Domostwo wyglądało na mocno zaniedbane i Jessie pozwolił sobie przez jedynie cztery sekundy zastanowić się, czy był to zamierzony efekt aranżacji, czy wuj Anthony był zbyt zajęty, może pracą, może innymi sprawunkami, żeby zaopiekować się wyglądem posiadłości. Nie wszystko można było zostawić opiece zastępcy, czy nawet przyjaciela albo brata, a wynajętą ekipę również należało przypilnować, ponieważ ile to spraw mogło wydawać się omówionych w najdrobniejszych szczegółach, żeby w trakcie pracy okazało się, że obie strony miały zupełnie inną wizję? Istniała również możliwość, że w trakcie pracy ekipy, właścicielowi mógł wpaść do głowy genialny pomysł, który mógłby uświetnić całość, i ekipa mogła wprowadzić poprawki od razu, zamiast potem przyjeżdżać drugi raz, poprawiać wszystko i drugi raz brać pieniądze.
Tak na dobrą sprawę, powód tego zaniedbania nie był ani trochę istotny i wyciąganie go na światło dzienne mogłoby jedynie zabić nastrój, bo sam wygląd zamczyska mógł wywoływać pierwsze dreszcze, zwiastujące niezapomniany zastrzyk adrenaliny i strachu, gdy tylko usłyszy się przeciągłe skrzypienie nieruchomych od wielu lat drzwi, przekroczy się próg i zostawi ślady butów na pokrytych grubymi warstwami kurzu podłogach. Oczywiście, gdyby pozbyć się niektórych śmieci, zameczek z pewnością wyglądałby bardziej "niepokojąco", ale na ten jeden szczegół można było przymknąć oko, ponieważ brudne ściany, dzikie bluszcze i oddane opiece Matki Natury krzaki wystarczyły, by w głowie zaczęły rodzić się niepokojące obrazy, które z jednej strony wręcz błagały, by odejść jak najdalej tego przeklętego miejsca, a z drugiej tak bardzo przyciągały ludzi, zwłaszcza tych młodych, którzy na złość mamie odmrażają sobie uszy.
Temat wilkołaków, jak również bałagan w ogrodzie Anthony'ego, może i zostały gdzieś w tyle, zepchnięte na drugi, albo nawet i trzeci lub czwarty, plan, ale przekaz pozostał bardzo wyraźny. Jessie sam zasugerował, że był jakiś ktoś, o kim Anthony mógł myśleć w swojej złości nie tyle o to, że ktoś ośmielił się utopić jego ogród w ulotkach, ale o to, że wilkołaki były traktowane, jak zwierzęta. W międzyczasie przyszła refleksja, że może za daleko wybiegł myślami, że może nie było żadnego kogoś. Było jednak coś, i właśnie to coś nie pozwalało Jessiemu w pełni skupić się na samym zamczysku. To coś sprawiało, że Jessie słuchał Anthony'ego tak uważnie, jak nigdy dotąd, i w każdym jego słowie doszukiwał się drugiego dna.
...Czas to trudny dla mnie...
-Myślisz, że to pomoże wujkowi Morpheusowi? - spytał, spoglądając na klucz, którym Anthony otworzył drzwi.
Faktycznie, klucz prezentował się efektywnie, mimo tego, że był przez to trochę brudny.
Wszedł do holu, powoli stawiając kroki i rozglądając się.
-To robiłoby wrażenie w czasie pełni - powiedział, wskazując palcem na rozbitą kopułę. -Kiedy księżyc byłby dokładnie nad dachem i wilki zaczęłyby wyć. Mogłoby się nawet zerwać kilka nietoperzy, jak w mugolskich opowieściach o wampirach. Co prawda byłoby to tylko chwilowy efekt, ale gwarantowałby ciarki. A jeśli chcesz usłyszeć moją opinię, uważam, że duża kałuża byłaby tu zbędna. Sądzę, że pojedyncze krople, spadające ci na ramię albo na głowę, kiedy się tego nie spodziewasz, dałyby o wiele lepszy efekt - powiedział, patrząc na wuja znad ramienia. -Wyobraź sobie, że stojąc tu, krople skapują na twoje czoło i spływając po twarzy i słyszysz organy.
Zamknął usta i zamilkł, wpatrując się intensywnie w Anthony'ego. Milczał i patrzył na niego, czekając, kiedy zniknie ta mgiełka z jego oczu.
Zastanawiając się, czy i kiedy powinien zacząć zadawać pytania, które kłębiły się w jego głowie..