajdziemy jakieś miejsce do bezpiecznej teleportacji i wybierzemy się jednak na lody do Floriana. Kto wie, co dziś będzie wyprawiało się w Londynie?