23.07.2024, 17:53 ✶
Strumień życia nigdy się nie zatrzymywał, porywając ich i pchając w wir wydarzeń, który napędzał ich istnienia. Ostatnio był coraz mocniejszy sprawiając, że rzadko kiedy miało się czas na chwilę refleksji. Oby do niej doszło, musiało zwykle się zadziać coś niezbyt przyjemnego, jak problemy zdrowotne ojca Thomasa, które na chwilę wyłączyły go z codziennego życia. Wrócił jednak do niego, z impetem wpadając w obowiązki brygadzisty, misję Zakonu i co wyszło całkowicie przypadkowo, w nowy związek.
Nie narzekał. Choć przez ten natłok przeżyć mogło się wydawać, że czas przemykał mu przez palce, nie mógł przynajmniej narzekać na nudę.
Rzeczywiście, trudno mogło być to wszystko co się działo wytłumaczyć Isaacowi, mieli jednak sporo sposobności, teraz, gdy w końcu wrócił do kraju. Mogli je wykorzystać. Ha, już nawet zaczęli.
Zaśmiał się widząc oglądającego się za siebie Erika. Nie dziwił mu się, trochę, patrząc na to, co potrafili wymyślić członkowie Zakonu (w tym też Thomas), ale dzisiejszej nocy miało być raczej spokojnie. Wszyscy świetnie się bawili i poza małymi wypadkami, wszystko było dobrze.
Tęczowa muszelka dalej widniała na jego piersi, zapewniając ciągle dobry humor, idealny na wspominanie przygód z Hogwartu.
- Po tym likierze zarzekałeś się, że złożysz śluby trzeźwości, ale szybko je zerwałeś. Już chyba w następnym tygodniu jak dobrze pamiętam - podręczył Isaaca, by zaraz prychnąć na kolejną przygodę.
- Prawie, bo nam przeszkodzono, ale trzymaliśmy cię już za szaty na miotłach gotowi dokonać samosądu. Choć, sam twój widok Isaac, jak cały czerwony patrzyłeś na trybuny była całkiem zabawny. Zresztą, Olivia bardziej się zmartwiła o twój los, niż umarła z zażenowania, więc była to niemal przysługa - wytknął, czasem tęskniąc za tymi beztroskimi treningami. Były to jedne z najlepszych chwil w Hogwarcie.
A potem znów wybuchł śmiechem, gdy przypomniał sobie o tych kurczaczkach. Było to jedno z ulubionych wtedy zaklęć.
- Za pierwszym razem była to kara za zwątpienie w mój pomysł zorganizowania szukania czekoladowych jajek na błoniach, a potem postanowiłem zrobić z tego tradycję. Za to przed którymś Bożym Narodzeniem transmutowałem miotłę Erika w renifera z czerwonym nosem a potem musiałem ci pół godziny tłumaczyć tę całą historię o Rudolfie - pokręcił głową, po czym napił się piwa, próbując zamaskować to, że nie potrafił przestać się szczerzyć.
Mieli wiele głupich pomysłów, które wtedy naprawdę były dobrym urozmaiceniem życia.
- Potem Erik przetransportował mi mój ukochany gramofon na czubek wieży astronomicznej - wytknął, przypominając sobie jak bardzo drżał o urządzenie, którego szukał przez jedno całe popołudnie, zanim ie udało się go w końcu zlokalizować.
Nie narzekał. Choć przez ten natłok przeżyć mogło się wydawać, że czas przemykał mu przez palce, nie mógł przynajmniej narzekać na nudę.
Rzeczywiście, trudno mogło być to wszystko co się działo wytłumaczyć Isaacowi, mieli jednak sporo sposobności, teraz, gdy w końcu wrócił do kraju. Mogli je wykorzystać. Ha, już nawet zaczęli.
Zaśmiał się widząc oglądającego się za siebie Erika. Nie dziwił mu się, trochę, patrząc na to, co potrafili wymyślić członkowie Zakonu (w tym też Thomas), ale dzisiejszej nocy miało być raczej spokojnie. Wszyscy świetnie się bawili i poza małymi wypadkami, wszystko było dobrze.
Tęczowa muszelka dalej widniała na jego piersi, zapewniając ciągle dobry humor, idealny na wspominanie przygód z Hogwartu.
- Po tym likierze zarzekałeś się, że złożysz śluby trzeźwości, ale szybko je zerwałeś. Już chyba w następnym tygodniu jak dobrze pamiętam - podręczył Isaaca, by zaraz prychnąć na kolejną przygodę.
- Prawie, bo nam przeszkodzono, ale trzymaliśmy cię już za szaty na miotłach gotowi dokonać samosądu. Choć, sam twój widok Isaac, jak cały czerwony patrzyłeś na trybuny była całkiem zabawny. Zresztą, Olivia bardziej się zmartwiła o twój los, niż umarła z zażenowania, więc była to niemal przysługa - wytknął, czasem tęskniąc za tymi beztroskimi treningami. Były to jedne z najlepszych chwil w Hogwarcie.
A potem znów wybuchł śmiechem, gdy przypomniał sobie o tych kurczaczkach. Było to jedno z ulubionych wtedy zaklęć.
- Za pierwszym razem była to kara za zwątpienie w mój pomysł zorganizowania szukania czekoladowych jajek na błoniach, a potem postanowiłem zrobić z tego tradycję. Za to przed którymś Bożym Narodzeniem transmutowałem miotłę Erika w renifera z czerwonym nosem a potem musiałem ci pół godziny tłumaczyć tę całą historię o Rudolfie - pokręcił głową, po czym napił się piwa, próbując zamaskować to, że nie potrafił przestać się szczerzyć.
Mieli wiele głupich pomysłów, które wtedy naprawdę były dobrym urozmaiceniem życia.
- Potem Erik przetransportował mi mój ukochany gramofon na czubek wieży astronomicznej - wytknął, przypominając sobie jak bardzo drżał o urządzenie, którego szukał przez jedno całe popołudnie, zanim ie udało się go w końcu zlokalizować.