10.01.2023, 11:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2023, 11:16 przez Brenna Longbottom.)
Nie protestowała przeciwko zaklęciu. Chociaż tak, była skłonna je przerwać, gdyby okazało się, że mieliby tu umrzeć obaj. Póki jednak Castiel nie tracił przytomności - nie komentowała.
- Skąd. Jest doskonały - zapewniła Brenna kuzynkę z pozornym spokojem, ani na moment nie przestając tamować krwawienia, chociaż ręce miała już całe czerwone, a drażniąca, metaliczna woń, wdzierała się w nozdrza. Sama też swoją panikę kryła głęboko pod warstewką żelaznego opanowania, bo po prostu nie mogła sobie pozwolić na histerię. Nie pokazała ani strachu, ani tego, jak mocno ulżyło jej, kiedy kuzynka zmaterializowała się w gabinecie.
Odsunęła dłonie dopiero, kiedy krwawienie zaczęło ustawać, a fala ulgi sprawiła, że gdyby Brenna stała, to pewnie musiałaby usiąść. Fala ulgi, niestety, przedwczesna, bo jak się okazało, dalej mieli problem. Brenna nie liczyła, że ot tak uleczy Fergusa, z takimi obrażeniami zwykle trafiało się na parę dni do szpitala, ale miała nadzieję, że najgorsze za nimi…
- Cas, zwolnij zaklęcie, inaczej Dani będzie musiała zajmować się zaraz tobą, nie Fergusem - powiedziała z całym spokojem, na jaki było ją stać. Nie potrzebowały dwóch nieprzytomnych, za to ktoś musiał wyjaśnić Danielle, co dokładnie się stało. Nie wspominając o tym, że jeżeli nie udałoby się uratować Ollivandera... co też musiała brać pod uwagę, choć spychała gdzieś w ciemne zakątki umysłu... to nie mogła pozwolić, by Flint umarł wraz z nim na darmo, nieważne, jak bardzo był na to gotów. - Jak sądzę czarnomagiczny artefakt, tu masz jego resztki - poinformowała, z pewnym trudem wstając i wskazując na przedmiot, bo przedmiot mógł dać pewne pojęcie, co tutaj się stało. Dokładniejszych wyjaśnień mógł udzielić Flint.
Który, jak miała nadzieję, zwolni czar dobrowolnie, bo inaczej Brenna miała zamiar po prostu wyrwać mu różdżkę.
- Cholera - mruknęła na podsumowanie kuzynki. - Długotorowo musi trafić do Munga, a i chyba potrzebujemy w takim wypadku klątwołomacza uzdrowiciela.
Mieli uzdrowicielkę i mieli klątwołomacza, ale żadne z nich nie łączyło obu tych umiejętności. Brenna miała jednak nadzieję, że Danielle zdoła ustabilizować stan Fergusa na tyle, aby mogli przenieść Ollivandera do szpitala.
Wahała się przez chwilę, zanim wytarła ręce o spodnie, a potem podeszła do biurka Castiela, szukając papieru i pióra.
- Dani, kiedy oberwałam kiedyś klątwą, powodującą krwawienie, dostałam eliksir, który na to pomagał, odtwarzał krew czy inna cholera. Znasz coś takiego? Albo jest coś jeszcze, co zaleciłabyś natychmiast mu podać? - spytała, gotowa w razie czego podsunąć kobiecie papier. Pozostał na nim krwawy odcisk palców, bo Brenna nie zdołała doczyścić rąk, za to spodnie teraz też miała pokryte krwią. - Aportuję się do apteki.
Przy okazji zapewne zapoczątkowując piękne plotki, zważywszy na stan, w jakim się znajdowała – dalej w koszuli i spodniach, jakie nosili Brygadziści, tylko trochę porwanych i pokrwawionych – ale to w tej chwili jej nie interesowało. Chciała po prostu pomóc, a tutaj nie mogła zrobić nic więcej. Dostając zalecenia od uzdrowicielki i tę prowizoryczną receptę, miała jednak szanse zaopatrzyć Danielle w niezbędne specyfiki.
- Skąd. Jest doskonały - zapewniła Brenna kuzynkę z pozornym spokojem, ani na moment nie przestając tamować krwawienia, chociaż ręce miała już całe czerwone, a drażniąca, metaliczna woń, wdzierała się w nozdrza. Sama też swoją panikę kryła głęboko pod warstewką żelaznego opanowania, bo po prostu nie mogła sobie pozwolić na histerię. Nie pokazała ani strachu, ani tego, jak mocno ulżyło jej, kiedy kuzynka zmaterializowała się w gabinecie.
Odsunęła dłonie dopiero, kiedy krwawienie zaczęło ustawać, a fala ulgi sprawiła, że gdyby Brenna stała, to pewnie musiałaby usiąść. Fala ulgi, niestety, przedwczesna, bo jak się okazało, dalej mieli problem. Brenna nie liczyła, że ot tak uleczy Fergusa, z takimi obrażeniami zwykle trafiało się na parę dni do szpitala, ale miała nadzieję, że najgorsze za nimi…
- Cas, zwolnij zaklęcie, inaczej Dani będzie musiała zajmować się zaraz tobą, nie Fergusem - powiedziała z całym spokojem, na jaki było ją stać. Nie potrzebowały dwóch nieprzytomnych, za to ktoś musiał wyjaśnić Danielle, co dokładnie się stało. Nie wspominając o tym, że jeżeli nie udałoby się uratować Ollivandera... co też musiała brać pod uwagę, choć spychała gdzieś w ciemne zakątki umysłu... to nie mogła pozwolić, by Flint umarł wraz z nim na darmo, nieważne, jak bardzo był na to gotów. - Jak sądzę czarnomagiczny artefakt, tu masz jego resztki - poinformowała, z pewnym trudem wstając i wskazując na przedmiot, bo przedmiot mógł dać pewne pojęcie, co tutaj się stało. Dokładniejszych wyjaśnień mógł udzielić Flint.
Który, jak miała nadzieję, zwolni czar dobrowolnie, bo inaczej Brenna miała zamiar po prostu wyrwać mu różdżkę.
- Cholera - mruknęła na podsumowanie kuzynki. - Długotorowo musi trafić do Munga, a i chyba potrzebujemy w takim wypadku klątwołomacza uzdrowiciela.
Mieli uzdrowicielkę i mieli klątwołomacza, ale żadne z nich nie łączyło obu tych umiejętności. Brenna miała jednak nadzieję, że Danielle zdoła ustabilizować stan Fergusa na tyle, aby mogli przenieść Ollivandera do szpitala.
Wahała się przez chwilę, zanim wytarła ręce o spodnie, a potem podeszła do biurka Castiela, szukając papieru i pióra.
- Dani, kiedy oberwałam kiedyś klątwą, powodującą krwawienie, dostałam eliksir, który na to pomagał, odtwarzał krew czy inna cholera. Znasz coś takiego? Albo jest coś jeszcze, co zaleciłabyś natychmiast mu podać? - spytała, gotowa w razie czego podsunąć kobiecie papier. Pozostał na nim krwawy odcisk palców, bo Brenna nie zdołała doczyścić rąk, za to spodnie teraz też miała pokryte krwią. - Aportuję się do apteki.
Przy okazji zapewne zapoczątkowując piękne plotki, zważywszy na stan, w jakim się znajdowała – dalej w koszuli i spodniach, jakie nosili Brygadziści, tylko trochę porwanych i pokrwawionych – ale to w tej chwili jej nie interesowało. Chciała po prostu pomóc, a tutaj nie mogła zrobić nic więcej. Dostając zalecenia od uzdrowicielki i tę prowizoryczną receptę, miała jednak szanse zaopatrzyć Danielle w niezbędne specyfiki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.