Jedno powinno zostać ustalone. Stanisław Andrzej z Borginów był poszukiwany za niewinność, a takie dobre chłopaki - jak on - to patrzą na świat zza krat. Stanley oczywiście nie chciał patrzeć na świat zza krat. Nie chciał też nikogo pozdrawiać do więzienia - może po za Brenną, której taka odsiadka by się przydała, ponieważ mogłaby przemyśleć swoje zachowanie.
- Nic wielkiego się nie stało - zapewnił. Nie chciał, aby młoda mama musiała się czymś przejmować. Jeszcze by zeszła na jakiś zawal serca i Sauriel zostałby sam z dwójką małych kociąt. To oczywiście było bardzo nie rozważne, wszak sam momentami był jak tamie małe kocię. Też się kładł tam gdzie było wygodnie, też lubił pokazać pazurki, a i mruczeć potrafił jak chciał. No po prostu człowiek orkiestra.
- Jeżeli będę potrafił - przyznał. No bo co miał jej odpowiedzieć? Znając Victorię to zaraz go zapyta o definicję mitochondrium czy rolę miednicy w życiu człowieka. Na szczęście Stanley już wiedział. Miednica służyła do trzymania ogórków! Takie to było proste. Ale czy to mogło znaczyć, że każdy człowiek trzymał jakieś ogórki przy sobie w każdym momencie? To brzmiało jak pytanie z jakiegoś rozszerzonego fakultetu na który Borgin nie uczęszczał... Może i lepiej.
Cóż, to nie było zadne podchwytliwe pytanie. Znaczy było, ale nie z pszyrki. Dlaczego Lestrange musiała taka być? Stanley zaczął aż współczuć Rookwoodi. W końcu Victoria też musiała go bombardować setkami pytań odnośnie jakichś pokręconych tematów przyrodniczych. To pewnie było tak - Sauriel bawił się z ich kociętami, przychodziła szanowna pani nie-Rookwood-a-Lestrange i rzucała mu pytanie o definicję rozkładu atomowego marchewki wśród bakłażanów, które zostały wysiane na początku maja. I co miał wtedy zrobić biedny wampirek? No załamać się psychicznie albo wyjść z siebie i stanąć obok.
- Po pierwsze to nie ukrywam. Sauriel dobrze wie gdzie może wie ze mną spotkać, a to jest najważniejsze - odparł po mistrzowsku pierwszy zarzut. Te lekcje ocieplania relacji z jego funflem to nie poszły jednak na marne! Po drugie to najważniejsze osoby wiedziały gdzie go spotkać, więc gdzie problem? Nie rozumiał - No i co w tym złego? Nie można już napisać listu do własnego kumpla z którym dzieliło się dormitorium przez 7 lat? A po drugie nie wiedziałem, że Laurent taki jest. Myślałem, że mamy umowę - starą jak świat, że do własnego gniazda się nie sra. Co więcej, byli przecież połączeni krwią czy inne takie dyrdymały po tym całym statku, a tutaj pan Prewett postanowił zrobić przysłowiową sześćdziesiątkę na swojego koleszke. No nie miło, nie miło.
- Cóż, może? Dowiedziałem się o tym tylko i wyłącznie z gazety. Zresztą dlaczego miałbym chcieć krzywdzić Laurenta? Niczym mi w życiu nie zaszkodził - bronił się jakby właśnie zwracała mu uwagę, że się znęca nad Prewettem. A tak przecież nie było! Aż się chciało powiedzieć proszem paniom, ale Laurent jest cool kidem razem z nami, chociaż Victoria pewnie by tego nie zrozumiała i Borgin dostałby jakąś karę. Tragedia.
- Jasne. Możesz ją ode mnie pozdrowić - dodał z sarkazmem w głosie. Nie chciał mieć nic wspólnego z tą starą bzdźiągwą, którą niektórzy nazywali własną szefową - Wspominaj. Nic takiego nie było tam napisane. Nic co by sprawiło, że nagle stałbym się bardziej poszukiwany od sama wiesz kogo - wyjaśnił. Lestrange robiła to co do niej należało i tyle mógł zrobić. Nie mógł jej zabronić tego robić, bo jeszcze kazałaby mu pokazać swoje notatki, a tych przecież nie miał przy sobie, a w biurku w Głębinie.
Ze wszystkich trzech szkodników, które się teraz kręciły po jej pracowni, to właśnie Stanley był najmniej kumaty w te całe pszyrkowe rzeczy. Już pewnie te dwa koty więcej wiedziały od niego i to tylko dlatego, że przebywały z Victorią. Cóż, tak się zdarza.
- Eee.... mhm - zgodził się. Nie chciał jej obrażać, bo miała asa w rękawie o którym dobrze wiedziała. Była perfekcyjnie przekonana o tym jak wywołać u niego palpitacje serca. Był taki jeden trick...
Poszedł grzecznie za Victorią i czym prędzej zajął się czyszczeniem własnego uzębienia.
Kiedy tylko przymknął drzwi, stanął naprzeciwko lustra i zaczął się zastanawiać. Kurwa. Jak to było? Co tam Victoria się tak produkowała? Wyszoruj zęby, coś tam potrzymaj przez kilka minut? Dobra. Jakoś tak. Postanowił zrobić to według jednej idei - tanio, za to byle jak.
Za drzwiami to był chyba jakiś remont albo Sauriel przyszedł, bo takie skoki to były tylko w jego stylu. Stanley jednak się nie przejmował i szorował tym czymś swoje zęby.
- Dobra, wysripipi, a nie wykipi. Nie trzeba tego trzymać pięć minut - oburzył się po jakichś trzynastu sekundach i czym prędzej wypluł, płucząc przy tym zęby - Ile można to trzymać w buzi. Jeszcze żeby to było jakieś rumiankowe czy miętowe, to nie... - marudził do samego siebie, aż w końcu wyruszył do drzwi. Te zaraz otworzył i się wyszczerzył.
- I jak? Działa? - zapytał Lestrange, bo sam po przepłukaniu tego nie sprawdził. To oczywiście nie mogło zadziałać, bo ćwierć minuty nie jest nawet blisko do pięciu minut. Cóż, Borgin już tak miał z tymi wszystkimi wybrykami przyrodniczymi. Nie ufał im i było to pewne.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972