25.07.2024, 21:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.07.2024, 22:41 przez James Yaxley.)
W sumie miała rację. Nie chciał jej zanudzać, ale również nic nie wskazywało na to, że historia może jej nie zaciekawić. Kończył powoli zamiatanie, po czym rozprostował całe ciało. Chwilę tak stał, zaglądając w przeszłość i szukając wspomnień związanych ze strojem. Widać było, że to dobre wspomnienia, bowiem na jego twarzy zagościł delikatny, szczery uśmiech.
- Byłem na Hawajach. Nie pamiętam, na jakie monstrum polowałem, nie było to coś wartego zapamiętania. W każdym razie gdy wszystko się zakończyło, udało mi się zostać na parę nocy razem z jedną z hawajskich czarodziejskich rodzin. - Spojrzał na nią, w jego oczach widać było blask. - Nawet nie wiesz, jak tamci ludzie są gościnni. Fakt, mają swoje problemy, i nie wiem jak w przypadku innych, ale w moim przyjęli mnie jak swego. Tańce, śpiewy i zabawy trwały całymi nocami, dzień w dzień. Jedno z niewielu miejsc, w których mógłbym zamieszkać na dobre. Na pożegnanie dali mi ten strój. Tradycyjny ubiór, nazywany "Malo".
Skończywszy opowiadać, usiadł na chwilę na krześle, pogrążając się we wspomnieniach. Trwało to kilka sekund, bo szybko zdołał powrócić do rzeczywistości na jej zainteresowanie wobec pieczenia chleba.
- No jasne! Jak nie my to kto? - Szybko skwitował jej pytanie. Co prawda czytał w jej listach, że miała problemy z gotowaniem itp, ale miał nadzieję że poprawiła swoje umiejętności od tego czasu. Oh, jak on się mylił.
Szybko podszedł do niej i objął ją jedną ręką, dorzucając cwaniacki uśmieszek.
- Triss, huh? Koleżanka, dziewczyna, a może żona? - To ostatnie dodał z maślanymi oczami, mając przed sobą wizję ominiętego ślubu.
- Drożdże, woda i trochę soli. - Dodał resztę składników. Wyciągnąłby je sam, gdyby tylko wiedział, gdzie co jest. Nadal się nie zadomowił.
- Byłem na Hawajach. Nie pamiętam, na jakie monstrum polowałem, nie było to coś wartego zapamiętania. W każdym razie gdy wszystko się zakończyło, udało mi się zostać na parę nocy razem z jedną z hawajskich czarodziejskich rodzin. - Spojrzał na nią, w jego oczach widać było blask. - Nawet nie wiesz, jak tamci ludzie są gościnni. Fakt, mają swoje problemy, i nie wiem jak w przypadku innych, ale w moim przyjęli mnie jak swego. Tańce, śpiewy i zabawy trwały całymi nocami, dzień w dzień. Jedno z niewielu miejsc, w których mógłbym zamieszkać na dobre. Na pożegnanie dali mi ten strój. Tradycyjny ubiór, nazywany "Malo".
Skończywszy opowiadać, usiadł na chwilę na krześle, pogrążając się we wspomnieniach. Trwało to kilka sekund, bo szybko zdołał powrócić do rzeczywistości na jej zainteresowanie wobec pieczenia chleba.
- No jasne! Jak nie my to kto? - Szybko skwitował jej pytanie. Co prawda czytał w jej listach, że miała problemy z gotowaniem itp, ale miał nadzieję że poprawiła swoje umiejętności od tego czasu. Oh, jak on się mylił.
Szybko podszedł do niej i objął ją jedną ręką, dorzucając cwaniacki uśmieszek.
- Triss, huh? Koleżanka, dziewczyna, a może żona? - To ostatnie dodał z maślanymi oczami, mając przed sobą wizję ominiętego ślubu.
- Drożdże, woda i trochę soli. - Dodał resztę składników. Wyciągnąłby je sam, gdyby tylko wiedział, gdzie co jest. Nadal się nie zadomowił.
I'm A Hunter And I Love You. But The Thing I Love The Most Is Hunting Things I Love.
But Still, Love U <3