24.07.2024, 11:49 ✶
Uniosła pytająco brwi na to stwierdzenia o "dobrym" pytaniu. Ona też używała wielu, bardzo wielu imion, czy może odmian swojego imienia. Millie, Miles, Mi, Milusia (za to można było dostać wpierdol), w końcu Mildred, czy czasem i Mildþryþ jeśli ktoś wiedział jak prawidłowo ułożyć język i gardziel aby osiągnąć efekt, który chodził po głowie zmarłej matce, gdy sobie wymyśliła imię dla swojej córki.
– Flynn, fajnie. Ja jestem Miles – przedstawiła się, nieświadoma tego, że minęli się podczas Lammas. – Jestem Miles i podoba mi się taki luźne. Normalnie chodzę w takich podkoszulkach, które no... mm... kradne bratu z szafy, nie ważne. – Zwiesiła głowę wzdychając ciężko, a potem przypominając sobie o papierosie, który niestety przeszedł już magiczną linię połowy swojego istnienia i teraz już tylko dogorywał w jej palcach.
– Jest ok. Nie było Cię wtedy, fajnie, że jesteś teraz. – Wzruszyła ramionami, uciekając wzrokiem gdzieś w dal. Fajnie, że był, fajnie, że mogła mu się zwierzyć, ale to ostatecznie nie rozwiązywało jej problemów. Miała wrażenie, że zawisła nad nią karta odwróconych Kochanków. Jak można było prawdziwie pokochać kogoś, jeśli nie potrafiło się pokochać siebie?
– To co, jedziemy? Udowodnij mi, że jest to lepsza impreza niż latanie od miotły, a powiem Ci, że masz bardzo, bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę, bo kurwa uwielbiam latać na miotle. – Założyła zgrabnie maskę wypalając peta do końca. No może ostatecznie zwęziła sobie kieckę, ale koszula została luźna, w swobodzie dotykania ciała, które mogło w końcu oddychać. Doświadczać.
– Flynn, fajnie. Ja jestem Miles – przedstawiła się, nieświadoma tego, że minęli się podczas Lammas. – Jestem Miles i podoba mi się taki luźne. Normalnie chodzę w takich podkoszulkach, które no... mm... kradne bratu z szafy, nie ważne. – Zwiesiła głowę wzdychając ciężko, a potem przypominając sobie o papierosie, który niestety przeszedł już magiczną linię połowy swojego istnienia i teraz już tylko dogorywał w jej palcach.
– Jest ok. Nie było Cię wtedy, fajnie, że jesteś teraz. – Wzruszyła ramionami, uciekając wzrokiem gdzieś w dal. Fajnie, że był, fajnie, że mogła mu się zwierzyć, ale to ostatecznie nie rozwiązywało jej problemów. Miała wrażenie, że zawisła nad nią karta odwróconych Kochanków. Jak można było prawdziwie pokochać kogoś, jeśli nie potrafiło się pokochać siebie?
– To co, jedziemy? Udowodnij mi, że jest to lepsza impreza niż latanie od miotły, a powiem Ci, że masz bardzo, bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę, bo kurwa uwielbiam latać na miotle. – Założyła zgrabnie maskę wypalając peta do końca. No może ostatecznie zwęziła sobie kieckę, ale koszula została luźna, w swobodzie dotykania ciała, które mogło w końcu oddychać. Doświadczać.