23.07.2024, 23:51 ✶
Atreus był w tym nieco dziwacznym położeniu; z jednej strony całe życie dążył do tego, żeby łapać takich ludzi jak Voldemort. Czarnoksiężników z manią wielkości, którzy dochodzili do momentu kiedy wydawało im się, że nic już nie stoi im na drodze. Bo Bulstrode właśnie takie zdanie miał o całej sprawie, co uwydatniała tylko jego niechęć do cudzej megalomanii. Ale oprócz tego że Czarny Pan wydawał się posiadać o wiele za wiele złudzeń co do własnej osoby, bardzo dobrze się ukrywał. Kim naprawdę był? Gdzie przebywał? Kto mu pomagał? Nikt nie był w stanie odpowiedzieć na te pytania, ale Atreus nie miał wątpliwości co do tego, że akurat to ostatnie może okazać się z czasem niewyczerpane. Wraz z manifestem pojawiły się agresywne działania i nawet jeśli w przyszłości mieli co chwila wpadać za nie nowi ludzie, co ich pokłady miały się nie kończyć. Na miejsce jednych zwolenników wyrastali następni, jakby oburzeni tym, że ktoś nastawał na ich terrorystyczne zapędy.
Z drugiej strony Atreus miał takich, a nie innych przyjaciół. Nie chodzili i nie opowiadali sobie, jak oni to kurwa nienawidzą tych mugoli, ale wychowanie czystokrwistych rodzin robiło swoje. Szczególnie tych zagorzałych i skłonnych do uważania czarodziejów za lepszą rasę. Nikt nie musiał głośno i wyraźnie oznajmiać całemu światu swoich idei bo wystarczyły te drobne przyzwolenia, kąśliwe uwagi czy ironiczne spojrzenia. Takie rzeczy które łatwo było przeoczyć, zidentyfikować, albo uważało się że nie opłacało się na nie reagować. Że to było nic. Wiele można było powiedzieć o Atreusie, ale jedną z jego największych wad i zalet było to, jak lojalny być potrafił. Był w stanie stać za kimś murem, ale z drugiej strony często zwyczajnie go to zaślepiało. Specjalnie odwracał czasem wzrok i stawał się w tym momentami wręcz mistrzem najwyższej klasy.
- Mniej serc rozsądnych ludzi, ale więcej ekstremistów - powiedział głucho, śledząc ją spojrzeniem. - Zrobisz mi też? - zapytał, kiedy przystanęła przy czajniku, nie wiedząc jeszcze nawet co dla siebie szykowała, ale to akurat nie był problem. Atreus też w żaden sposób nie zamierzał interpretować jej słów jako pochwały dla działań nowej frakcji. Rozumiał - lepiej było walczyć z kimś, kto jasno określał swoje postulaty niż kluczyć i zastanawiać się, gdzie będzie leżeć dla niego granica. - Już mamy. I wy pewnie też, mam rację? Manifest był jasnym pokazaniem że ktoś bezczelny i uważający się za potężnego, rzuca wyzwanie ustalonemu porządkowi. I teraz te wszystkie karaluchy, które większość swego życia spędziło w rynsztoku, wypełza żeby oddawać się uciechom najniższej kategorii. Żeby mordować, gwałcić i rabować, jak to powiedziałaś.
Z drugiej strony Atreus miał takich, a nie innych przyjaciół. Nie chodzili i nie opowiadali sobie, jak oni to kurwa nienawidzą tych mugoli, ale wychowanie czystokrwistych rodzin robiło swoje. Szczególnie tych zagorzałych i skłonnych do uważania czarodziejów za lepszą rasę. Nikt nie musiał głośno i wyraźnie oznajmiać całemu światu swoich idei bo wystarczyły te drobne przyzwolenia, kąśliwe uwagi czy ironiczne spojrzenia. Takie rzeczy które łatwo było przeoczyć, zidentyfikować, albo uważało się że nie opłacało się na nie reagować. Że to było nic. Wiele można było powiedzieć o Atreusie, ale jedną z jego największych wad i zalet było to, jak lojalny być potrafił. Był w stanie stać za kimś murem, ale z drugiej strony często zwyczajnie go to zaślepiało. Specjalnie odwracał czasem wzrok i stawał się w tym momentami wręcz mistrzem najwyższej klasy.
- Mniej serc rozsądnych ludzi, ale więcej ekstremistów - powiedział głucho, śledząc ją spojrzeniem. - Zrobisz mi też? - zapytał, kiedy przystanęła przy czajniku, nie wiedząc jeszcze nawet co dla siebie szykowała, ale to akurat nie był problem. Atreus też w żaden sposób nie zamierzał interpretować jej słów jako pochwały dla działań nowej frakcji. Rozumiał - lepiej było walczyć z kimś, kto jasno określał swoje postulaty niż kluczyć i zastanawiać się, gdzie będzie leżeć dla niego granica. - Już mamy. I wy pewnie też, mam rację? Manifest był jasnym pokazaniem że ktoś bezczelny i uważający się za potężnego, rzuca wyzwanie ustalonemu porządkowi. I teraz te wszystkie karaluchy, które większość swego życia spędziło w rynsztoku, wypełza żeby oddawać się uciechom najniższej kategorii. Żeby mordować, gwałcić i rabować, jak to powiedziałaś.