26.07.2024, 10:39 ✶
– Na pewno będą skuteczniejsze niż kominek. Jeśli będziesz chciała je komuś później oddać, po prostu powiesz i ci je zwrócę – stwierdziła Florence. Nie zgodziłaby się na prywatną linię medyczną z kimś obcym, ale Geraldine była jej bliska i Bulstrode nie chciała widzieć kobiety martwą. A i wolałaby nie przeszkadzać rodzinie niespodziewanymi wizytami czy to przez nocne pobudki, czy inne niedogodności. Nie wspominając już o plotkach. Gdyby Geraldine mogła ją wezwać, nie musiałaby chodzić cała we krwi po ulicy, a Florence nie dawałaby jej ubrań braci. – Atreus mocno przeżył tę koszulę.
Na tyle mocno, że we własnej szafie zrobił półkę na kobiece ubrania, a przynajmniej twierdził, że to specjalnie dla panny Yaxley.
Stanęła za Geraldine i zaczęła oglądać obrażenia. Zacisnęła na moment szczęki, ale zaraz rozluźniła mięśnie twarzy, a potem wyciągnęła z kieszeni różdżkę, by zaklęciem usunąć większość krwi z pleców Yaxleyówny. Rany nie zagrażały życiu, na całe szczęście, ale pozostawione same sobie nie tylko goiłyby się długo i babrały, mogłyby też trwale rzutować na sprawność.
– Zjedz to – zażądała, wyciągając z jednej z szuflad czekoladę z Miodowego Królestwa: jedną z tych, które szkolna pielęgniarka wręczała czasem uczniom, sprawiającą, że nagle zaczynało ci się robić cieplej i czułeś się jakoś tak… lepiej. Nie miały właściwości leczniczych może, mogły jednak pomóc w takiej sytuacji jak teraz: gdy ktoś był przemarznięty, stracił sporo krwi i nie miał sił. – Będzie bolało. Nie chcę czekać aż eliksir przeciwbólowy zacznie działać, zwłaszcza że musisz wypić kilka innych – ostrzegła, wyciągając eliksir odkażający, a także od razu kilka kolejnych i ustawiając je na blacie w równym rządku, w kolejności, w której będzie je stosowała. Odkorkowała fiolkę i ostrożnie wylała jej zawartość na obie rany: ugryzienie trytona właściwie gwarantowało zakażenie (nic niezwykłego, gdyby człowiek zdołał ugryźć dostatecznie mocno byłoby podobnie), a dochodziły do tego jeszcze wodne zanieczyszczenia.
Piekło. Ból był do zniesienia, ale nagły i palący.
– Zaleczę rany Vulnerą Sanentur. Żeby utrzymać efekt, będziesz musiała pić wiggenowy co sześć godzin przez najbliższą dobę.
Na tyle mocno, że we własnej szafie zrobił półkę na kobiece ubrania, a przynajmniej twierdził, że to specjalnie dla panny Yaxley.
Stanęła za Geraldine i zaczęła oglądać obrażenia. Zacisnęła na moment szczęki, ale zaraz rozluźniła mięśnie twarzy, a potem wyciągnęła z kieszeni różdżkę, by zaklęciem usunąć większość krwi z pleców Yaxleyówny. Rany nie zagrażały życiu, na całe szczęście, ale pozostawione same sobie nie tylko goiłyby się długo i babrały, mogłyby też trwale rzutować na sprawność.
– Zjedz to – zażądała, wyciągając z jednej z szuflad czekoladę z Miodowego Królestwa: jedną z tych, które szkolna pielęgniarka wręczała czasem uczniom, sprawiającą, że nagle zaczynało ci się robić cieplej i czułeś się jakoś tak… lepiej. Nie miały właściwości leczniczych może, mogły jednak pomóc w takiej sytuacji jak teraz: gdy ktoś był przemarznięty, stracił sporo krwi i nie miał sił. – Będzie bolało. Nie chcę czekać aż eliksir przeciwbólowy zacznie działać, zwłaszcza że musisz wypić kilka innych – ostrzegła, wyciągając eliksir odkażający, a także od razu kilka kolejnych i ustawiając je na blacie w równym rządku, w kolejności, w której będzie je stosowała. Odkorkowała fiolkę i ostrożnie wylała jej zawartość na obie rany: ugryzienie trytona właściwie gwarantowało zakażenie (nic niezwykłego, gdyby człowiek zdołał ugryźć dostatecznie mocno byłoby podobnie), a dochodziły do tego jeszcze wodne zanieczyszczenia.
Piekło. Ból był do zniesienia, ale nagły i palący.
– Zaleczę rany Vulnerą Sanentur. Żeby utrzymać efekt, będziesz musiała pić wiggenowy co sześć godzin przez najbliższą dobę.