Mimowolnie przewrócił oczami, widząc, jak na twarzy matki pojawił się uśmiech w odpowiedzi na nazwanie jej jego "koleżanką". Oczywiście, że jej się spodobał ten komplement - której kobiecie by się nie spodobał?
-Gdyby był to marsz przeciw królowej, pewnie byłoby bardziej krwawo, mamo - powiedział, akcentując ostatnie słowo i z zadowoleniem patrząc, jak na twarzy mugolskiego policjanta maluje się konsternacja. -I chyba wtedy byśmy nie zostali obsypani brokatem.
Co prawda nie było go dużo i większość, wraz z płatkami kwiatów, wylądowała u ich stóp, ale lekki wiaterek zgarnął trochę kolorowych drobinek i te osadziły się na ich włosach i twarzach. Jessie otarł policzki i nos, z włosów pewnie się tego pozbędzie dopiero po prysznicu.
-To by wyjaśniało tych tulących się mężczyzn i całujące ze sobą dziewczyny - dodał, przyglądając się owym obrazkom trochę dłużej, niż by "wypadało".
W świecie czarodziejów głównym wyznacznikiem bycia "lepszym" był status krwi. Im więcej pokoleń, których krew nie została skalana krwią mugoli, tym większy prestiż rodziny, ich bogactwo i, nierzadko, wpływy. Wiązały się z tym również aranżowane małżeństwa, mające tylko dwa zadania - wydać na świat kolejne pokolenie i zachować czystość krwi. Takie małżeństwa zawierane były z "rozsądku", nie z uczucia, więc Jessie był właściwie przeciwko nim. Co dobrego niby mogło dać zmuszanie swoich dzieci do składania przysięgi wierności małżeńskiej osobie, z którą nierzadko nie łączyła ich nawet przyjaźń? Czasami byli to nawet ludzie zupełnie sobie obcy, czasami nawet różniący się zdecydowanie wiekiem. Jak niby mogli oni zbudować zdrowy dom, w którym będą mogli wychować swoje dzieci na dobrych ludzi?
Równość dla mniejszości seksualnych. Równość dla miłości.
Czy gdyby Charlotte i Ned byli te 20 lat młodsi, czy wraz z Jonathanem również wzięliby udział w tej paradzie, jako młodzi buntownicy, sprzeciwiający się swoim rodzicom, walczący o prawo do własnej miłości i wolności?
Czy gdyby Charlotte nie zachowała się w Nedzie Kelly i nie uciekłaby z nim do Stanów, czy wyszłaby za Jonathana? Jak wyglądałoby ich małżeństwo? Kim byliby Jessie, Rita i ich młodszy brat, gdyby ich ojcem nie był Ned, a Jonathan?
Kolorowi Ludzie nie byli chętni do bójki, jak zauważył Jessie, ale było kilku mugoli, ubranych mniej kolorowo, którzy obserwowali uważnie całe towarzystwo i ich postawy mówiły jasno, że byli gotowi w każdej chwili ruszyć z uniesionymi pięściami do każdego, kto ośmieli się przekroczyć granicę.
-To chyba dobry pomysł, ale...
Jessie zatrzymał się wzrokiem na jednym z mężczyzn, opierających się o ścianę. Z całą pewnością był te kilka lat starszy od niego, był łysy, ładnie opalony i nie miał koszulki, świecąc w oczy umięśnioną klatką piersiową. Przesunął wzrokiem po całej sylwetce młodego Kelly'ego, przygryzł dolną wargę i mrugnął do niego. Jessie od razu odwrócił wzrok, onieśmielony. Zrobiło mu się gorąco.
-Ekhem... Chy-chyba nie znajdziemy tutaj takiego - szepnął, nachylając się do matki.
Z drugiej strony równie przystojny mugol gwizdnął przeciągle, z flirciarskim uśmiechem wpatrując się w nogi Charlotte.