23.07.2024, 19:04 ✶
Pokiwał jedynie głową na jej słowa, chciał po prostu wyjaśnić, czuł się trochę jakby musiał się usprawiedliwić, ale w sumie nie wiedział czemu, przecież byli czarodziejami, a nie mugolami. To nie jest tak, że wykorzystał jakiegoś skrzata czy inną istotę do zrobienia kanapek, sam pokierował zaklęciem i dopilnował, żeby nie powstał w kuchni rozgardiasz podczas przygotowywania kanapek. Uśmiechnął się i złapał oburącz kubek, aby napić się kawy - jej przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele sprawiało przyjemność.
- Przydałoby się jeszcze łykną po eliksirze pieprzowym, tak dla bezpieczeństwa - zgodził się z nią, ze sama kawa nie wystarczy. - Możemy się przenieść do mojego domu i dam ci jedną porcję, siostra zawsze ma zapasy eliksirów - cóż może i nie powinien oferować nie swoich zapasów innej osobie, szczególnie takiej, której Nora nie zna, ale z drugiej strony, chyba robiła je, żeby wietrzały w fiolkach na półce. Szczególnie też, że nie robili sobie wyrzutów z takich przedmiotów użytkowych, które miały służyć do pomocy innych i nie rozliczali się z każdej jednej kropli.
- Zdecydowanie, będziemy mieć siły na powrót do domu - zgodził się i sam pochłonął jeszcze dwie kanapki nim żołądek zasugerował mu, że już wystarczy. Był oto dość niecodzienne, bo zazwyczaj mógł zjeść o wiele więcej, ale chyba fakt, że po nocnej alkoholowej eskapadzie, poranku spędzonym na wdychaniu wyziewów świńskich w chlewie i późniejszej wędrówce to żołądek się buntował i nie chciał przyjmować zbyt dużo słodyczy i chciał ograniczyć się do minimum, które wystarczy mu, żeby Thomas nie został posądzony o uwięzienie w swoich trzewiach tygrysa, który pragnie się wydostać. Mimo kawy, po jedzeniu zaczął się robić senny, organizm chyba jednak potrzebował nieco więcej odpoczynku - dopił więc na raz czarnego napoju licząc naiwnie, że to go rozbudzi. Niestety pomogło mu to mocno średnio i oczy kleiły mu się znacznie. Przeciągnął się na krześle zakrywając dłonią usta podczas ziewania. Ta kanapa stojąca nieopodal kusiła swoim wyglądem, a gdyby tak położyć się na niej i przysnąć na chwilę? Potrząsnął głową jednak i westchnął tylko głośno. Wolałby nie zostać nakryty podczas spania w obcym miejscu, dwukrotnie jednego dnia to byłoby już za dużo.
Poczuł się trochę winny, że niejako przez niego Fiery nie mogła wrócić do domu i zająć się swoimi lwami, a to poniekąd dlatego, ze pili razem w pewnym momencie. Choć nie znał całej historii z nocy to jednak poczucie winy w nim zakiełkowało i nic już na to poradzić nie mógł, dlatego wolał przemilczeć te kwestię.
Uśmiech wpełzł na jego usta, kiedy zapowiedziała, ze niedługo będą w Londynie - gdyby tylko nie fakt, że byli czarodziejami i mogli po wyspach podróżować bardzo szybko dzięki teleportacji czy sieci Fiuu.
- W takim razie będę musiał udać się na występ i zobaczyć jak radzisz sobie przed widownią - zapowiedział jednocześnie będąc zaciekawiony jaki to repertuar prezentuje kasztanowłosa - bo o tym w sumie nie powiedziała, ale też i on nie pytał. Nie musiał wiedzieć od razu, zobaczenie na żywo bez słyszenia wcześniej co prezentuje będzie równie ciekawym przeżyciem.
- Chyba będziemy się powoli zbierać? - powiedział niezbyt skory do wstawania i ruszania gdziekolwiek, wbrew pozorom mimo, ze poznali się dość niecodziennie i nadal nie wiedzieli o sobie za dużo, to nie czuł się niezręcznie, było miło.
- Przydałoby się jeszcze łykną po eliksirze pieprzowym, tak dla bezpieczeństwa - zgodził się z nią, ze sama kawa nie wystarczy. - Możemy się przenieść do mojego domu i dam ci jedną porcję, siostra zawsze ma zapasy eliksirów - cóż może i nie powinien oferować nie swoich zapasów innej osobie, szczególnie takiej, której Nora nie zna, ale z drugiej strony, chyba robiła je, żeby wietrzały w fiolkach na półce. Szczególnie też, że nie robili sobie wyrzutów z takich przedmiotów użytkowych, które miały służyć do pomocy innych i nie rozliczali się z każdej jednej kropli.
- Zdecydowanie, będziemy mieć siły na powrót do domu - zgodził się i sam pochłonął jeszcze dwie kanapki nim żołądek zasugerował mu, że już wystarczy. Był oto dość niecodzienne, bo zazwyczaj mógł zjeść o wiele więcej, ale chyba fakt, że po nocnej alkoholowej eskapadzie, poranku spędzonym na wdychaniu wyziewów świńskich w chlewie i późniejszej wędrówce to żołądek się buntował i nie chciał przyjmować zbyt dużo słodyczy i chciał ograniczyć się do minimum, które wystarczy mu, żeby Thomas nie został posądzony o uwięzienie w swoich trzewiach tygrysa, który pragnie się wydostać. Mimo kawy, po jedzeniu zaczął się robić senny, organizm chyba jednak potrzebował nieco więcej odpoczynku - dopił więc na raz czarnego napoju licząc naiwnie, że to go rozbudzi. Niestety pomogło mu to mocno średnio i oczy kleiły mu się znacznie. Przeciągnął się na krześle zakrywając dłonią usta podczas ziewania. Ta kanapa stojąca nieopodal kusiła swoim wyglądem, a gdyby tak położyć się na niej i przysnąć na chwilę? Potrząsnął głową jednak i westchnął tylko głośno. Wolałby nie zostać nakryty podczas spania w obcym miejscu, dwukrotnie jednego dnia to byłoby już za dużo.
Poczuł się trochę winny, że niejako przez niego Fiery nie mogła wrócić do domu i zająć się swoimi lwami, a to poniekąd dlatego, ze pili razem w pewnym momencie. Choć nie znał całej historii z nocy to jednak poczucie winy w nim zakiełkowało i nic już na to poradzić nie mógł, dlatego wolał przemilczeć te kwestię.
Uśmiech wpełzł na jego usta, kiedy zapowiedziała, ze niedługo będą w Londynie - gdyby tylko nie fakt, że byli czarodziejami i mogli po wyspach podróżować bardzo szybko dzięki teleportacji czy sieci Fiuu.
- W takim razie będę musiał udać się na występ i zobaczyć jak radzisz sobie przed widownią - zapowiedział jednocześnie będąc zaciekawiony jaki to repertuar prezentuje kasztanowłosa - bo o tym w sumie nie powiedziała, ale też i on nie pytał. Nie musiał wiedzieć od razu, zobaczenie na żywo bez słyszenia wcześniej co prezentuje będzie równie ciekawym przeżyciem.
- Chyba będziemy się powoli zbierać? - powiedział niezbyt skory do wstawania i ruszania gdziekolwiek, wbrew pozorom mimo, ze poznali się dość niecodziennie i nadal nie wiedzieli o sobie za dużo, to nie czuł się niezręcznie, było miło.