26.07.2024, 14:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.07.2024, 14:17 przez Charles Mulciber.)
Charles wierzył nie tylko w dobroć ojca, ale również w jego nieomylność. Wszystko, co powiedział Richard, musiało się spełnić tak, jak tego chciał, dlatego też Charlie z miejsca odrzucił swój wcześniejszy pomysł.
- Dobrze... na razie zostawię ciocię Lorien poza tym. - Zgodził się, rozumiejąc, że sprawa świeczek i wywiadu odbiła się na każdym, również na miłej, wyrozumiałej cioci.
To było to, czego potrzebował. Ojcowska dłoń na włosach, która szybko zsunęła się na plecy i poklepała je, dając znak, że dość czułości. Charles nie był już przecież małym chłopcem. Jeśli potrzebował bliskości, powinien zacząć szukać jej u płci przeciwnej!
- Teraz będę ostrożniejszy, tato. - Obiecał po raz kolejny. Na jego jasnej skórze policzek odcinał się ciemniejszą plamą czerwieni, nawet jeśli sam Mulciber nie odczuwał w związku z uderzeniem już żadnych niedogodności. Pieczenie szybko się pojawiło, ale też szybko zniknęło. - Będę się starał. Nie zawiodę cię.
I chociaż miał naprawdę szczere intencje, to brakowało mu jeszcze wiele, by zmężniał. Ochronny parasol ojca był tak błogosławieństwem, jak i przekleństwem.
Odsunął się od Richarda na krok, nie zajmował już jednak krzesła. I choć chciał wykręcić się z rozmowy o bracie, wiedział, że nie mógł teraz tego zrobić. Sam mógł iść na dno, tym razem musiał pociągnąć Leo za sobą.
- Tak, to wyszło przy rozmowie. - Odpowiedział szczerze na pytania ojca. - Leonard wiedział o tych świeczkach od początku, i o tym że mam je na Lammas. To jednak wyłącznie moja odpowiedzialność, ojcze. On niczym nie zawinił.
- Dobrze... na razie zostawię ciocię Lorien poza tym. - Zgodził się, rozumiejąc, że sprawa świeczek i wywiadu odbiła się na każdym, również na miłej, wyrozumiałej cioci.
To było to, czego potrzebował. Ojcowska dłoń na włosach, która szybko zsunęła się na plecy i poklepała je, dając znak, że dość czułości. Charles nie był już przecież małym chłopcem. Jeśli potrzebował bliskości, powinien zacząć szukać jej u płci przeciwnej!
- Teraz będę ostrożniejszy, tato. - Obiecał po raz kolejny. Na jego jasnej skórze policzek odcinał się ciemniejszą plamą czerwieni, nawet jeśli sam Mulciber nie odczuwał w związku z uderzeniem już żadnych niedogodności. Pieczenie szybko się pojawiło, ale też szybko zniknęło. - Będę się starał. Nie zawiodę cię.
I chociaż miał naprawdę szczere intencje, to brakowało mu jeszcze wiele, by zmężniał. Ochronny parasol ojca był tak błogosławieństwem, jak i przekleństwem.
Odsunął się od Richarda na krok, nie zajmował już jednak krzesła. I choć chciał wykręcić się z rozmowy o bracie, wiedział, że nie mógł teraz tego zrobić. Sam mógł iść na dno, tym razem musiał pociągnąć Leo za sobą.
- Tak, to wyszło przy rozmowie. - Odpowiedział szczerze na pytania ojca. - Leonard wiedział o tych świeczkach od początku, i o tym że mam je na Lammas. To jednak wyłącznie moja odpowiedzialność, ojcze. On niczym nie zawinił.