21.10.2022, 12:35 ✶
— Tak. — W jego oczach zabłysły ogniki pewności siebie i wiary w wypowiadane słowa. — Jesteśmy w grupie największego ryzyka. To przez nasze ugodowe nastawienie do świata.
Chociaż w towarzystwie być może wyparliby się nazywania ich podejścia do życia zwykłą naiwnością, tak przynajmniej Erik uważał, że chwilami byli aż nadto pobłażliwi. Starali się utrzymywać pozytywne lub w najgorszym razie neutralne stosunki z ludźmi, z którymi wchodzili w kontakt. To był taki sposób na uniknięcie zaognienia ewentualnego konfliktu lub wywołania niepotrzebnej sprzeczki. Woleli się dogadać, niż eskalować sytuację.
— W takim razie nie będziesz miała nic przeciwko, żebym to ja przygotował uroczystość, jeśli jednak kiedyś go zdobędzie. — Klasnął lekko w dłonie. — Nora to raczej, tak konkretnie, okręca sobie żołądki ludzi wokół palca. Jak raz zjesz coś z jej kuchni, to potem wracasz po więcej i więcej. W sumie całkiem niezły sposób na zapewnienie sobie stałej bazy klientów.
Jedyne co jego zdaniem ograniczało kobietą to fakt, że skupiała się przede wszystkim na działalności cukierniczej. Gdyby postanowiła poszerzyć nieco kartę swojego lokalu o tradycyjne dania obiadowe, nie mogłaby się opędzić od stałych bywalców. Miała całkiem dobrą lokalizację, więc ludzie ściągaliby do niej z całego magicznego Londynu. Chociaż wiązałoby się to pewnie z dodatkowymi wydatkami.
Pokręcił głową. Dobrze, że sam nigdy nie próbował założyć własnej działalności. Miał wrażenie, że skończyłoby się to jednym wielkim fiaskiem. Matematyka nie była jego konikiem, co w sumie nie powinno nikogo dziwić, Hogwart nie szkolił ich w tak trywialnych kwestiach. Gdyby chciał poznać tajniki tej sztuki, musiałby zrobić to we własnym zakresie.
— Czasami mój podziw w stosunkowo do ciebie w ciągu jednej chwili zamienia się w szczery strach — powiedział, przygryzając dolną wargę i wlepiając w siostrę lekko spanikowane spojrzenie. Najwyraźniej miała już wszystko od dawna zaplanowane i tylko czekała na moment, aby wyciągnąć odpowiednie kontakty i pomysły na światło dzienne. — Dobrze, że ten popęd nie objawił się w Hogwarcie. Znając życie, namówiłabyś mnie, żebym został nową gwiazdą quidditcha. A potem kariera w Ministerstwie Magii na pewno zeszłaby na drugi lub trzeci plan!
Ponownie poklepał się po piersi, jakby na samą myśl, o tym, że mógłby nie trafić na elitarne i w stu procentach pozbawione pracy papierkowej stanowisko, jego serce zaczynało nieregularnie bić. Istny dyshonor. Dyshonor dla niego, rodziny, sowy, a nawet skrzata domowego. Cóż, na szczęście bądź nieszczęście, Brenna nie posiadła jeszcze umiejętności podróży w czasie i nie mogła poprawić tych jawnych niedopatrzeń.
— Eh, żeby tylko nie robił jej pod górkę przez to, gdyby ten dziwak zaczął go wypytywać o nią — mruknął. Nie życzył nikomu problemów. W razie, gdyby niechciany adorator jednak zaczął jej szukać w Dolinie Godryka i tak byli w dosyć dobrej sytuacji. Zarówno zaklęcia obronne, jak i skrzat strzegący domu stanowiły całkiem niezły system wczesnego ostrzegania. Nie mówiąc już nawet o wścibskich sąsiadach, którzy od razu zauważyliby obcego. — Po co się ograniczać, od razu trzy. Potem postawimy przy drodze tabliczkę „Dzielnica Longbottom”.
Dobrze, że Erik nie miał dostępu do wewnętrznych przemyśleń swojej siostry, bo chyba parsknąłby śmiechem. Owszem, dziewczyna może i lubiła spędzać długie jesienne wieczory przy dobrej książce, skulona przy kominku, jednak wszyscy domownicy wiedzieli, że dosyć wysoko na liście wydatków znajdowały się zestawy LEGO sprowadzone od mugoli. Wprawdzie w ostatnich tygodniach nie przypominał sobie, aby przyszła do nich jakaś wielka paczka, ale kto wie... Brenna mogła po prostu lepiej się z tym kryć, aby uniknąć karcącego wzroku dziadka, który postrzegał niemagiczne klocki jako „zabawki dla małych dzieci”. Tłumaczenia, że to dla chrześnicy nie mogło działać w każdym przypadku.
— Ciekawe, bo zawsze mi się wydawało, że na te dziwne rzeczy powinien być największy popyt — skomentował pod nosem. Czyż bogacze nie lubowała się w różnej maści osobliwościach? — Prasa, fotograf, fanty... Postaram się to załatwić. Popytam, może uda się to wszystko ogarnąć we względnie znośnym terminie.
Byłby najszczęśliwszym człowiekiem w kraju, gdyby okazało się, że udałoby im się ze wszystkim wyrobić tak, aby móc skupić się na organizacji poszczególnych etapów planowanego eventu. Przygotowania i prace wstępne zawsze były najgorsze przez to, że musieli dopasowywać się do innych ludzi i ich kalendarzy. Pieniądze nie zawsze otwierały wszystkie drzwi, co najwyżej pomagały postawić w nich stopę, aby były minimalne uchylone.
Chociaż w towarzystwie być może wyparliby się nazywania ich podejścia do życia zwykłą naiwnością, tak przynajmniej Erik uważał, że chwilami byli aż nadto pobłażliwi. Starali się utrzymywać pozytywne lub w najgorszym razie neutralne stosunki z ludźmi, z którymi wchodzili w kontakt. To był taki sposób na uniknięcie zaognienia ewentualnego konfliktu lub wywołania niepotrzebnej sprzeczki. Woleli się dogadać, niż eskalować sytuację.
— W takim razie nie będziesz miała nic przeciwko, żebym to ja przygotował uroczystość, jeśli jednak kiedyś go zdobędzie. — Klasnął lekko w dłonie. — Nora to raczej, tak konkretnie, okręca sobie żołądki ludzi wokół palca. Jak raz zjesz coś z jej kuchni, to potem wracasz po więcej i więcej. W sumie całkiem niezły sposób na zapewnienie sobie stałej bazy klientów.
Jedyne co jego zdaniem ograniczało kobietą to fakt, że skupiała się przede wszystkim na działalności cukierniczej. Gdyby postanowiła poszerzyć nieco kartę swojego lokalu o tradycyjne dania obiadowe, nie mogłaby się opędzić od stałych bywalców. Miała całkiem dobrą lokalizację, więc ludzie ściągaliby do niej z całego magicznego Londynu. Chociaż wiązałoby się to pewnie z dodatkowymi wydatkami.
Pokręcił głową. Dobrze, że sam nigdy nie próbował założyć własnej działalności. Miał wrażenie, że skończyłoby się to jednym wielkim fiaskiem. Matematyka nie była jego konikiem, co w sumie nie powinno nikogo dziwić, Hogwart nie szkolił ich w tak trywialnych kwestiach. Gdyby chciał poznać tajniki tej sztuki, musiałby zrobić to we własnym zakresie.
— Czasami mój podziw w stosunkowo do ciebie w ciągu jednej chwili zamienia się w szczery strach — powiedział, przygryzając dolną wargę i wlepiając w siostrę lekko spanikowane spojrzenie. Najwyraźniej miała już wszystko od dawna zaplanowane i tylko czekała na moment, aby wyciągnąć odpowiednie kontakty i pomysły na światło dzienne. — Dobrze, że ten popęd nie objawił się w Hogwarcie. Znając życie, namówiłabyś mnie, żebym został nową gwiazdą quidditcha. A potem kariera w Ministerstwie Magii na pewno zeszłaby na drugi lub trzeci plan!
Ponownie poklepał się po piersi, jakby na samą myśl, o tym, że mógłby nie trafić na elitarne i w stu procentach pozbawione pracy papierkowej stanowisko, jego serce zaczynało nieregularnie bić. Istny dyshonor. Dyshonor dla niego, rodziny, sowy, a nawet skrzata domowego. Cóż, na szczęście bądź nieszczęście, Brenna nie posiadła jeszcze umiejętności podróży w czasie i nie mogła poprawić tych jawnych niedopatrzeń.
— Eh, żeby tylko nie robił jej pod górkę przez to, gdyby ten dziwak zaczął go wypytywać o nią — mruknął. Nie życzył nikomu problemów. W razie, gdyby niechciany adorator jednak zaczął jej szukać w Dolinie Godryka i tak byli w dosyć dobrej sytuacji. Zarówno zaklęcia obronne, jak i skrzat strzegący domu stanowiły całkiem niezły system wczesnego ostrzegania. Nie mówiąc już nawet o wścibskich sąsiadach, którzy od razu zauważyliby obcego. — Po co się ograniczać, od razu trzy. Potem postawimy przy drodze tabliczkę „Dzielnica Longbottom”.
Dobrze, że Erik nie miał dostępu do wewnętrznych przemyśleń swojej siostry, bo chyba parsknąłby śmiechem. Owszem, dziewczyna może i lubiła spędzać długie jesienne wieczory przy dobrej książce, skulona przy kominku, jednak wszyscy domownicy wiedzieli, że dosyć wysoko na liście wydatków znajdowały się zestawy LEGO sprowadzone od mugoli. Wprawdzie w ostatnich tygodniach nie przypominał sobie, aby przyszła do nich jakaś wielka paczka, ale kto wie... Brenna mogła po prostu lepiej się z tym kryć, aby uniknąć karcącego wzroku dziadka, który postrzegał niemagiczne klocki jako „zabawki dla małych dzieci”. Tłumaczenia, że to dla chrześnicy nie mogło działać w każdym przypadku.
— Ciekawe, bo zawsze mi się wydawało, że na te dziwne rzeczy powinien być największy popyt — skomentował pod nosem. Czyż bogacze nie lubowała się w różnej maści osobliwościach? — Prasa, fotograf, fanty... Postaram się to załatwić. Popytam, może uda się to wszystko ogarnąć we względnie znośnym terminie.
Byłby najszczęśliwszym człowiekiem w kraju, gdyby okazało się, że udałoby im się ze wszystkim wyrobić tak, aby móc skupić się na organizacji poszczególnych etapów planowanego eventu. Przygotowania i prace wstępne zawsze były najgorsze przez to, że musieli dopasowywać się do innych ludzi i ich kalendarzy. Pieniądze nie zawsze otwierały wszystkie drzwi, co najwyżej pomagały postawić w nich stopę, aby były minimalne uchylone.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞