10.01.2023, 11:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2023, 11:57 przez Mackenzie Greengrass.)
Mackenzie rozluźniła się trochę, kiedy kobieta wyjaśniła, że też miała zamiar się aportować gdzieś indziej. A gdy mówiła więcej, nie brzmiała jak żaden opętaniec albo bagienny stwór, usiłujący zdobyć zaufanie, aby cię zjeść.
- Wiem. Że nie ma tu magii – mruknęła, przy okazji demonstrując grubą gałąź, którą ułamała… w jej głowie ciąg przyczynowo skutkowy był jasny, chociaż pewnie objawiała się tutaj jej nieumiejętność komunikacji. – Myślałam, że spieprzyłam teleportację. Ale skoro wyleciałyśmy tu obie, anomalia musiała zakłócić tor lotu.
Magia tu nie działała, więc jeżeli „przemieszczając się” znalazły się blisko, może na moment straciły możliwość używania magii? To, że Yaxley też nie mogła czarować, sprawiało, że Greengrass ulżyło. Bo w głębi ducha obawiała się trochę, że może nagle straciła magiczne zdolności.
Samo w sobie było to przerażające, a gdyby jeszcze okazało się, że czarodziejka miotła przestałaby ją z tego powodu słuchać? Chyba rzuciłaby się z molo do jakiegoś jeziora, by umrzeć w odmętach wody, której zawsze się bała.
- Dam radę. Też urwij sobie kij – poradziła, kiedy Yaxley zaznaczyła, że mogą utknąć w błocie. Chociaż utknięcie w błocie bardziej groziło Greengrass, bo była po prostu sporo niższa. – Można nim sprawdzać podłoże.
Tak zresztą też zrobiła. Ruszyła przed siebie, niezbyt wolno, chociaż też nie biegła, bo jak powiedziała, tak uczyniła – czasem uderzała dolną częścią kija przed sobą, upewniając się, że ten nagle nie zapadnie się w mokrą ziemię do połowy. Kojarzyła taką scenę z jednej z książek, którą kiedyś przeczytała w Hogwarcie.
Nie chciała utonąć na bagnach.
- Aha – podsumowała, gdy usłyszała o „krokodylach” i „aligatorach”. Nie miała pojęcia, czym jest krokodyl, ale brzmiało to nieprzyjemnie. – Uważaj na pnącza i mech. Taki, który poruszy się pod stopami. Paskudne rośliny lubią rosnąć na bagnach. Zwłaszcza diabelskie sidła – dodała od siebie cicho. Cóż, tego żadna z nich nie zdawała sobie z tego sprawy, ale jedna z nich wiedziała co nieco o magicznych stworzeniach, a druga znała jakieś podstawy zielarstwa.
Może razem nawet wyjdą z tego żywe.
- Wiem. Że nie ma tu magii – mruknęła, przy okazji demonstrując grubą gałąź, którą ułamała… w jej głowie ciąg przyczynowo skutkowy był jasny, chociaż pewnie objawiała się tutaj jej nieumiejętność komunikacji. – Myślałam, że spieprzyłam teleportację. Ale skoro wyleciałyśmy tu obie, anomalia musiała zakłócić tor lotu.
Magia tu nie działała, więc jeżeli „przemieszczając się” znalazły się blisko, może na moment straciły możliwość używania magii? To, że Yaxley też nie mogła czarować, sprawiało, że Greengrass ulżyło. Bo w głębi ducha obawiała się trochę, że może nagle straciła magiczne zdolności.
Samo w sobie było to przerażające, a gdyby jeszcze okazało się, że czarodziejka miotła przestałaby ją z tego powodu słuchać? Chyba rzuciłaby się z molo do jakiegoś jeziora, by umrzeć w odmętach wody, której zawsze się bała.
- Dam radę. Też urwij sobie kij – poradziła, kiedy Yaxley zaznaczyła, że mogą utknąć w błocie. Chociaż utknięcie w błocie bardziej groziło Greengrass, bo była po prostu sporo niższa. – Można nim sprawdzać podłoże.
Tak zresztą też zrobiła. Ruszyła przed siebie, niezbyt wolno, chociaż też nie biegła, bo jak powiedziała, tak uczyniła – czasem uderzała dolną częścią kija przed sobą, upewniając się, że ten nagle nie zapadnie się w mokrą ziemię do połowy. Kojarzyła taką scenę z jednej z książek, którą kiedyś przeczytała w Hogwarcie.
Nie chciała utonąć na bagnach.
- Aha – podsumowała, gdy usłyszała o „krokodylach” i „aligatorach”. Nie miała pojęcia, czym jest krokodyl, ale brzmiało to nieprzyjemnie. – Uważaj na pnącza i mech. Taki, który poruszy się pod stopami. Paskudne rośliny lubią rosnąć na bagnach. Zwłaszcza diabelskie sidła – dodała od siebie cicho. Cóż, tego żadna z nich nie zdawała sobie z tego sprawy, ale jedna z nich wiedziała co nieco o magicznych stworzeniach, a druga znała jakieś podstawy zielarstwa.
Może razem nawet wyjdą z tego żywe.