- No tak, ten strój. - Co niby innego. Był naprawdę bardzo ekscentryczny, Ger nie do końca przywykła do tego, że ktoś łaził po jej mieszkaniu półnagi (poza nią).
- Dlaczego zakładasz, że by mnie to nudziło, co? - Nie podobało jej się takie podejście. Naprawdę była ciekawa jego przyzwyczajeń, wiedziała, że wynikały z tego, co przeżył, kiedy podróżował. To było dla niej ważne, aby poznać go lepiej, bo niby spędzili razem całe dzieciństwo, ale jednak miała wrażenie, że nie byli już tymi samymi osobami, które znali kiedyś tam. Ludzie się zmieniali, przez doświadczenia, które ich kształtowały, a ich dzieciństwo minęło już dawno temu.
Zamiatała całkiem żwawo kuchnię, dawno nie było tu tak czysto, Gerry nie przykładała szczególnej wagi do tego, aby w mieszkaniu panował porządek.
- Myślisz, że damy radę? - Kto go tam wiedział, jakich zajęć próbował podczas swoich podróży. Ona miała świadomość, że czasem miewała problem nawet z podgrzaniem wody na herbatę, dlatego zazwyczaj piła whisky, bo ją wystarczało wlać do szklanki i była gotowa do spożycia.
Miał rację. Nie była w stanie mu odmówić, kiedy tak na nią patrzył. - Mam chyba coś, w czym można to upiec, Triss zostawiła u nas jakąś blaszkę. - Zabawne, że tak łatwo przyszło jej uznanie mieszkania jako wspólnego, mimo, że przecież było jej własnością. Skrzatka rodziców bardzo często przynosiła tutaj jedzenie, aby nie zdechła z głodu, więc dzięki niej miała jakikolwiek sprzęt kuchenny. - Mąkę też mam, czego jeszcze nam trzeba? - Miała nadzieję, że on będzie się na tym znał bardziej, niż ona.