21.10.2022, 12:48 ✶
- No chyba ty, braciszku. Powinieneś mnie widzieć tydzień temu, kiedy ciotka chciała, żebym anulowała jej mandat – oświadczyła Brenna. No dobrze, nie za bardzo umiała odmawiać przyjaciołom, gdy ci prosili o przysługę, ale jej praworządność sprawiała, że w pewnych sytuacjach stawała się uparta nie tylko jak osioł, ale też jak całe stado osłów.
- No tak, niech będzie, w moim przypadku trafiła przez żołądek do serca. Chociaż żałuję, że nie ma w ofercie pizzy. Muszę jej szukać po mugoskim Londynie. Czarodziejskie restauracje tak bardzo nie nadążają za nowościami w sztuce kuchennej… - westchnęła kobieta cierpiętniczo. Uwielbiała ciasta, ciasteczka i przede wszystkim pączki Nory, i gdy tylko ta otworzy swoją kawiarnię było jasne, że Brenna zostanie stałym bywalcem. Ale ze swoim nieopanowanym apetytem, lubiła też tradycyjne dania.
- Widzisz, ja jestem sprytna. Ludzie myślą, że jestem dobrą dziewczynką i nie trzeba się mnie bać, a ja wtedy… uderzam w najmniej spodziewanym momencie – stwierdziła, posyłając mu kolejny, radosny uśmiech. Niech nie wie, czy ona faktycznie to planuje, czy nie. I spodziewa się, że pewnego dnia w ich domu pojawi się dziennikarz, by spisać historię jego życia… - Ach, gwiazdy quidditcha, przychodzą, odchodzą, wszyscy szybko o nich zapominają. Wobec ciebie mam większe plany.
Najwyraźniej nie planowała kombinować, jakby tu cofnąć się w czasie, aby jednak osadzić brata w drużynie. Poza tym był niestety trochę za wysoki, na miotle wpływało to negatywnie na szybkość. A z kolei Brygadzista… ludzie lubili powieści detektywistyczne, wystarczało popatrzeć na Sherlocka Holmesa!
- Lepiej brzmi „Schronisko Longbottomów” albo „Azyl Longbottomów”. Ale wiesz co, plan jest taki. Ja kupuję jeden, ty drugi, Mavelle trzeci, żebym nie zbankrutowała – oświadczyła z powagą. Bo no dobrze, czasem chciała kupić to LEGO. Ale nie wydawała na nie aż tak dużo!
Głównie dlatego, oczywiście, że miała za mało czasu, aby je potem składać… I to tylko dlatego ostatnio nie przemycała niczego pod okiem dziadka czy innych szacownych nestorów rodu.
- Więc ja ogarnę zaproszenia, listę gości, również fanty, torty i zacznę myśleć o kwiatach.
Westchnęła, jakby nagle opadła z energii i spojrzała na sufit. Najwyraźniej poszukiwała tam odpowiedzi na zagadkę istnienia, a przynajmniej na pytanie…
- Przypomnij mi, właściwie czemu to sobie robimy? – spytała. Jakoś nie umiała sobie teraz odpowiedzieć. Chyba że odpowiedź brzmiała: no mamy taką wadliwą krew, która płynie w naszych żyłach i czasem w związku z nią idziemy się trochę samoudręczać. To nie nasza wina, to wszystko nasi przodkowie, w porządku?
- No tak, niech będzie, w moim przypadku trafiła przez żołądek do serca. Chociaż żałuję, że nie ma w ofercie pizzy. Muszę jej szukać po mugoskim Londynie. Czarodziejskie restauracje tak bardzo nie nadążają za nowościami w sztuce kuchennej… - westchnęła kobieta cierpiętniczo. Uwielbiała ciasta, ciasteczka i przede wszystkim pączki Nory, i gdy tylko ta otworzy swoją kawiarnię było jasne, że Brenna zostanie stałym bywalcem. Ale ze swoim nieopanowanym apetytem, lubiła też tradycyjne dania.
- Widzisz, ja jestem sprytna. Ludzie myślą, że jestem dobrą dziewczynką i nie trzeba się mnie bać, a ja wtedy… uderzam w najmniej spodziewanym momencie – stwierdziła, posyłając mu kolejny, radosny uśmiech. Niech nie wie, czy ona faktycznie to planuje, czy nie. I spodziewa się, że pewnego dnia w ich domu pojawi się dziennikarz, by spisać historię jego życia… - Ach, gwiazdy quidditcha, przychodzą, odchodzą, wszyscy szybko o nich zapominają. Wobec ciebie mam większe plany.
Najwyraźniej nie planowała kombinować, jakby tu cofnąć się w czasie, aby jednak osadzić brata w drużynie. Poza tym był niestety trochę za wysoki, na miotle wpływało to negatywnie na szybkość. A z kolei Brygadzista… ludzie lubili powieści detektywistyczne, wystarczało popatrzeć na Sherlocka Holmesa!
- Lepiej brzmi „Schronisko Longbottomów” albo „Azyl Longbottomów”. Ale wiesz co, plan jest taki. Ja kupuję jeden, ty drugi, Mavelle trzeci, żebym nie zbankrutowała – oświadczyła z powagą. Bo no dobrze, czasem chciała kupić to LEGO. Ale nie wydawała na nie aż tak dużo!
Głównie dlatego, oczywiście, że miała za mało czasu, aby je potem składać… I to tylko dlatego ostatnio nie przemycała niczego pod okiem dziadka czy innych szacownych nestorów rodu.
- Więc ja ogarnę zaproszenia, listę gości, również fanty, torty i zacznę myśleć o kwiatach.
Westchnęła, jakby nagle opadła z energii i spojrzała na sufit. Najwyraźniej poszukiwała tam odpowiedzi na zagadkę istnienia, a przynajmniej na pytanie…
- Przypomnij mi, właściwie czemu to sobie robimy? – spytała. Jakoś nie umiała sobie teraz odpowiedzieć. Chyba że odpowiedź brzmiała: no mamy taką wadliwą krew, która płynie w naszych żyłach i czasem w związku z nią idziemy się trochę samoudręczać. To nie nasza wina, to wszystko nasi przodkowie, w porządku?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.