Geraldine nie zamierzała się angażować przynajmniej oficjalnie w żadną ze stron konfliktu. Nie należała do osób, które czułyby potrzebę, aby działać na czyjeś rozkazy. Od zawsze lubiła sama mieć władzę nad swoim losem, nie potrafiła służyć, wykonywać poleceń. To zupełnie nie pasowało do jej charakteru. Zawsze robiła to, na co miała ochotę. Jeśli więc odczuwała potrzebę, aby komuś pomóc robiła to, ale na swoich własnych zasadach. Zawsze. Miała pewne poglądy, których się trzymała, starała się nie przekraczać granic i ceniła ludzkie życie. Może z magicznymi stworzeniami było jednak trochę inaczej, ale potrafiła dostrzec różnice w polowaniu na stworzenia, z których czarodzieje tworzyli różne przedmioty, a polowaniem na ludzi, którzy zasłużyli sobie na to tylko i wyłącznie tym, że albo płynęła w ich żyłach krew nie taka jak powinna, albo zadawali się z tymi, którzy nie mieli magicznych umiejętności.
- Oczywiście Ida, jestem w tym z Tobą.- Nie zamierzała opuścić przyjaciółki w tym momencie. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby coś się jej stało. Do tego najwyraźniej ktoś tutaj cierpiał, nie zamierzała zostawić tej osoby samej sobie, szczególnie, że oprawcy mogli nadal znajdować się gdzieś w pobliżu.
Usłyszały głos, który dochodził z wnętrza sklepu. Gerry mocniej ścisnęła różdżkę, była gotowa do ewentualnego ataku, nie zamierzała się wahać. Mężczyzna stał oparty o półkę. Nie wyglądał najlepiej, choć patrząc na to, w jakiej sytuacji się znalazł, to dobrze, że żył. Mogło się to skończyć zdecydowanie inaczej. Geraldine stała za Idą, nie zamierzała się wtrącać w ich rozmowę, w końcu ona pojawiła się tutaj zupełnie przypadkowo, to Moody wiedziała co powinna robić, ona była jedynie jej wsparciem.
Kiedy mężczyzna złapał ją za nogę po jej ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Poczuła, że jej też do dotyczy. Prosił ją o pomoc, nie zamierzała zwlekać. - Znajdziemy ją.- Szepnęła cicho do mężczyzny. Widok tego wszystkiego mocno ją poruszył. Śmierciożercy nie mieli oporów, aby zabijać ludzi, kiedy widziała to z bliska docierało do niej, że naprawdę źle się dzieje i wojna najwyraźniej już się rozpoczęła.
- Nie przewidzicie wszystkie Ida, musimy ją znaleźć, on by sobie nie wybaczył, gdyby jej się coś stało. Zresztą, ja też.- Czuła odpowiedzialność za uratowanie córki mężczyzny. - Tak, chodźmy, szkoda czasu. Powinnyśmy sobie poradzić z dwoma, co nie?- Ida jako auror na pewno miała doświadczenie, Gerry może nie do końca takie, ale również radziła sobie z niebezpieczeństwem, razem powinny dać radę.