Cóż, Geraldine chciała się dowiedzieć co nieco o przygodach swojego starszego brata. Nie było go w domu przecież tyle czasu, że wypadałoby go pociągnąć trochę za język. Szczególnie, że wydawało jej się, iż przyjechał nieco odmieniony, przynajmniej duchowo. Kto wie, gdzie się zapuszczał i co właściwie tam przeżył. Ona może również nie siedziała ciągle w Wielkiej Brytanii, jednak nie była, aż tak długo w drodze jak on. Przez moment wydawało jej się, że nigdy tu nie wróci, że tak bardzo spodobało mu się takie życie, że już nie będzie chciał nigdzie osiąść na dłużej. Coś jednak skłoniło go do powrotu, nie był to jednak jeszcze moment, w którym chciała go o to zapytać. Jak na razie chciała się skupić na tym, żeby opowiedział jej o swoich przygodach, najlepiej o wszystkich.
- Fakt, na Hawajach chyba jeszcze nigdy nie byłam, mówisz więc, że polecasz? - To, co mówił brzmiało całkiem atrakcyjnie, Gerry szukała jakiejś destynacji na jesienne wakacje, bo czuła, że będzie to moment, w którym wreszcie przyjdzie jej nieco odetchnąć, jak już uda jej się pozbyć Thorana. Może więc Hawaje to nie był taki głupi pomysł?
- Trochę się tego obawiam, mam nadzieję, że twoje umiejętności kulinarne są na wyższym poziomie niż moje. - Jeśli nie, to na pewno będą mieć problem. Miała nadzieję, że nie podpalą chaty, ale warto było dzień sabatu święcić. Pieczenie chleba nie powinno być jakoś szczególnie skomplikowane, czyż nie?
- Czyja żona? Czyś ty ochujał? Nie pamiętasz Triss? Skrzatki naszych rodziców? - Mógł nie pamiętać, w sumie dosyć długo nie było. Matka nie przepadała za tą skrzatką, bo uważała, że za bardzo zbliżyła się do ojca, Ger wręcz przeciwnie bo stworzenie wykazywało jej sporo cierpliwości i dbało o to, aby nie zdechła z głodu, ani nie mieszkała w syfie.
Wysunęła się z jego objęcia i zaczęła szukać składników, o których wspomniał. Na pewno miała gdzieś drożdże, udało jej się je nawet zlokalizować, wyciągnęła również sól. Wszystko położyła na blacie. Spoglądała na te składniki dłuższą chwilę. - Dobra, i co teraz? - Chyba ona nie do końca zdawała sobie sprawę, jak to wszystko złożyć w chleb.