26.07.2024, 00:27 ✶
Crow stresował się coraz bardziej. Dobry był w wymyślaniu planów i obijaniu gęb, ale absolutnie niepewnie czuł się w tej jakże trudnej sztuce, jaką były próby nawiązywania dialogów. A już w szczególności dialogów z tworami wyciągniętymi prosto z jakiejś bajki, która z niewiadomych przyczyn stała się nagle jego życiem.
- No mówię, polimolfia - odburknął smoczek, spoglądając na wiedźmina jak na kompletnego głupka, którym rzecz jasna był (przynajmniej w jego gadzim rozumieniu świata).
Ciężko było zrozumieć, co czuł leżący na ziemi czarodziej. Jego twarz wyrażała w tym momencie zbyt wiele, układ ciała dało się odczytać na więcej niż jeden sposób, nie mówił nic, sam też nie do końca siebie rozumiał. Stracił coś, co było dla niego ważne, przynosiło mu jakiś komfort, ale to wciąż był tylko przedmiot - on się do przedmiotów ani do miejsc nie przywiązywał, po prostu nie lubił zmian i już teraz widać było, jak zaczyna swędzieć go szyja, bo coś, co było tam zawsze, nagle zniknęło bezpowrotnie. Elektryczność tańcząca wokół nich sprawiała, że i Cainowi zaczynały stawać włosy.
- To jego tam widziałem - odpowiedział wpierw jemu, bo to był Cain, podnoszący go i obdarowujący go czułością, ale po głośnym przełknięciu śliny odwrócił twarz w kierunku tego... stworzenia...? - Ciebie widziałem przy wiosce, jak wasza matka zabierała was z pola. Chciałem się upewnić - o własnej głupocie i niewiedzy, ale skąd miał wiedzieć, że te złote smoki były prawdziwe, a to zamienianie się w ludzi to już w ogóle była historia prosto z kosmosu. Niestety nawet jeżeli był w stanie wyczarować portal przenoszący aż (!) dwójkę osób, nikt jeszcze nie opracował zaklęcia cofającego czas. Jaka szkoda - kolejny błąd, jakiego nigdy nie uda mu się naprawić. Jego głos znów się złamał, mówił bardzo niewyraźnie, trzymając się tak blisko wiedźmina, jakby zaraz miał upaść, ale w rzeczywistości bardzo stabilnie utrzymywał pionową pozycję - po prostu chciał znajdować się w zasięgu jego rąk. - D-dałem jej pretekst do zebrania większej ilości ludzi i pójścia tam z glejtem od króla i historią o porwaniu, a to jest matka, która zabrała stamtąd swoje dzieci. - A Crowa rozdzielanie rodziców i dzieci zawsze, ale to zawsze dogłębnie poruszało. Jasne, że się nie powinien czuć za to winny, nie on był w tej powieści najgorszym z najgorszych ludzi, ale kiedy coś już dotknie twojej duszy, pozostawia na niej ślad już na wieczność.
Co niby miał zrobić, kiedy się ten ryk rozległ, poza złapaniem Bletchleya za rękę? Wiedział, że to mógł być ostatni na to moment - dotyk ten miał więc w sobie sporą dawkę desperacji i nie pomógł mu w ukojeniu nieprzyjemnego napięcia rozchodzącego mu się po klatce piersiowej.
- Co ja mam zrobić, przecież jak spróbuję nas przenieść w nieznane miejsce to... - te koszmary senne, przez które boisz się portali, mogą stać się prawdą. Mieli tam iść pieszo? Aż zadrżał, ale skoro go nosiło od emocji, to przynajmniej będzie lazł tam szybciej. Prawdziwe poczucie winy pojawiło się dopiero teraz - żarliwie gniotło właśnie jego wnętrzności kiedy tylko dotarło do niego, do czego potrafił doprowadzić naiwnością i wieczną potrzebą mizdrzenia się do innych. Ile jeszcze nauczek potrzeba było, żeby się zmienił?
Ha, choćby i miał ich za sobą setki...
- No mówię, polimolfia - odburknął smoczek, spoglądając na wiedźmina jak na kompletnego głupka, którym rzecz jasna był (przynajmniej w jego gadzim rozumieniu świata).
Ciężko było zrozumieć, co czuł leżący na ziemi czarodziej. Jego twarz wyrażała w tym momencie zbyt wiele, układ ciała dało się odczytać na więcej niż jeden sposób, nie mówił nic, sam też nie do końca siebie rozumiał. Stracił coś, co było dla niego ważne, przynosiło mu jakiś komfort, ale to wciąż był tylko przedmiot - on się do przedmiotów ani do miejsc nie przywiązywał, po prostu nie lubił zmian i już teraz widać było, jak zaczyna swędzieć go szyja, bo coś, co było tam zawsze, nagle zniknęło bezpowrotnie. Elektryczność tańcząca wokół nich sprawiała, że i Cainowi zaczynały stawać włosy.
- To jego tam widziałem - odpowiedział wpierw jemu, bo to był Cain, podnoszący go i obdarowujący go czułością, ale po głośnym przełknięciu śliny odwrócił twarz w kierunku tego... stworzenia...? - Ciebie widziałem przy wiosce, jak wasza matka zabierała was z pola. Chciałem się upewnić - o własnej głupocie i niewiedzy, ale skąd miał wiedzieć, że te złote smoki były prawdziwe, a to zamienianie się w ludzi to już w ogóle była historia prosto z kosmosu. Niestety nawet jeżeli był w stanie wyczarować portal przenoszący aż (!) dwójkę osób, nikt jeszcze nie opracował zaklęcia cofającego czas. Jaka szkoda - kolejny błąd, jakiego nigdy nie uda mu się naprawić. Jego głos znów się złamał, mówił bardzo niewyraźnie, trzymając się tak blisko wiedźmina, jakby zaraz miał upaść, ale w rzeczywistości bardzo stabilnie utrzymywał pionową pozycję - po prostu chciał znajdować się w zasięgu jego rąk. - D-dałem jej pretekst do zebrania większej ilości ludzi i pójścia tam z glejtem od króla i historią o porwaniu, a to jest matka, która zabrała stamtąd swoje dzieci. - A Crowa rozdzielanie rodziców i dzieci zawsze, ale to zawsze dogłębnie poruszało. Jasne, że się nie powinien czuć za to winny, nie on był w tej powieści najgorszym z najgorszych ludzi, ale kiedy coś już dotknie twojej duszy, pozostawia na niej ślad już na wieczność.
Co niby miał zrobić, kiedy się ten ryk rozległ, poza złapaniem Bletchleya za rękę? Wiedział, że to mógł być ostatni na to moment - dotyk ten miał więc w sobie sporą dawkę desperacji i nie pomógł mu w ukojeniu nieprzyjemnego napięcia rozchodzącego mu się po klatce piersiowej.
- Co ja mam zrobić, przecież jak spróbuję nas przenieść w nieznane miejsce to... - te koszmary senne, przez które boisz się portali, mogą stać się prawdą. Mieli tam iść pieszo? Aż zadrżał, ale skoro go nosiło od emocji, to przynajmniej będzie lazł tam szybciej. Prawdziwe poczucie winy pojawiło się dopiero teraz - żarliwie gniotło właśnie jego wnętrzności kiedy tylko dotarło do niego, do czego potrafił doprowadzić naiwnością i wieczną potrzebą mizdrzenia się do innych. Ile jeszcze nauczek potrzeba było, żeby się zmienił?
Ha, choćby i miał ich za sobą setki...
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.