10.01.2023, 16:28 ✶
Jeżeli szło o Mackenzie, potrafiła sobie wyobrazić parę niespodzianek, które byłyby jej straszne. Teleportacja na mglistym bagnie, na którym nie działała magia na pewno była jedną z nich. Bardzo starała się zacisnąć zęby i po prostu wędrować przed siebie, ale mimo sporej wytrzymałości kilka godzin chodzenia po grząskim gruncie dawało się we znaki. Zwłaszcza, że ostatni raz jadła poprzedniego wieczoru i w pewnym momencie żołądek zaczął boleśnie się skręcać. Błoto powoli zasychało na spodniach i rękach, chłód zaczynał dawać się we znaki.
A cichy głosik w głowie zdawał się szeptać: co jeżeli stąd nie wyjdziemy?
W końcu jednak grunt zaczął się zmieniać. Mgła opadała i najpierw zobaczyły normalne rośliny i drzewa, potem słońce, a wreszcie stanęły na skraju wzgórza. Przed sobą mogły zobaczyć miejsce znane jako Little Hangleton.
Mackenzie z ulgą opadła na ziemię. Wreszcie stałą, nie błotnistą. Wydobyła z kieszeni różdżkę i wyszeptała cicho lumos, a potem odetchnęła, gdy światło zapłonęło na jej końcu.
Znów mogła używać magii.
- Dzięki za towarzystwo – powiedziała lakonicznie. Trochę raźniej było przedzierać się przez błota i mgłę z żywym człowiekiem u boku. Pozwalało to choćby zachować poczucie realności. I liczyć na to, że ktoś pomoże w razie kłopotów, przynajmniej jeżeli sam przy tym nie ucierpi. – Nie wiem, jak ty, ale nie planuję teleportować się przy tym bagnie. Wzywam Błędnego Rycerza.
Podniosła się powoli. Niezależnie od decyzji Geraldine, sama zamierzała spróbować przywołać autobus. A potem wrócić do Londynu. Wiedziała, że matka będzie bardzo niezadowolona z tego, że córka nie pojawiła się o umówionej porze i nie dała znać, że jej nie będzie. Ale w tej chwili Green marzyła tylko o tym, aby zmyć z siebie to całe błoto, założyć czyste ubrania, zjeść coś i pójść spać.
A cichy głosik w głowie zdawał się szeptać: co jeżeli stąd nie wyjdziemy?
W końcu jednak grunt zaczął się zmieniać. Mgła opadała i najpierw zobaczyły normalne rośliny i drzewa, potem słońce, a wreszcie stanęły na skraju wzgórza. Przed sobą mogły zobaczyć miejsce znane jako Little Hangleton.
Mackenzie z ulgą opadła na ziemię. Wreszcie stałą, nie błotnistą. Wydobyła z kieszeni różdżkę i wyszeptała cicho lumos, a potem odetchnęła, gdy światło zapłonęło na jej końcu.
Znów mogła używać magii.
- Dzięki za towarzystwo – powiedziała lakonicznie. Trochę raźniej było przedzierać się przez błota i mgłę z żywym człowiekiem u boku. Pozwalało to choćby zachować poczucie realności. I liczyć na to, że ktoś pomoże w razie kłopotów, przynajmniej jeżeli sam przy tym nie ucierpi. – Nie wiem, jak ty, ale nie planuję teleportować się przy tym bagnie. Wzywam Błędnego Rycerza.
Podniosła się powoli. Niezależnie od decyzji Geraldine, sama zamierzała spróbować przywołać autobus. A potem wrócić do Londynu. Wiedziała, że matka będzie bardzo niezadowolona z tego, że córka nie pojawiła się o umówionej porze i nie dała znać, że jej nie będzie. Ale w tej chwili Green marzyła tylko o tym, aby zmyć z siebie to całe błoto, założyć czyste ubrania, zjeść coś i pójść spać.
Koniec sesji