25.07.2024, 02:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.07.2024, 08:34 przez Thomas Figg.)
Z zaciekawieniem przyglądał się Fiery znad swojego kubka herbaty, czy się bał, że nie zasmakują jej słodycze przygotowane przez Norę? Ani trochę, znał możliwości swojej siostry i jedyne osoby, którym by nie smakowały jej wyroby to ludzie, dla których jakakolwiek słodyczy jest niedopuszczalna. A skoro ktoś nie jada słodyczy to znaczy, że prowadzi niezwykle smutne życie.
Uśmiechnął się szerzej i upił łyk herbaty, kiedy zauważył reakcję panny Bell na babeczkę, to mu wystarczyło za potwierdzenie, ze zasmakowała w słodyczach jego siostry. Któż by mógł ja winić, to wcale nie było takie trudne, były one wyśmienite - i mówił to wszystkim, a więzy rodzinne nie miały tu żadnego wpływu na ocenę.
- Prawdopodobnie tak, jednak są takie sytuacje kiedy wręcz odwrotnie szuka się każdego możliwego sposobu, żeby się zjawić zamiast wykorzystywać jakieś nędzne wymówki - dodał jeszcze z uśmiechem odstawiają kubek na stoliku i rozglądając się po pomieszczeniu, badał wzrokiem czy ktokolwiek z gości nie potrzebuje jego pomocy, wszak był nadal w pracy.
Zbystrzał kiedy wspomniała o pokazywaniu lwów jemu i Mabel - oj dobrze wiedział, że na samo wspomnienie bliskie spotkania z lwami siostra doznałaby zawału i zarobił kuksańca w ramię. Jednakże czasami nie podejmował wcale takich rozważnych decyzji jak mogłoby się spodziewać po nim - przecież ktoś musiał być tym fajnym wujkiem, nie mógł wszystkiego zostawiać dla Erika i Brenny.
- Cóż lwy to nie hipogryfy, ale coś czuję, że będzie zachwycona, ja zresztą też, uwielbiamy wszelkie koty - dodał celem wyjaśnienia, był niezwykle entuzjastycznie nastawiony na wizję spotkania z lwami. Ciekaw był czy będą mogli pogłaskać te wielkie koty i je przytulić - w końcu byli Figgami i kochali koty każdego rodzaju i wielkości, a lwy przecież były nawę nazywane królami zwierząt. Rozejrzał się czy nigdzie nie ma Kapitana Pazura, ale ten chyba nadal spał w ich sypialni. Może to i lepiej? Nie słyszał o tym, że Thomas będzie spotykał się z jakimiś ogromnymi kocurami.
Zaśmiał się delikatnie. - Na szczęście to nie był to eliksir robiony przeze mnie, inaczej byś się tylko bardziej rozchorowała - powiedział zgodnie z prawdą i dodał jeszcze - Eliksiry jak i słodycze to dzieło Nory, ja jestem tylko hmm dystrybutorem - taka była prawda, gdyby on przygotowywał eliksiry to w najlepszym wypadku ktoś spędziłby pół dnia na toalecie, zamiast poczuć się lepiej. Dlatego lepiej nie ryzykować i przyrządzanie specyfików w kociołkach zostawiał swojej siostrze - która pewnie gdyby nie cukiernia to byłaby jednym z rozchwytywanych mistrzów kociołków.
Uśmiechnął się szerzej i upił łyk herbaty, kiedy zauważył reakcję panny Bell na babeczkę, to mu wystarczyło za potwierdzenie, ze zasmakowała w słodyczach jego siostry. Któż by mógł ja winić, to wcale nie było takie trudne, były one wyśmienite - i mówił to wszystkim, a więzy rodzinne nie miały tu żadnego wpływu na ocenę.
- Prawdopodobnie tak, jednak są takie sytuacje kiedy wręcz odwrotnie szuka się każdego możliwego sposobu, żeby się zjawić zamiast wykorzystywać jakieś nędzne wymówki - dodał jeszcze z uśmiechem odstawiają kubek na stoliku i rozglądając się po pomieszczeniu, badał wzrokiem czy ktokolwiek z gości nie potrzebuje jego pomocy, wszak był nadal w pracy.
Zbystrzał kiedy wspomniała o pokazywaniu lwów jemu i Mabel - oj dobrze wiedział, że na samo wspomnienie bliskie spotkania z lwami siostra doznałaby zawału i zarobił kuksańca w ramię. Jednakże czasami nie podejmował wcale takich rozważnych decyzji jak mogłoby się spodziewać po nim - przecież ktoś musiał być tym fajnym wujkiem, nie mógł wszystkiego zostawiać dla Erika i Brenny.
- Cóż lwy to nie hipogryfy, ale coś czuję, że będzie zachwycona, ja zresztą też, uwielbiamy wszelkie koty - dodał celem wyjaśnienia, był niezwykle entuzjastycznie nastawiony na wizję spotkania z lwami. Ciekaw był czy będą mogli pogłaskać te wielkie koty i je przytulić - w końcu byli Figgami i kochali koty każdego rodzaju i wielkości, a lwy przecież były nawę nazywane królami zwierząt. Rozejrzał się czy nigdzie nie ma Kapitana Pazura, ale ten chyba nadal spał w ich sypialni. Może to i lepiej? Nie słyszał o tym, że Thomas będzie spotykał się z jakimiś ogromnymi kocurami.
Zaśmiał się delikatnie. - Na szczęście to nie był to eliksir robiony przeze mnie, inaczej byś się tylko bardziej rozchorowała - powiedział zgodnie z prawdą i dodał jeszcze - Eliksiry jak i słodycze to dzieło Nory, ja jestem tylko hmm dystrybutorem - taka była prawda, gdyby on przygotowywał eliksiry to w najlepszym wypadku ktoś spędziłby pół dnia na toalecie, zamiast poczuć się lepiej. Dlatego lepiej nie ryzykować i przyrządzanie specyfików w kociołkach zostawiał swojej siostrze - która pewnie gdyby nie cukiernia to byłaby jednym z rozchwytywanych mistrzów kociołków.