- Zapamiętam to sobie. - Cóż, najlepiej pewnie sprawdzić na własnej skórze, czy to co mówił było prawdą, nie, żeby nie wierzyła, jednak gusta były różne, każde miejsce mogło zachwycić w inny sposób. Z drugiej jednak strony chętnie odwiedzi Hawaje, bo akurat jeszcze tam nie miała okazji być. Jeszcze nie myślała o tym z kim zamierza wybrać się na wakacje jesienią, będzie musiała dokładnie przemyśleć kogo wziąć sobie za kompana. Czuła, że spora część jej znajomych tak jak i ona może potrzebować odpoczynku, bo to lato okazało się być naprawdę wyczerpujące.
- To dobrze, bo ja niestety nic. - Zawsze trzymała się z daleka od kuchni, rękoma i nogami broniła się przed gotowaniem.
- Weź, nie jestem aż tak zdesperowana. - Może i była starą panną, jednak na pewno nie był to jeszcze taki poziom staropanieństwa, że wypadałoby się już zacząć interesować skrzatami domowymi.
Gerry udało się nawiązać nawet całkiem przyjacielską relację ze skrzatką ojca, cóż nie ma się co dziwić, Triss miała świadomość, że Geraldine była ulubienicą Gerarda, więc i ona chciała być dla niej miła, co było całkiem pomocne w życiu codziennym. Triss przychodziła do niej doglądać psy, gdy ona wyjeżdżała na dłużej, więc nie musiała się martwić o swoje zwierzaki.
Musieli wyglądać całkiem zabawnie, gdy tak wpatrywali się w te miskę i składniki. Ger nie zamierzała pęknąć, miała nadzieję, że brat weźmie na siebie tę odpowiedzialność i zacznie robić ten chleb. Tak byłoby lepiej, jak coś nie wyjdzie to będzie mogła na niego zrzucić to niepowodzenie.
Obserwowała go uważnie, kiedy w końcu wziął się do roboty. Nawet wyglądał na takiego, co wie, co ma robić. Nie spodziewała się tego, ale nie zamierzała komentować jego umiejętności, aby nie daj Merlinie nie wybić go z rytmu, skoro już mu tak wyśmienicie szło.
- Kurde, miło było na ciebie patrzeć, jak to mieszałeś. - Powiedziała dopiero, kiedy skończył swoje dzieło.
- Dwie godziny? To bardzo dużo czasu. - Nie znosiła czekać, ale wiedziała, że w tej sytuacji nie mają innego wyjścia. Była naprawdę wdzięczna za to, co teraz działo się w jej życiu. Cieszyła się, że jej brat wrócił do kraju, mieszkała teraz z nimi dwoma, miała ich obok siebie, rodzina była dla niej naprawdę ważna, więc wiele to dla niej znaczyło.
- Kawa, to zawsze wspaniały pomysł, nie zapomnij do niej dolać łychy. - Przecież nie będą pili takiej bez wkładki.
- Mogę ci opowiedzieć wiele historii, wszystko zależy od tego, co dokładnie cię interesuje. - Usiadła na przeciwko niego i wsadziła sobie w zęby szluga, odpaliła go po czym zaciągnęła się głęboko dymem. Nie znosiła opowiadać o sobie, ale jakoś sobie z nim poradzi i z tymi jego spytkami.