Był zmęczony, a Astaroth? Ciągnęło go w dół, obciążały mięśnie? Położyłby się, ułożył do snu - na pewno by pomogło. Było ciemno, było późno, a ciągle pracowało tutaj Ministerstwo, żeby wszystko uprzątnąć. Nie chciał nawet spoglądać w kierunku samego miasteczka. Wzdrygnął się od zimnego powietrza, które dotknęło ich ramionami wiatru. Żołądek go ściskał, ale nie miał już czego z siebie wypluwać - wszystko, co mógł, już wyrzygał, kiedy wyszedł na brzeg i zobaczył tylko więcej trupów. Chyba to lepiej, szczególnie, kiedy chcesz pozbyć się trującej krwi Blacków ze swojego krwiobiegu.
Astaroth wydawał się zmęczony permanentnie. Przez jego karnację, przez sińce pod oczami, fioletowe żyły. Był martwy. Czy trupy mogą być martwe? Położyłeś dłoń na wysokości swojego żołądka i nieco znowu zgiąłeś. Tak na moment. W tym odruchu, że zaraz znowu ciałem zaczną wstrząsać spazmy. Jesteś w tej ciemności, w Windermere - mieście trupów - z tym trupem, co stał i miał się zadziwiająco dobrze. Miękkie i słabe nogi już nie pozwoliłyby donikąd uciec, a wątłe ramiona nawet nie próbowałyby sięgać po różdżkę. Nie miało to sensu. Drapieżnik zawsze był szybszy. Teraz się nad tym zastanawiał? Mógł wcześniej. Zanim przylgnął do niego pod wodą, żeby nie musiał spędzić tam samotnie całego dnia, niechętny do ruszenia się z powodu tobie nieznanego. Powinien teraz bić na alarm strach. Ale po co? Uciec? Donikąd. Nie powinno się lekceważyć wampira, który za każdym razem pokazywał, że nie radził sobie sam ze sobą, a który nasmakował się słodkiej krwi między falami. W tej upiornej walce, jaka miała tam miejsce.
Astaroth poruszył się w przód, a Laurent drgnął. Napiął się i naprostował jak struna - to odruch bezwarunkowy. Nie chciał tego robić, to było silniejsze. Zacisnął mocniej ramię na śnieżnej skórze. Kto tu teraz był bestią, skoro zareagował prawie jak spłoszone zwierzę? Kiedy w ruchach ciemnowłosego tliło się tyle uwagi, ostrożności. Nie skrzywdzę cię - mówiło całe ciało Astarotha. Więc? Ufasz takiemu ciału? Potrafisz zaufać wampirowi, Laurencie?
Było zimno. Nie odwzajemnił tego uścisku, bo przyciskał przedramiona do swojej piersi, a do tej piersi tulił tę skórę. Nie odwzajemnił go, kiedy ramiona Astarotha zamknęły się za nim, ale przylgnął do niego. I chociaż powinno być cieplej - było jeszcze bardziej zimno. Jego ciało nie oddawało ciepło - woda wręcz chłodniała przy jego zimnym ciele. Wampir. Trup. Osoba, która może jest w stanie poczuć czyjeś ciepło, ale nie odda tego samego. Nie nadeszło ugryzienie, którego się spodziewał, więc jego mięśnie się rozluźniły. Może fałszywie. Ale... czy to już nie było w zasadzie wszystko obojętne? Astaroth mógł poczuć, jak coraz większa część ciężaru ciała Laurenta jest oddawana jemu samemu, jakby zaraz miały też ugiąć się pod nim kolana.
- Wiem... - Tylko czy potrafił się w ogóle do tego ustosunkować? Tego nie wiedział. Wiedział za to, że jego mięśnie naprawdę odpuszczały. Tak jak i coraz bardziej drżał od tego zimna.