W przeciwieństwie do Morpheusa, Marcus na wycenie znał się nie najgorzej. Na życie zarabiał bowiem przede wszystkim jako rzeczoznawca. Pierw zatrudniony w Banku Gringotta, później pracujący zaś na swój własny rachunek. Własną renomę. Określenie tego, jaką wartość mogła faktycznie posiadać oferowana przez pana Birle obroża, nie stanowiło dla niego problemu. Robił to jednak w znacznej mierze na oko. Nie dysponował bowiem tutaj narzędziami niezbędnymi do tego, aby być w tym wszystkim nieco dokładniejszym. Zarazem jednak na tym całym byciu dokładniejszym, to niekoniecznie mu zależało.
- Ma pan racje, ta obroża nie jest tyle warta. - pozwolił sobie na komentarz. Na te nie tak drobne kłamstewko, które bez większych problemów spłynęło z jego ust. - To przedmiot z rodzaju tych, które ciężko odsprzedać. Rozumiem, że mógł kosztować dużo, ale na rynku wtórnym sytuacja się znacząco komplikuje. - spojrzał raz jeszcze na obroże. 151 żetonów? Czy mógł mu tyle dać? Wahał się. Zastanawiał. Przeciągał. - Nadal żąda pan zbyt wysokiej kwoty, będę na tym stratny.
Mimo wypowiedzianych słów, przeszedł do odliczania żetonów. Pierwsza dziesiątka. Druga. Pięćdziesiąt. Sto. Wreszcie przed mężczyzną pojawiło się ich równe sto. Na samym końcu, Marcus dołożył jeden. Ostatni.
- Proszę wszystko przeliczyć. Jeśli się zgadza, podpisać się w tym miejscu. Uzupełnić rubrykę z imieniem i nazwiskiem. - po tych słowach, przesunął jeszcze w jego kierunku zeszyt. Ewidencje? Na to wyglądało. Widniały w niej również informacje o innych dokonanych transakcjach. Nie tylko tej obecnej. Dzisiejszej. Marcus zdawał się w tym wszystkim dokładny. - I podać adres. To czysta formalność.
Nie kłamał. Choć zbierał dane klientów, trzymał je na wypadek wystąpienia jakiś problemów z towarem, to korzystanie z nich... to się praktycznie nie zdarzało. Tego rodzaju zdarzenia byłby w stanie zliczyć na palcach jednej dłoni. Ewentualnie dwóch dłoni, aczkolwiek to nadal naprawdę niewiele. Zwłaszcza, kiedy pod uwagę wziąć to, na ile Flitwick był na tym polu aktywny.