10.01.2023, 12:42 ✶
- Jeśli uderzysz końcem w odpowiednie miejsce, możesz kogoś bardzo skutecznie powalić – zapewniła z powagą Mackenzie, która kiedyś walnęła tak końcówką miotły pewnego chłopaka. Ot trochę siły i trochę wprawy w walce wręcz i kij się całkiem przydawał. Poza tym lepiej się czuła mając w rękach cokolwiek, skoro różdżka na nich nie miała się przydać, a jakoś w jej zwyczajach nie leżało podróżowanie po Anglii z nożem myśliwskim w kieszeni.
Oczywiście, po tamtej sytuacji długo głaskała swoją miotłę i upewniała, że ta nie ucierpiała. Greengrass była bardzo, bardzo zła, inaczej użyłaby przecież pięści, nie miotły.
Wędrowała głównie w milczeniu, nie narzekając i utrzymując stałe tempo. Buty, choć dość wysokie, dość szybko pokryły się błotem, podobnie jak część spodni. Jeżeli coś opóźniało marsz, to głównie to, że starała się mieć oczy dookoła głowy. Musiała wszak i patrzeć pod nogi, i czasem rozglądać, czy coś nie czai się gdzieś w mroku. Raz czy dwa przystanęła, by przyjrzeć się jakiemuś charakterystycznemu punktowi, chociaż nie miało to na celu podziwiania krajobrazów, wyłaniających się z mgły – chciała upewnić się, że nie krążą w kółko. Zwłaszcza, że czas mijał, a błoto wciąż chlupało pod stopami i mgła nie stawała się ani trochę rzadsza. Raz czy dwa Greengrass zmieniła nieco kurs, kiedy kij zapadł się za mocno, sugerując, że postawienie kroku w danym miejscu mogłoby zakończyć się utknięciem w mokrej pułapce.
Po godzinie albo dwóch marszu przystanęła nagle.
- Czy ja dobrze widzę, czy to trup? – spytała z pozornym spokojem, wbiwszy spojrzenie w jedno z drzew.
Nie była pewna, czy to tylko mgła, która zdawała się niespokojnie poruszać, tańczyć, że drzewa zyskiwały aż fantastyczne kształty, kiedy z niej się wyłaniały, czy faktycznie z gałęzi ktoś zwisał. Może jakiś nieszczęśnik, który tak jak one zabłądził na bagnach i w końcu w poczuciu beznadziei, nie mogąc znieść dalszej wędrówki, odebrał sobie życie?
Albo nie.
Może ktoś mu pomógł.
Mgła, która na moment ujawniła ciało... a może tylko szmaty, gałęzie, które je przypominały? - znów się skłębiła, przysłaniając widok.
Oczywiście, po tamtej sytuacji długo głaskała swoją miotłę i upewniała, że ta nie ucierpiała. Greengrass była bardzo, bardzo zła, inaczej użyłaby przecież pięści, nie miotły.
Wędrowała głównie w milczeniu, nie narzekając i utrzymując stałe tempo. Buty, choć dość wysokie, dość szybko pokryły się błotem, podobnie jak część spodni. Jeżeli coś opóźniało marsz, to głównie to, że starała się mieć oczy dookoła głowy. Musiała wszak i patrzeć pod nogi, i czasem rozglądać, czy coś nie czai się gdzieś w mroku. Raz czy dwa przystanęła, by przyjrzeć się jakiemuś charakterystycznemu punktowi, chociaż nie miało to na celu podziwiania krajobrazów, wyłaniających się z mgły – chciała upewnić się, że nie krążą w kółko. Zwłaszcza, że czas mijał, a błoto wciąż chlupało pod stopami i mgła nie stawała się ani trochę rzadsza. Raz czy dwa Greengrass zmieniła nieco kurs, kiedy kij zapadł się za mocno, sugerując, że postawienie kroku w danym miejscu mogłoby zakończyć się utknięciem w mokrej pułapce.
Po godzinie albo dwóch marszu przystanęła nagle.
- Czy ja dobrze widzę, czy to trup? – spytała z pozornym spokojem, wbiwszy spojrzenie w jedno z drzew.
Nie była pewna, czy to tylko mgła, która zdawała się niespokojnie poruszać, tańczyć, że drzewa zyskiwały aż fantastyczne kształty, kiedy z niej się wyłaniały, czy faktycznie z gałęzi ktoś zwisał. Może jakiś nieszczęśnik, który tak jak one zabłądził na bagnach i w końcu w poczuciu beznadziei, nie mogąc znieść dalszej wędrówki, odebrał sobie życie?
Albo nie.
Może ktoś mu pomógł.
Mgła, która na moment ujawniła ciało... a może tylko szmaty, gałęzie, które je przypominały? - znów się skłębiła, przysłaniając widok.