Zakończywszy pierwszą transakcje, tę z Matthiasem, skupił się w pelni na kolejnym mężczyźnie. Wziął do rąk obroże. Uważnie zaczął ją oglądać. Od czasu do czasu odrywał jednak od niej spojrzenie, przenosząc na hindusa. Hindusa o nietypowym spojrzeniu. Był jednak w stanie powstrzymać się od zadawania pytań.
- Czy to akwamaryny? - zapytał, starając się dokładniej wspomniane kamienie obejrzeć. Przede wszystkim pod światło. Jako fachowiec wiedział, że łatwo można było pomylić akwamaryn choćby z niebieskim topazem czy spinelem. Nie chciał popełnić tego błędu. - Nie ma pan nic przeciwko? - zapytał, bardziej dla formalności, po czym nie czekając na odpowiedź pozwolił sobie na to, aby jeden z kamieni polizać. Obrzydliwe? Być może. Zarazem jednak konieczne, aby zyskać pewność. Po matce, ten mezalians nigdy zapewne nie zostanie jej zapomniany, odziedziczył pewne zdolności, pozwalające na właściwe zidentyfikowanie kamienia. - Musiałbym jeszcze zważyć. - nie podzielił się wynikiem swojego testu, zamiast tego z miejsca przechodząc do kolejnego działania. Przy pomocy prostej wagi, określił ile ważyła obroża. Bez rozkładania jej jednak na czynniki pierwsze. Do tego konieczne byłoby bowiem wydobycie akwamarynów. Kiedy skończył ważyć, sięgnął po notes, gdzie zapisał niezbędne informacje. - Mogę zaoferować panu za niego nie więcej jak 70 żetonów. - pierwsza propozycja, niezbyt wysoka. Czy rzeczywiście Birla nie zamierzał negocjować? Targować się, walczyć o więcej? Jeśli tak było, to Marcus nie byłby sobą, gdyby takiej okazji nie wykorzystał. Maksymalnie nie zaniżył proponowanej sumy. Czym bowiem było 350 galeonów, kiedy w grę wchodziły całkiem cenne kamienie oraz złoto?
Zaproponowawszy 70 żetonów, oderwał spojrzenie od notesu, zamiast tego spoglądając prosto na Aryamana. Zgodzi się? Zaakceptuje ofertę? Marcus czekał, żeby starannie wszystko tutaj zanotować. Zapisać. Gdyby jednak Birla nagle zmienił nastawienie, zechciał się targować - najpewniej poszedłby mu na rękę.