10.01.2023, 13:03 ✶
- Nic na to nie poradzisz. Pocieszy się, że nie byłaś jedyna?
Nie upierała się przy Mungu. Osobiście uważała, że jeśli trzeba iść do uzdrowiciela, to trzeba, nawet jeżeli nie jest to przyjemnie, a to że Rowle raz trafiła na kiepskiego magomedyka, nie znaczyło, że wszyscy są tacy. Doskonale rozumiała jednak, że ktoś może myśleć inaczej.
- Taki jest plan – zapewniła Brenna. Szła u boku Reginy niezbyt szybko, bo i nie chciała narzucać morderczego tempa. Kiedy wyszły na główną ulicę nawet przystanęła na moment, rozglądając się za drugim Brygadzistą. – Chłopak, z którym patrolowałam, ściga drugą ofiarę… mam nadzieję, że nie zagubi się w czasie i przestrzeni, bo spuściłam go z oczu – powiedziała, szczerze zmartwiona, bo Michael Sadwick był nówką, świeżynką, na stażu, jeszcze nie miał nawet partnera i dlatego przerzucano go między innymi niby gorący kartofel. Sama „dostała go” trzykrotnie i wydawał się mało zorientowany. Pewnie po części było to powodem, dla którego chłopaka podrzucono chętnie na patrole albo nauki innym pod pretekstem „bo twoja partnerka dziś nie ma dyżuru” albo „bo twój partner dziś akurat wziął wolne, zajmij się nim.” – A trzecia wiem, gdzie mieszka, odwiedzę ją, gdy tylko cię odprowadzę – dodała, decydując, że jeśli chłopak chciał zostać w Brygadzie to cóż, musiał jednak dać sobie w tej sytuacji radę sam.
Poczęstowała się landrynką. Odmowa wydała się jej niegrzeczna. Chociaż połknęła ją dopiero, gdy zrobiła to Regina. Może przez przypadek, a może ot z wrodzonej ostrożności.
- Owszem, doceniam, ale to coś dla Brygady i nie będę się tym zajmować w pojedynkę – powiedziała zgodnie z przewidywaniami. Nie mogła mieszać przypadkowych osób w śledztwa ot tak, inaczej niż pytając o pewne sprawy czy prosząc o konsultacje. – Będziemy szukać punktów wspólnych, pospacerujemy po Pokątnej, rozejrzyjmy się, popytamy ludzi. Chociaż nie będę kłamać, że dopadnięcie winnego będzie łatwe… Niemniej jeżeli coś ci się przypomni, poślij proszę sowę na moje nazwisko do siedziby Brygady.
Zerknęła na karteczkę i potem wsunęła ją do kieszeni.
– Dziurawy Kocioł? W takim razie odprowadzę cię tam. Nie ma sensu iść do punktu Fiu, on nie jest bardzo daleko, a od razu podpytam, czy ktoś jeszcze doświadczył jakichś… sensacji. Zrób coś dla mnie i posiedź tam w głównej sali przy herbacie przez najbliższą godzinę przy ludziach.
Nie czytała oczywiście w myślach Rowle i nie wiedziała, że ta wręcz nie chce zostać sama. Ot doradzała takie postępowanie, bo gdyby Regina gorzej się poczuła, właściciel albo obsługa będą mogli od razu wezwać uzdrowiciela. Jeżeli zostałaby sama w pokoju, gdyby jednak zaklęcie albo substancja, na działanie której ją wystawiono, miała jakieś paskudne skutki uboczne, nie miałby kto jej pomóc.
Brenna skręciła, przyjmując kurs na Dziurawy Kocioł. Przy okazji dało się zauważyć, że po drodze rozgląda się dość uważnie i nasłuchuje. Ot sprawdzała, czy nie natkną się na kogoś, kto będzie przejawiał podobne objawy do tych Rowle. Albo osób, na które wcześniej wpadła podczas patrolu. Wyglądało jednak na to, że przynajmniej na tej części Pokątnej jeżeli ktoś ucierpiał, to już zdążył się ulotnić…
Nie upierała się przy Mungu. Osobiście uważała, że jeśli trzeba iść do uzdrowiciela, to trzeba, nawet jeżeli nie jest to przyjemnie, a to że Rowle raz trafiła na kiepskiego magomedyka, nie znaczyło, że wszyscy są tacy. Doskonale rozumiała jednak, że ktoś może myśleć inaczej.
- Taki jest plan – zapewniła Brenna. Szła u boku Reginy niezbyt szybko, bo i nie chciała narzucać morderczego tempa. Kiedy wyszły na główną ulicę nawet przystanęła na moment, rozglądając się za drugim Brygadzistą. – Chłopak, z którym patrolowałam, ściga drugą ofiarę… mam nadzieję, że nie zagubi się w czasie i przestrzeni, bo spuściłam go z oczu – powiedziała, szczerze zmartwiona, bo Michael Sadwick był nówką, świeżynką, na stażu, jeszcze nie miał nawet partnera i dlatego przerzucano go między innymi niby gorący kartofel. Sama „dostała go” trzykrotnie i wydawał się mało zorientowany. Pewnie po części było to powodem, dla którego chłopaka podrzucono chętnie na patrole albo nauki innym pod pretekstem „bo twoja partnerka dziś nie ma dyżuru” albo „bo twój partner dziś akurat wziął wolne, zajmij się nim.” – A trzecia wiem, gdzie mieszka, odwiedzę ją, gdy tylko cię odprowadzę – dodała, decydując, że jeśli chłopak chciał zostać w Brygadzie to cóż, musiał jednak dać sobie w tej sytuacji radę sam.
Poczęstowała się landrynką. Odmowa wydała się jej niegrzeczna. Chociaż połknęła ją dopiero, gdy zrobiła to Regina. Może przez przypadek, a może ot z wrodzonej ostrożności.
- Owszem, doceniam, ale to coś dla Brygady i nie będę się tym zajmować w pojedynkę – powiedziała zgodnie z przewidywaniami. Nie mogła mieszać przypadkowych osób w śledztwa ot tak, inaczej niż pytając o pewne sprawy czy prosząc o konsultacje. – Będziemy szukać punktów wspólnych, pospacerujemy po Pokątnej, rozejrzyjmy się, popytamy ludzi. Chociaż nie będę kłamać, że dopadnięcie winnego będzie łatwe… Niemniej jeżeli coś ci się przypomni, poślij proszę sowę na moje nazwisko do siedziby Brygady.
Zerknęła na karteczkę i potem wsunęła ją do kieszeni.
– Dziurawy Kocioł? W takim razie odprowadzę cię tam. Nie ma sensu iść do punktu Fiu, on nie jest bardzo daleko, a od razu podpytam, czy ktoś jeszcze doświadczył jakichś… sensacji. Zrób coś dla mnie i posiedź tam w głównej sali przy herbacie przez najbliższą godzinę przy ludziach.
Nie czytała oczywiście w myślach Rowle i nie wiedziała, że ta wręcz nie chce zostać sama. Ot doradzała takie postępowanie, bo gdyby Regina gorzej się poczuła, właściciel albo obsługa będą mogli od razu wezwać uzdrowiciela. Jeżeli zostałaby sama w pokoju, gdyby jednak zaklęcie albo substancja, na działanie której ją wystawiono, miała jakieś paskudne skutki uboczne, nie miałby kto jej pomóc.
Brenna skręciła, przyjmując kurs na Dziurawy Kocioł. Przy okazji dało się zauważyć, że po drodze rozgląda się dość uważnie i nasłuchuje. Ot sprawdzała, czy nie natkną się na kogoś, kto będzie przejawiał podobne objawy do tych Rowle. Albo osób, na które wcześniej wpadła podczas patrolu. Wyglądało jednak na to, że przynajmniej na tej części Pokątnej jeżeli ktoś ucierpiał, to już zdążył się ulotnić…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.