24.07.2024, 21:14 ✶
To nie było takie proste, jak to mi się wydawało. Chciałem dobrze, ale działałem zbyt szybko, za szybko, zbyt pochopnie, naiwnie, niewiele myśląc o konsekwencjach swojego potencjalnie dobrego czynu. I teraz może dawałem oparcie Laurentowi, ale jednocześnie zabierałem mu ostatki ciepła... Dla mnie może przyjemne, ale dla niego niekoniecznie, szczególnie że cały drżał i potrzebował tego ciepła do normalnego funkcjonowania. Mnie nic nie ruszało, było mi obojętne nawet to, czy jestem mokry, choć wysłuszyłbym się jak najbardziej chociażby dla własnego komfortu, przyzwyczajenia, a szczególnie zmył z siebie to jezioro. Jego zapach wciąż drżanił mi nos.
Nie umknęło mojej uwadze jego spięcie na mój dotyk, ale nie zamierzałem tego komentować. W pełni sobie na to zasługiwałem. Każdy się przy mnie bał i właściwie sam do tego zachęcałem, do tej czujności. Może teraz nie miałem obłędu w głowie, ale nikt mi w niej też nie siedział, żeby o tym wiedzieć.
Nie mogłem go jednak puścić, bo mógł paść na ziemię, nogi mogły się pod nim ugiąć. Czułem, jak coraz większą częścią ciała szukał we mnie oparcia, więc... nie mogliśmy tu zostać. Podniosłem spojrzenie na okolicę. Rozważałem kolejny włam do jednego z domków, ale najbliższy był w lekkim oddaleniu. Ktoś wtedy mógł zwrócić na nas uwagę, a myślę, że to było ostatnie, czego potrzebował Laurent.
- Mogę się włamać do jednego z domków ośrodku... Czy wolisz, żeby cię teleportować do Raju? - zapytałem, nie chcąc podejmować decyzji za niego. Już sam spierdoliłem ładnie. Byłem zimny. Nie mogłem mu pomóc. Nie bezpośrednio, ale miałem umiejętności, które mogły nam pomóc zdobyć ciepło i względne poczucie bezpieczeństwa. - Ze mną zaraz zamarzniesz - zauważyłem niepocieszony, gdyby się zastanawiał, skąd te pytania, skąd ta moja błyskotliwa dedukcja.
- Trzymaj się mnie, nie panikuj - szepnąłem delikatnie, ostrzegając przed swoimi zamiarami. Nie chciałem nas po tych akcjach pod wodą jeszcze rozszczepić.
Chwyciłem go nawet mocniej, objąłem właściwie bardziej, żeby się teleportować zaraz po jego preferencji. Nie zamierzałem czekać aż mi tu zejdzie, poza tym ten stan już groził smarkaniem przez najbliższe tygodnie. Mi nie, może mi dawnemu. Wspominałem sobie o Laurencie. Wyobrażałem sobie, jak musiało być mu zimno, skoro cały się trząsł. Niejednokrotnie w Snowdonii zdarzało mi się marznąć, podczas długotrwałych polowań... Plus bycia wampirem był taki, że już nie marzłem. Sam stałem się zimnem.
Nie umknęło mojej uwadze jego spięcie na mój dotyk, ale nie zamierzałem tego komentować. W pełni sobie na to zasługiwałem. Każdy się przy mnie bał i właściwie sam do tego zachęcałem, do tej czujności. Może teraz nie miałem obłędu w głowie, ale nikt mi w niej też nie siedział, żeby o tym wiedzieć.
Nie mogłem go jednak puścić, bo mógł paść na ziemię, nogi mogły się pod nim ugiąć. Czułem, jak coraz większą częścią ciała szukał we mnie oparcia, więc... nie mogliśmy tu zostać. Podniosłem spojrzenie na okolicę. Rozważałem kolejny włam do jednego z domków, ale najbliższy był w lekkim oddaleniu. Ktoś wtedy mógł zwrócić na nas uwagę, a myślę, że to było ostatnie, czego potrzebował Laurent.
- Mogę się włamać do jednego z domków ośrodku... Czy wolisz, żeby cię teleportować do Raju? - zapytałem, nie chcąc podejmować decyzji za niego. Już sam spierdoliłem ładnie. Byłem zimny. Nie mogłem mu pomóc. Nie bezpośrednio, ale miałem umiejętności, które mogły nam pomóc zdobyć ciepło i względne poczucie bezpieczeństwa. - Ze mną zaraz zamarzniesz - zauważyłem niepocieszony, gdyby się zastanawiał, skąd te pytania, skąd ta moja błyskotliwa dedukcja.
- Trzymaj się mnie, nie panikuj - szepnąłem delikatnie, ostrzegając przed swoimi zamiarami. Nie chciałem nas po tych akcjach pod wodą jeszcze rozszczepić.
Chwyciłem go nawet mocniej, objąłem właściwie bardziej, żeby się teleportować zaraz po jego preferencji. Nie zamierzałem czekać aż mi tu zejdzie, poza tym ten stan już groził smarkaniem przez najbliższe tygodnie. Mi nie, może mi dawnemu. Wspominałem sobie o Laurencie. Wyobrażałem sobie, jak musiało być mu zimno, skoro cały się trząsł. Niejednokrotnie w Snowdonii zdarzało mi się marznąć, podczas długotrwałych polowań... Plus bycia wampirem był taki, że już nie marzłem. Sam stałem się zimnem.