24.07.2024, 20:36 ✶
- Wznoszę toast za wszystkich tych, którym dzisiaj szczęście jeszcze nie dopisało - odpowiedziała dyplomatycznie, zerkając na Vioricę. Nie znała jej ani z twarzy, a tym bardziej z imienia, lecz nie miała nigdy oporów przed tym, by zapoznawać się z nowymi ludźmi. Co prawda jej baterie społeczne wyczerpywały się dość szybko, ale miała ich jeszcze plus minus połowę. - Camille Delacour, Agnes to moja ciotka, ale najwyraźniej szczęście w hazardzie nie jest dziedziczne.
Dodała, wzdychając nieco zbyt teatralnie.
I pomyśleć, że chciała być chwilę sama. Odzyskać rezon, wymienić pusty kieliszek wina na pełny tak, by możliwie jak najmniej osób zorientowało się, że ten który odebrała jeszcze w pokoju do ruletki, został zbyt szybko opróżniony. Ale nie było jej to dane - na pierwszy ogień poszła Viorica, która musiała zauważyć tę chwilową niestabilność kobiety, a potem podszedł Matthias, który wyrósł jakby spod ziemi tuż przed nimi. Nie to, że go nie zauważyła, po prostu odrobinę się rozkojarzyła, sięgając po nowe wino. Jej zaskoczenie dało się łatwo zaobserwować w drgnięciu i zwróceniu zaskoczonego spojrzenia w stronę kuzyna.
- Nasza droga Agnes i pani Mulciber - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Nie uśmiechała się - jej wyraz twarzy zdawał się być stonowany. Uprzejmy, acz odrobinę chłodny. - Nasza Agnes nie ma sobie równych, chociaż trzeba przyznać, że Lorien albo ma wyjątkowe szczęście, albo naturalny dryg.
Dodała nieco łagodniej i wcale nie złośliwie. Nie spodziewała się spotkać tutaj Matthiasa - jego pojawienie się na samym początku przyjęła z zaskoczeniem i gniewem, podobnież jak słowa, które wypowiedziała ich ciotka. Skarb... Mimowolnie przypomniała sobie słowa matki, a dłoń, którą opierała się o stolik, zacisnęła się mocniej. Blondynka już otwierała usta, by kulturalnie wyjaśnić fakt, że zamierzała odejść od mężczyzny, gdy kolejna osoba z jej rodziny pojawiła się obok. Celine Delacour znowu zdawała się ratować swoją osobą sytuację. Na jej widok Camille nieznacznie się rozluźniła, chociaż kiwnięcie głową było dość sztywne.
- Agnes ma talent do organizowania przyjęć, lecz mam wrażenie, że obsługa musiała być u Blacków, bo wcale nie uwijają się tak szybko, jak powinni - odpowiedziała kuzynce po francusku, niejako wyjaśniając swoje szybkie zniknięcie. Było to oczywistym kłamstwem - Celine znała Camille na tyle długo, że powinna wiedzieć, że blondynka ma... Mały problem z przegrywaniem. - Ależ naturalnie. Zamierzasz nas olśnić kolejną melodią? Tylko uważaj, Celine, jest tu wielu kawalerów, którym nie tylko twoja muzyka może zawrócić w głowie.
Odpowiedziała także po francusku. Nie wydało się nie zauważyć, że z kuzynką rozmawiała dużo swobodniej, niż z Matthiasem. Spojrzenie przeniosła na Urlett i posłała jej uśmiech.
- Niestety ale byłyście świadkami mojej sromotnej porażki tuż na sam koniec. Będę musiała spróbować szczęścia w kartach - odpowiedziała, przechodząc na angielski. - Sądziłam, że Agnes zaprosiła wyłącznie osoby, które... cóż, nie muszą zastawiać biżuterii, by móc wejść do gry.
Camille nie była plotkarą, o nie, co to to nie... Chociaż może czasem jej się zdarzało. Ot, to było tylko niewinne przypuszczenie, głośne wypowiedzenie myśli, zwieńczone lekkim wzruszeniem ramion. I tylko odrobina złośliwości w jej głosie świadczyła o tym, że nie do końca podoba jej się wizja spędzenia wieczoru wśród osób, których nie było stać. Jej wzrok podążył w stronę nieznajomego, egzotycznie wyglądającego mężczyzny. Obroża... Zmarszczyła brwi, ale nie skomentowała tego wyjątkowo, bo nie wypadało.
Dodała, wzdychając nieco zbyt teatralnie.
I pomyśleć, że chciała być chwilę sama. Odzyskać rezon, wymienić pusty kieliszek wina na pełny tak, by możliwie jak najmniej osób zorientowało się, że ten który odebrała jeszcze w pokoju do ruletki, został zbyt szybko opróżniony. Ale nie było jej to dane - na pierwszy ogień poszła Viorica, która musiała zauważyć tę chwilową niestabilność kobiety, a potem podszedł Matthias, który wyrósł jakby spod ziemi tuż przed nimi. Nie to, że go nie zauważyła, po prostu odrobinę się rozkojarzyła, sięgając po nowe wino. Jej zaskoczenie dało się łatwo zaobserwować w drgnięciu i zwróceniu zaskoczonego spojrzenia w stronę kuzyna.
- Nasza droga Agnes i pani Mulciber - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Nie uśmiechała się - jej wyraz twarzy zdawał się być stonowany. Uprzejmy, acz odrobinę chłodny. - Nasza Agnes nie ma sobie równych, chociaż trzeba przyznać, że Lorien albo ma wyjątkowe szczęście, albo naturalny dryg.
Dodała nieco łagodniej i wcale nie złośliwie. Nie spodziewała się spotkać tutaj Matthiasa - jego pojawienie się na samym początku przyjęła z zaskoczeniem i gniewem, podobnież jak słowa, które wypowiedziała ich ciotka. Skarb... Mimowolnie przypomniała sobie słowa matki, a dłoń, którą opierała się o stolik, zacisnęła się mocniej. Blondynka już otwierała usta, by kulturalnie wyjaśnić fakt, że zamierzała odejść od mężczyzny, gdy kolejna osoba z jej rodziny pojawiła się obok. Celine Delacour znowu zdawała się ratować swoją osobą sytuację. Na jej widok Camille nieznacznie się rozluźniła, chociaż kiwnięcie głową było dość sztywne.
- Agnes ma talent do organizowania przyjęć, lecz mam wrażenie, że obsługa musiała być u Blacków, bo wcale nie uwijają się tak szybko, jak powinni - odpowiedziała kuzynce po francusku, niejako wyjaśniając swoje szybkie zniknięcie. Było to oczywistym kłamstwem - Celine znała Camille na tyle długo, że powinna wiedzieć, że blondynka ma... Mały problem z przegrywaniem. - Ależ naturalnie. Zamierzasz nas olśnić kolejną melodią? Tylko uważaj, Celine, jest tu wielu kawalerów, którym nie tylko twoja muzyka może zawrócić w głowie.
Odpowiedziała także po francusku. Nie wydało się nie zauważyć, że z kuzynką rozmawiała dużo swobodniej, niż z Matthiasem. Spojrzenie przeniosła na Urlett i posłała jej uśmiech.
- Niestety ale byłyście świadkami mojej sromotnej porażki tuż na sam koniec. Będę musiała spróbować szczęścia w kartach - odpowiedziała, przechodząc na angielski. - Sądziłam, że Agnes zaprosiła wyłącznie osoby, które... cóż, nie muszą zastawiać biżuterii, by móc wejść do gry.
Camille nie była plotkarą, o nie, co to to nie... Chociaż może czasem jej się zdarzało. Ot, to było tylko niewinne przypuszczenie, głośne wypowiedzenie myśli, zwieńczone lekkim wzruszeniem ramion. I tylko odrobina złośliwości w jej głosie świadczyła o tym, że nie do końca podoba jej się wizja spędzenia wieczoru wśród osób, których nie było stać. Jej wzrok podążył w stronę nieznajomego, egzotycznie wyglądającego mężczyzny. Obroża... Zmarszczyła brwi, ale nie skomentowała tego wyjątkowo, bo nie wypadało.