26.07.2024, 02:04 ✶
Cholera, znaleźli się tak blisko tego tematu... Powinien jej o tym powiedzieć? W pierwszej chwili pomyślał nie - no bo zawsze kiedy miał o sobie opowiadać, pierwszą jego reakcją było właśnie nie, nie i nie. Jak się nad tym zastanowił nieco dłużej niż sekundę, to do niego dotarło, że zatajenie tego może w późniejszym czasie odbić się w niego czymś nieprzyjemnym. To nie mógł być aż taki big deal, skoro wystąpiła na scenie bez żadnej maski, prawda?
- Właściwie to wiem, jak masz na imię. Widziałem cię na Lammas. - Zapamiętał wszystko. Imię, nazwisko, stanowisko, wykonywane przez nią ruchy. Nie spodziewał się po kimś tak drobnym zajmowania pozycji w Brygadzie Uderzeniowej. Prawdę mówiąc, to po tym pokazie samoobrony był praktycznie pewien, że nie miała z nim żadnych szans w bezpośrednim starciu. Na szczęście nie żył już na Ścieżkach i szczerze wątpił, aby miał kiedykolwiek znaleźć powód do zasadzenia się na jej życie.
Uśmiechnął się do niej na wzmiankę o tej koszulce. Podkradał innym takie ubrania ciągle, nie tylko Alexandrowi. Właściwie, to chociaż sam nigdy nie stworzyłby dla siebie takiej sceny, to kojarzył Bletchleya z tym, że po każdym seksie dostawał od niego czyste ubrania pachnące proszkiem do prania i musiał przyznać - robiło to coś z jego mózgiem. Nie był tylko pewny co. Ten uśmiech po chwili pobladł. Nie było cię wtedy. Fajnie, że jesteś teraz. Zalało go poczucie winy. Porzucanie innych było proste do momentu, w którym wasze ścieżki krzyżowały się ponownie.
Usiadł wygodniej, sięgając po pomadkę wciśniętą do schowka, po czym malując nią usta, rzucał zaklęcia zamykające wszystkie drzwi i niedomknięty bagażnik. Translokacyjnie poprawił też ułożenie lusterek i pociągnął nosem.
- To nie jest lepsze. Jest inne - przyznał spokojnie, odpalając silnik. - Bo inaczej czuje się prędkość. Jak lubisz latać na miotle, to możesz spróbować jazdy na motocyklu. Łatwiej się z nim zakamuflować pośród mugoli. - Może nawet przydałoby jej się to w pracy. - Jesteś bardziej w nastroju do jechania aż nie zaśniesz, czy do dojechania do celu, w którym będziesz mogła się wykrzyczeć? - Wycofywał niepoprawnie - odwrócił się i zaglądał przez tylną szybę, wyjeżdżając spomiędzy drzew. Powinien patrzeć w lusterko, ale w lusterku gówno widział, bo było ciemno, a on miał rozjebane oczy. Kiedy wyjechali na jezdnię, wrzucił do schowka tę paczkę papierosów i otworzył szeroko okno od strony pasażera, żeby mogła wyjrzeć i wystawić przez nie rękę. Skinął też głową, że mogła częstować się zawartością tego schowka - i faktycznie, obok woreczka z brownem znajdowało się tam po prostu sporo szmelcu, przedmiotów idealnych do zajęcia rąk przez znudzonego pasażera. Stos kaset, które Flynn nagrywał sam i podpisywał głupimi nazwami. Papierosy, bo ta zdążyła wypalić tego, którym ją poczęstował. Kilka drobnych kosmetyków. Prezerwatywy. Niedojedzone słodycze. Obrazek ze świętym Krzysztofem, patronem kierowców...
- Właściwie to wiem, jak masz na imię. Widziałem cię na Lammas. - Zapamiętał wszystko. Imię, nazwisko, stanowisko, wykonywane przez nią ruchy. Nie spodziewał się po kimś tak drobnym zajmowania pozycji w Brygadzie Uderzeniowej. Prawdę mówiąc, to po tym pokazie samoobrony był praktycznie pewien, że nie miała z nim żadnych szans w bezpośrednim starciu. Na szczęście nie żył już na Ścieżkach i szczerze wątpił, aby miał kiedykolwiek znaleźć powód do zasadzenia się na jej życie.
Uśmiechnął się do niej na wzmiankę o tej koszulce. Podkradał innym takie ubrania ciągle, nie tylko Alexandrowi. Właściwie, to chociaż sam nigdy nie stworzyłby dla siebie takiej sceny, to kojarzył Bletchleya z tym, że po każdym seksie dostawał od niego czyste ubrania pachnące proszkiem do prania i musiał przyznać - robiło to coś z jego mózgiem. Nie był tylko pewny co. Ten uśmiech po chwili pobladł. Nie było cię wtedy. Fajnie, że jesteś teraz. Zalało go poczucie winy. Porzucanie innych było proste do momentu, w którym wasze ścieżki krzyżowały się ponownie.
Usiadł wygodniej, sięgając po pomadkę wciśniętą do schowka, po czym malując nią usta, rzucał zaklęcia zamykające wszystkie drzwi i niedomknięty bagażnik. Translokacyjnie poprawił też ułożenie lusterek i pociągnął nosem.
- To nie jest lepsze. Jest inne - przyznał spokojnie, odpalając silnik. - Bo inaczej czuje się prędkość. Jak lubisz latać na miotle, to możesz spróbować jazdy na motocyklu. Łatwiej się z nim zakamuflować pośród mugoli. - Może nawet przydałoby jej się to w pracy. - Jesteś bardziej w nastroju do jechania aż nie zaśniesz, czy do dojechania do celu, w którym będziesz mogła się wykrzyczeć? - Wycofywał niepoprawnie - odwrócił się i zaglądał przez tylną szybę, wyjeżdżając spomiędzy drzew. Powinien patrzeć w lusterko, ale w lusterku gówno widział, bo było ciemno, a on miał rozjebane oczy. Kiedy wyjechali na jezdnię, wrzucił do schowka tę paczkę papierosów i otworzył szeroko okno od strony pasażera, żeby mogła wyjrzeć i wystawić przez nie rękę. Skinął też głową, że mogła częstować się zawartością tego schowka - i faktycznie, obok woreczka z brownem znajdowało się tam po prostu sporo szmelcu, przedmiotów idealnych do zajęcia rąk przez znudzonego pasażera. Stos kaset, które Flynn nagrywał sam i podpisywał głupimi nazwami. Papierosy, bo ta zdążyła wypalić tego, którym ją poczęstował. Kilka drobnych kosmetyków. Prezerwatywy. Niedojedzone słodycze. Obrazek ze świętym Krzysztofem, patronem kierowców...
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.