25.07.2024, 21:31 ✶
- Kopnął cię ktoś kiedyś porządnie w tyłek? - zapytałem delikatnie Laurenta, kiedy wylądowaliśmy u niego w sypialni. Los tak chciał, że pokierował mnie zapewne w najbezpieczniejsze miejsce na ziemi, jeśli chodziło o Laurenta, i tak, właśnie w tej chwili mu groziłem, ale to tak ciepło, lekko, z lekkim uśmiechem, z nieskrywaną troską. Nie chciałem by było mu obojętne, że zamarznie. Nie chciałem żeby zamarzał. Czy to przeze mnie, czy przez siarczysty mróz w jakichś Himalajach.
- Nie jest mi zimno, ale cuchnę jeziorem - przyznałem zakłopotany, podobnie jak faktem, że wciąż ściekało z nas obu i Migotek będzie miał niebawem powódź jeszcze do ogarnięcia. Skrzat, nie skrzat. Nie przepadałem robić komuś dodatkowej roboty. - Powinienem się stąd ewakuować. Moczę ci podłogę... Ale dobrze się czujesz? Trochę się działo - przyznałem, nieco zelżywszy uścisk, ale też nie jakoś bardzo. Obawiałem się, że jak puszczę Laurenta, to ten się serio posypie, rozleje albo walnie o twardą podłogę. Żadnego z tych scenariuszy nie brałem pod uwagę... Ale próbowałem się jakoś pocieszać głupimi żartami, luźnym podejściem, prawda była jednak taka, że martwiłem się o niego i jego psychikę. Te obrazy spod wody najwyraźniej były dla niego traumatyczne. Wiedziałem coś o traumatycznych przeżyciach... Aż zanadto.
- Czy dasz radę ustać, jeśli cię puszczę...? - zapytałem powoli i uważnie, obserwując jego twarz, a przynajmniej próbowałem się przypatrywać, bo wcześniej patrzył na skrzata, a teraz chyba uciekał gdzieś spojrzeniem...?
- Hej, nie musisz się krępować swojego stanu... Niżej niż ja nie upadniesz - pocieszyłem z lekkim optymizmem. Próbowałem być dla niego oparciem bardziej psychicznym niż fizycznym, bo te fizyczne chłodziło jego serce, zamiast ogrzewać... Ale też nie znałem go za bardzo. Nie wiedziałem, co może poprawić mu humor. Dziś zapewne już nic. Mogłem jedynie uczynić, by się czuł swobodnie w moim towarzystwie, a może po prostu się stąd ulotnić i już nie wadzić...?
- Potrzebujesz czegoś? Mogę ci jakoś pomóc...? - zapytałem go zatroskany. Może najłatwiej było zapytać. Mogłem nawet siedzieć tu całą noc, jeśli dostanę kawałek suchej szmaty. - Powinieneś zdjąć z siebie to mokre ubranie i otulić się kocem... Migotek...?! - poradziłem i zapytałem niepewnie ścian. Zapewne skrzat nie zamierzał być na moje usługi, trudno. Ale przydałoby się nawet kilka milusich, puchatych koców. Z tym musiałby się ze mną zgodzić w trosce o swojego pana.
- Nie jest mi zimno, ale cuchnę jeziorem - przyznałem zakłopotany, podobnie jak faktem, że wciąż ściekało z nas obu i Migotek będzie miał niebawem powódź jeszcze do ogarnięcia. Skrzat, nie skrzat. Nie przepadałem robić komuś dodatkowej roboty. - Powinienem się stąd ewakuować. Moczę ci podłogę... Ale dobrze się czujesz? Trochę się działo - przyznałem, nieco zelżywszy uścisk, ale też nie jakoś bardzo. Obawiałem się, że jak puszczę Laurenta, to ten się serio posypie, rozleje albo walnie o twardą podłogę. Żadnego z tych scenariuszy nie brałem pod uwagę... Ale próbowałem się jakoś pocieszać głupimi żartami, luźnym podejściem, prawda była jednak taka, że martwiłem się o niego i jego psychikę. Te obrazy spod wody najwyraźniej były dla niego traumatyczne. Wiedziałem coś o traumatycznych przeżyciach... Aż zanadto.
- Czy dasz radę ustać, jeśli cię puszczę...? - zapytałem powoli i uważnie, obserwując jego twarz, a przynajmniej próbowałem się przypatrywać, bo wcześniej patrzył na skrzata, a teraz chyba uciekał gdzieś spojrzeniem...?
- Hej, nie musisz się krępować swojego stanu... Niżej niż ja nie upadniesz - pocieszyłem z lekkim optymizmem. Próbowałem być dla niego oparciem bardziej psychicznym niż fizycznym, bo te fizyczne chłodziło jego serce, zamiast ogrzewać... Ale też nie znałem go za bardzo. Nie wiedziałem, co może poprawić mu humor. Dziś zapewne już nic. Mogłem jedynie uczynić, by się czuł swobodnie w moim towarzystwie, a może po prostu się stąd ulotnić i już nie wadzić...?
- Potrzebujesz czegoś? Mogę ci jakoś pomóc...? - zapytałem go zatroskany. Może najłatwiej było zapytać. Mogłem nawet siedzieć tu całą noc, jeśli dostanę kawałek suchej szmaty. - Powinieneś zdjąć z siebie to mokre ubranie i otulić się kocem... Migotek...?! - poradziłem i zapytałem niepewnie ścian. Zapewne skrzat nie zamierzał być na moje usługi, trudno. Ale przydałoby się nawet kilka milusich, puchatych koców. Z tym musiałby się ze mną zgodzić w trosce o swojego pana.