To brzmiało na rzeczywiście bardzo dużą ilość sióstr czy tam braci albo sióstr i braci albo... no, ogólnie tych takich podobnych Mewie. Jak ona pamiętała imiona tych wszystkich osób? Jak pamiętała o ich urodzinach? Jak... jak funkcjonowała z taką ilością osób... Tak dużo pytań, a tak mało odpowiedzi. Zero odpowiedzi - to chyba było najgorsze w zaistniałej sytuacji.
No Stasiu też brzmiało nieźle. To coś tam z jadeit też takie fajne. Może nie tak dostojnie jak Wasza Ogórkowość, ale kolor się zgadzał, bo to zielone i to zielone, więc wszystko było w porządku. W końcu Maeve była Chin. Mogła nie wiedzieć, że tutaj panują trochę inne zasady i ta cała kolonizacja, którą uskuteczniała w Londynie poprzez jakieś Chińskie Miasto, to było nieporozumienie. No bo po co jej był jakiś China Town, kiedy to Chiński cesarz był tuż za rogiem?
Znaleźli się w kropce. A tak naprawdę to w tunelu bez wyjścia. O ile definicja psinki była mu dobrze znana i chodziło o tych wszystkich Aurorów i brygadzistów, tak paprotka? To był ich jakiś pododdział specjalny? Specjalnej troski może nawet? A może to taka pogardliwa gra słów ze strony Maeve i chciała mu podprogowo przekazać, że psinki robią pod paprotki? Całkiem sprytne i prawdziwe. W końcu jak na prawdziwego bumelanta przystało - należało lać gdzie popadnie, a że zdarzały się patrole w lesie - cóż... przynajmniej mogli przeciwdziałać ewentualnym pożarom.
Ale to nie była historia o tym. Nikt nie poświęcił rozdziału o jakichś kwiatkach czy innej policji. Tutaj pisała się nowożytna historia Chin, a Stan Ley i Maeve mieli być naocznymi świadkami tych wydarzeń. Znaczy już byli, a Changówna to nawet nie została zapytana o to czy chce - chociaż pewnie bardzo chciała w głębi duszy.
Dalej było jeszcze wyżej, zwłaszcza kiedy Mulciberówna postanowiła przyłączył się do dyskusji i przedstawić fakty odnośnie Ying i Yang czy tam Lil Yang czy cokolwiek tam prawiła. To była taka abstrakcja dla Borgina, że jedyne na co było go stać to nieme coooo....... i otworzenie paszczy jak zdziwiony kot na laser, który właśnie zniknął.
- Ja jestem yang, bo jestem młody - odparł zgodnie z prawdą - A Ty jesteś Ying bo jesteś z Chin - wyjaśnił. Chyba już to jej mówiłem, że jest z Chin... Może powtórzę dla pewności? zastanawiał się. Nie był pewien czy o tym wiedziała. Może wypierała to z własnej świadomości? Bała się represji? A może nie chciała, aby koledzy w szkole się z niej śmiali? Na rany boskie, nie powinni tego robić, ponieważ była taka mała. A nie. Mewka miała przecież z jakieś metr-w-chuj-więcej-niż-czterdzieści. To oznaczało jedno - była wyższa, niż jej rówieśnicy w podstawówce. I to wyrosła tak na ryżu? Coś wspaniałego.
- Jesteś z Chin - nie wytrzymał i stwierdził po raz setny tego wieczora. Musiało to do niej dotrzeć. Musiała to zrozumieć. A przede wszystkim - musiała się z tym pogodzić i zaakceptować. Stanley jej nie oceniał. W pełni popierał to, że pochodziła z kraju środka. Może powinniśmy dostać za nią jakiś dodatek dla mniejszości etnicznych? Ta myśl też zagościła na chwilę, ale powrócił do trzeźwego myślenia i pełnienia swojej roli do której został wybrany przez niebiosa. Powrócił do bycia dobrym panem i władcą, Cesarzem z Mandatem Niebios.
- Bo wezwałem naradę wojenną, a oni się nie zjawili. Tylko Ty się pojawiłaś - wytłumaczył spokojnym głosem, przypominając sobie, że rzeczywiście pozostała część rady się nie zjawiła. Będą surowe konsekwencje... Sam ze sobą zatwierdził kolejny dekret, który miał właśnie tego dokonać. Wszyscy zostaną skazani na pracę na platancji ogórków. To była taka wspaniałomyślna kara.
Terakotowa Armia działa prężnie i szybko. Czym prędzej wpuścili kolejnego petenta, którym okazał się sam Frantisek i to we własnej osobie. Nawet przyniósł dary losu! I to był prawdziwy poddany, który dbał o dobro jego cesarskiej mości.
Borgin czym prędzej pochwycił szklankę z alkoholem i był już gotów wziąć łyka, aby odetchnąć z ulgą po swoich pieczołowitych przemowach, ale został zatrzymany. Nie ukrywał, że narracja, którą przedstawiła jego aktualnie jedyna i ostatnia członkinia rady, była całkiem spójna. Wszyscy wiedzieli, że życie cesarza było najważniejsze, a skoro wróg był u bram - warto było mieć jakiegoś testera. Tylko czemu miałaby to być Maeve? Ale chuj. Raz się żyje.
- Dobrze. Zgadzam się, ale tylko dlatego, że nie ma nikogo innego, aby mógł tego spróbować - oznajmił, wręczając jej szklankę. Nie dał jej jednak zbyt długo czasu na zastanowienie, ponieważ doznał kolejnego oświecenia, które zapewniał mu Mandat z Niebios... chyba za zbyt szybką jazdę po pigułkach czy innych gównie.
- Ha! Ja już wszystko wiem! To jest takie jasne... - zaczął, rozpoczynając swoją kolejną wspaniałą myśl - Próbujesz mnie podpuścić niczym zajączka w lesie... - przeniósł swój jakże skupiony wzrok wprost na Maeve - Ale wiem, że to nie prawda. Sprawdzałem Cię tylko. W zasadzie to całe życie. Od Hogwartu. Od egzaminów z pszyrki. Specjalnie Cię tam wysyłałem, aby zobaczyć czy można Ci zaufać - stwierdził - Ja to wszystko bardzo dobrze potrafię. Patrz na to... - ostrzegł, unosząc otwarte dłonie do góry - Tripryzydian sodu wchodząc w reakcję syntezy z czterokwasem siarkowym trzy, który następnie dokonuje wymiany podwójnej z tlenem, gdzie glin zostaje substratem... Daje nam to... - poklepał się po brodzie w zastanowieniu - Logiczną całość! - przyznał. Czy to co przed chwilą powiedział miało jakiś sens? Nie. Czy coś takiego w ogóle istniało? Też nie, chociaż kwas to mu chyba przegrzał już styki tego wieczora. Bez dwóch zdań zajebał dzisiaj Magika w kwestii skoku na główkę, a Francis zapewne oskarżyłby go co najwyżej o Chadę. Cóż, najtęższe umysły nie były w stanie okiełzać tego, co się tutaj działo. Zresztą nie tylko oni - Stanley też nie był.
- Mam jeszcze jeden pomysł Maeve - zakomunikował - Wydamy Ciebie za mąż za jakiegoś króla z innego królestwa, aby wspomóc nasze cesarstwo w walce ze złem. Dzięki temu zyskamy cenny pakt i sojuszników do walki. Hunowie nie będą w stanie stawić nam czoła. Będą stawać na głowie, aby wymyślić sposób na to jak pokonać nasze połączone siły - powiedział to tak spokojnie niczym jakiś pierdolony Konfucjusz medytujący na środku tafli jeziora o 6 rano - Daje Ci... - spojrzał na zegarek, chociaż wszystko zlewało się w całe nic - Trzydzieści osiem sekund na przedstawienie kandydata - puknął w tarczkę od zegarka i zaczął odliczać. Tik, tak
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972