26.07.2024, 23:42 ✶
Kiedy już myślałem, że go nieco wyluzowałem, to jednak mrok ponownie się o niego upomniał. Tak, jak i o mnie wciąż się upominał. Taki najwyraźniej był nasz los, że pomimo walki o lepsze jutro, wciąż mieliśmy się staczać i cierpieć. Może byliśmy w tym zbyt emocjonalni, a może po prostu przeciążeni zanadto, a może doskwierało nam jedno i drugie? Czy mieliśmy kiedykolwiek osiągnąć równowagę? Może, niewykluczone. Pytanie tylko, ile miał trwać ten powrót, odzyskanie tego naszego Graala? I czy damy radę przetrwać ten trudny dla nas okres...?
Kiedyś było jakoś lżej... Nie przejmowałem się niczym. Parłem do przodu, może za bardzo egoistycznie, bo ileż to serc zdążyłem złamać czy zawieść w ciągu tak krótkiego życia...? Ile zdążyłem przeżyć? Przepić? Przećpać? Przeimprezować? Przekochać? I przecież też miałem niejednokrotnie ranione serce, że odechciewało się wszystkiego. Może bycie wampirem nie było tak źle, tylko niepotrzebnie tak to demonizowałem, zamiast przejść z tym do porządku... nocnego? Nocą również odbywało się życie. Miasto żyło. Trwało sobie w najlepsze.
W obliczu bolących serc, propozycja Laurenta mnie zaskoczyła. Tego się nie spodziewałem, ale postanowiłem w to brnąć, mając nadzieję, że tym razem to nie on się na mnie rzuci...? Nie byłem pewien, czy jest świadomy tego, że byłem martwy, dosadnie martwy i pewnych rzeczy nie dało się u trupa poruszyć, niezależnie od chęci i zaangażowania... I też trochę się obawiałem, że takie jałowe kuszenie mogłoby mnie zachęcić do innej, prawdziwej dla mnie przyjemności, ale... Umysł miałem pełny dzisiejszych przeżyć, więc... Czy mogłem być pod tym kątem grzeczny? Raczej tak, chociaż przy Laurencie to się z reguły inaczej kończyło. Więc co? Panie Migotku, niech mnie ma pan na oku? Albo przyprowadzi jednak Dumę, który będzie wiedział, w którą stronę mnie pociągnąć, żeby wypieprzyć z tego domu? Tak raz i porządnie?
- Dostrzegam, że możemy się przebijać w byciu degeneratami - stwierdziłem rozbawiony, chcąc dodać do tych czarno-zabawnych spostrzeżeń faktycznego humoru, ale to chyba dalej był osmolony żart. Cóż, mogliśmy nawet iść w tą stronę, jeśli wyznamy tym samym parę grzeszków, które odciążą nam duszę...? Czy coś w tym stylu. Specjalistą od ludzkiej psychiki nie byłem, ale od ubijania potworów. Zawsze mogłem spróbować zapolować na te zmory w naszych umysłach. Spore wyzwanie, ale czego się nie robiło dla... przyjaciół? Czyżbym miał nowego przyjaciela? Szczególnie bliskiego, skoro właśnie ciągnął mnie do wspólnej kąpieli...?
Cóż, jedno było pewne. Lubiłem dotyk tej ciepłej dłoni. Był przyjemny. Niewiele czułem, ale to czułem. Plus, ta bajeczna łazienka przypomniała mi o jednej istotnej kwestii.
- Księżniczki nie powinny mieć czystej, wypucowanej na błysk duszy, panie degeneracie? Nieskazitelne ideały, wysokie szpilki żeby łydkami cieszyły oko, a na domiar ciągłe dziewictwo w życiorysie? - zaśmiałem się, bo trochę stoczyliśmy tę bajkę. Książę był potworem, księżniczka upadła nisko, więc chyba najbardziej prawą postacią w tej bajce był Migotek. Ciekawe, czy by mu się spodobała taka rola? - Nie miej mi za złe tej krytyki, bo jako książę też daję wiele do życzenia... Ale na naszą obronę dodam, że istnieją ponoć mugolskie bajki, gdzie jest znacznie bardziej krwawo niż w naszej historii. Z tego punktu widzenia można by uznać mugoli za psycholi, ale tworzą zbyt świetną muzykę, żeby mogli być źle do szpiku kości - wyparowałem w ramach własnych, głośnych przemyśleń.
- Na dodatek... Wybacz moją gadatliwość, ale chciałbym mianować Migotka na najbardziej prawą postać w naszej bajce, jeśli przyniesie mi suche ubranie - stwierdziłem z uśmiechem, takim niegrzecznym uśmiechem, bo zamiast się zajmować własnymi ubraniami, to zbliżyłem się do niego i ująłem jego podbródek. Zadziora czasami byłem, ale to jak mnie ktoś kusił i prowokował, a wizja gorącej kąpieli i oglądania nagiego tyłka Laurenta do tego należała.
- Sprawiasz, że mam ochotę na powrót zatracić się w pożądaniu... Ale jest w tym jedno potężne ALE - wyszeptałem do jego warg. Za bardzo nie musiałem się pochylać, żeby mieć je blisko swoich... Wygodne. Liznąłem je językiem, musnąłem delikatnie, wspominając te wszystkie przebojowe rzeczy, ociekanie potem, imprezy do rana. Również miałem fleshbacki, ale ja o dawnym Astarothcie, błyskotliwym prefekcie, silnym pałkarzu, niezłomnym podróżniku i namiętnym kochanku.
Pocałowałem Laurenta. Na początek delikatnie, sprawdzając, smakując, czy nie będą go odrażały chłodne pocałunki. Przegnałem jego palce z koszuli i sam postanowiłem zająć się jego koszulą. Księżniczki miały gorsety... A ta nosiła męskie koszule.
Kiedyś było jakoś lżej... Nie przejmowałem się niczym. Parłem do przodu, może za bardzo egoistycznie, bo ileż to serc zdążyłem złamać czy zawieść w ciągu tak krótkiego życia...? Ile zdążyłem przeżyć? Przepić? Przećpać? Przeimprezować? Przekochać? I przecież też miałem niejednokrotnie ranione serce, że odechciewało się wszystkiego. Może bycie wampirem nie było tak źle, tylko niepotrzebnie tak to demonizowałem, zamiast przejść z tym do porządku... nocnego? Nocą również odbywało się życie. Miasto żyło. Trwało sobie w najlepsze.
W obliczu bolących serc, propozycja Laurenta mnie zaskoczyła. Tego się nie spodziewałem, ale postanowiłem w to brnąć, mając nadzieję, że tym razem to nie on się na mnie rzuci...? Nie byłem pewien, czy jest świadomy tego, że byłem martwy, dosadnie martwy i pewnych rzeczy nie dało się u trupa poruszyć, niezależnie od chęci i zaangażowania... I też trochę się obawiałem, że takie jałowe kuszenie mogłoby mnie zachęcić do innej, prawdziwej dla mnie przyjemności, ale... Umysł miałem pełny dzisiejszych przeżyć, więc... Czy mogłem być pod tym kątem grzeczny? Raczej tak, chociaż przy Laurencie to się z reguły inaczej kończyło. Więc co? Panie Migotku, niech mnie ma pan na oku? Albo przyprowadzi jednak Dumę, który będzie wiedział, w którą stronę mnie pociągnąć, żeby wypieprzyć z tego domu? Tak raz i porządnie?
- Dostrzegam, że możemy się przebijać w byciu degeneratami - stwierdziłem rozbawiony, chcąc dodać do tych czarno-zabawnych spostrzeżeń faktycznego humoru, ale to chyba dalej był osmolony żart. Cóż, mogliśmy nawet iść w tą stronę, jeśli wyznamy tym samym parę grzeszków, które odciążą nam duszę...? Czy coś w tym stylu. Specjalistą od ludzkiej psychiki nie byłem, ale od ubijania potworów. Zawsze mogłem spróbować zapolować na te zmory w naszych umysłach. Spore wyzwanie, ale czego się nie robiło dla... przyjaciół? Czyżbym miał nowego przyjaciela? Szczególnie bliskiego, skoro właśnie ciągnął mnie do wspólnej kąpieli...?
Cóż, jedno było pewne. Lubiłem dotyk tej ciepłej dłoni. Był przyjemny. Niewiele czułem, ale to czułem. Plus, ta bajeczna łazienka przypomniała mi o jednej istotnej kwestii.
- Księżniczki nie powinny mieć czystej, wypucowanej na błysk duszy, panie degeneracie? Nieskazitelne ideały, wysokie szpilki żeby łydkami cieszyły oko, a na domiar ciągłe dziewictwo w życiorysie? - zaśmiałem się, bo trochę stoczyliśmy tę bajkę. Książę był potworem, księżniczka upadła nisko, więc chyba najbardziej prawą postacią w tej bajce był Migotek. Ciekawe, czy by mu się spodobała taka rola? - Nie miej mi za złe tej krytyki, bo jako książę też daję wiele do życzenia... Ale na naszą obronę dodam, że istnieją ponoć mugolskie bajki, gdzie jest znacznie bardziej krwawo niż w naszej historii. Z tego punktu widzenia można by uznać mugoli za psycholi, ale tworzą zbyt świetną muzykę, żeby mogli być źle do szpiku kości - wyparowałem w ramach własnych, głośnych przemyśleń.
- Na dodatek... Wybacz moją gadatliwość, ale chciałbym mianować Migotka na najbardziej prawą postać w naszej bajce, jeśli przyniesie mi suche ubranie - stwierdziłem z uśmiechem, takim niegrzecznym uśmiechem, bo zamiast się zajmować własnymi ubraniami, to zbliżyłem się do niego i ująłem jego podbródek. Zadziora czasami byłem, ale to jak mnie ktoś kusił i prowokował, a wizja gorącej kąpieli i oglądania nagiego tyłka Laurenta do tego należała.
- Sprawiasz, że mam ochotę na powrót zatracić się w pożądaniu... Ale jest w tym jedno potężne ALE - wyszeptałem do jego warg. Za bardzo nie musiałem się pochylać, żeby mieć je blisko swoich... Wygodne. Liznąłem je językiem, musnąłem delikatnie, wspominając te wszystkie przebojowe rzeczy, ociekanie potem, imprezy do rana. Również miałem fleshbacki, ale ja o dawnym Astarothcie, błyskotliwym prefekcie, silnym pałkarzu, niezłomnym podróżniku i namiętnym kochanku.
Pocałowałem Laurenta. Na początek delikatnie, sprawdzając, smakując, czy nie będą go odrażały chłodne pocałunki. Przegnałem jego palce z koszuli i sam postanowiłem zająć się jego koszulą. Księżniczki miały gorsety... A ta nosiła męskie koszule.