24.07.2024, 20:21 ✶
Rozszarpany bark. Źle, zwłaszcza że krew plamiła koszulę, ale mogło być znacznie gorzej.
– Chodź – zażądała Florence, ruszając prosto do kuchni. Nie chciała prowadzić Geraldine na górę, by nie pobudzić reszty domowników: o ile był w domu ktoś, kto jeszcze nie został wyrwany ze snu. – Musimy pomyśleć nad jakimś sposobem komunikacji.
Nie tylko by nie przeszkadzać reszcie jej rodziny, ale także aby Yaxleyówna nie biegała regularnie po ulicy w ubraniach całych we krwi. Jeszcze trochę i sąsiedzi zaczną plotkować, że w okolicy mieszka seryjna morderczyni.
Florence rozpaliła światła w pomieszczeniu i wskazała Geraldine jedno z krzeseł, zamarła jednak w pół ruchu i pobladła jeszcze bardziej, kiedy Yaxleyówna wyznała, co się stało. I nie chodziło nawet o to, że pogryzła ją trytonka, chociaż takie urazy nie były specjalizacją Bulstrode.
– Zabiłaś władczynię trytonów? – powtórzyła. Rzadko dawała się wytrącić z równowagi, ale tym razem jej jasne oczy były szeroko otwarte, pierzchły wszelkie oznaki senności. – Jak…? Przecież możesz za to stanąć przed Wizengamotem – wyszeptała, wstrząśnięta, bo to było coś zupełnie innego niż walka z magicznymi stworzeniami, obojętnie czy legalna, czy nie. Trytony były istotami humanoidalnymi, a tu nie była mowa o jakiejś przypadkowej trytonce, wciągającej rybaków w wodne odmęty, lecz o władczyni plemienia. Miały własny język, kulturę, porozumiewały się z ludźmi i prowadziły politykę z ministerstwem, i Florence nie mogła sobie wyobrazić ani jak Geraldine stanęła przed panią trytońskiego klanu, ani jak doszło do zabicia tej, ani wreszcie jak Yaxleyówna wyszła z tego żywa, skoro istota bez wątpienia miała poddanych. Nie bodło jej teraz zupełnie to, że została nocą wyciągnięta z łóżka, nie potrzebowała przeprosić, ale rewelacja, skąd wzięły się rany Geraldine, wyraźnie ją zdumiała i mocno poruszyła.
– Zdejmij koszulę, muszę obejrzeć ranę – powiedziała jednak, zaraz wracając do roli uzdrowicielki: opatrzenie pacjenta miało pierwszeństwo przede wszystkim. – Byłaś pod wodą, kiedy zostałaś ranna?
Jeśli tak, łatwiej mogło dojść do jakiegoś zanieczyszczenia, chociaż trytony zwykle wybierały te przyjemniejsze, podwodne rejony.
– Chodź – zażądała Florence, ruszając prosto do kuchni. Nie chciała prowadzić Geraldine na górę, by nie pobudzić reszty domowników: o ile był w domu ktoś, kto jeszcze nie został wyrwany ze snu. – Musimy pomyśleć nad jakimś sposobem komunikacji.
Nie tylko by nie przeszkadzać reszcie jej rodziny, ale także aby Yaxleyówna nie biegała regularnie po ulicy w ubraniach całych we krwi. Jeszcze trochę i sąsiedzi zaczną plotkować, że w okolicy mieszka seryjna morderczyni.
Florence rozpaliła światła w pomieszczeniu i wskazała Geraldine jedno z krzeseł, zamarła jednak w pół ruchu i pobladła jeszcze bardziej, kiedy Yaxleyówna wyznała, co się stało. I nie chodziło nawet o to, że pogryzła ją trytonka, chociaż takie urazy nie były specjalizacją Bulstrode.
– Zabiłaś władczynię trytonów? – powtórzyła. Rzadko dawała się wytrącić z równowagi, ale tym razem jej jasne oczy były szeroko otwarte, pierzchły wszelkie oznaki senności. – Jak…? Przecież możesz za to stanąć przed Wizengamotem – wyszeptała, wstrząśnięta, bo to było coś zupełnie innego niż walka z magicznymi stworzeniami, obojętnie czy legalna, czy nie. Trytony były istotami humanoidalnymi, a tu nie była mowa o jakiejś przypadkowej trytonce, wciągającej rybaków w wodne odmęty, lecz o władczyni plemienia. Miały własny język, kulturę, porozumiewały się z ludźmi i prowadziły politykę z ministerstwem, i Florence nie mogła sobie wyobrazić ani jak Geraldine stanęła przed panią trytońskiego klanu, ani jak doszło do zabicia tej, ani wreszcie jak Yaxleyówna wyszła z tego żywa, skoro istota bez wątpienia miała poddanych. Nie bodło jej teraz zupełnie to, że została nocą wyciągnięta z łóżka, nie potrzebowała przeprosić, ale rewelacja, skąd wzięły się rany Geraldine, wyraźnie ją zdumiała i mocno poruszyła.
– Zdejmij koszulę, muszę obejrzeć ranę – powiedziała jednak, zaraz wracając do roli uzdrowicielki: opatrzenie pacjenta miało pierwszeństwo przede wszystkim. – Byłaś pod wodą, kiedy zostałaś ranna?
Jeśli tak, łatwiej mogło dojść do jakiegoś zanieczyszczenia, chociaż trytony zwykle wybierały te przyjemniejsze, podwodne rejony.