Spojrzenie Matthiasa padło na wkraczającą do tego pomieszczenia Celine wraz z towarzyszącą blondynce kobietą. Posługiwanie się językiem francuskim w towarzystwie złożonym w dużej mierze Anglików i w mniejszym obcokrajowców było mu dobrze znanym zabiegiem. Mając w zasięgu wzroku swoje dwie kuzynki, miał doskonały wgląd w to jak bardzo obie kobiety są od siebie odmienne charakterem i zachowaniem. Jeśli chodzi o Urlett to już zostali sobie przedstawieni.
— Ja również jestem tego ciekaw. Camille jak na razie trzyma mnie w niewiedzy. — W tym momencie zwrócił się do Celine, jak tylko ona do nich dołączyła. — Następnym razem dopisze nam szczęście. — Stwierdził z przekonaniem w głosie. Odnotował w pamięci aby stworzyć odpowiednią okazję i pogratulować swojej ciotce i pani Mulciber. Osiągnie to jeszcze tego wieczoru. Zmieniająca się mimika twarzy Camille i mocniejsze zaciśnięcie przez nią palców na blacie stolika nie uszło jego uwadze. Blondynka miała jakieś problemy z frustracją i powiązaną z nią zazdrością. On natomiast miał problem z przegrywaniem, jak każdy nałogowy hazardzista.
— Tak jak ja... tego wieczoru mam zamiar zagrać w pokera. Podobno kto nie ma szczęścia w kartach, ma je w miłości. — Podzielił się z obiema kobietami swoimi planami na resztę tego wieczoru. Przytaczając to przysłowie będące swoistym wyrazem pocieszenia, porozumiewawczo mrugnął do Camille. Niewykluczone, że blondynka zacznie doszukiwać się w jego słowach zawoalowanej złośliwości.
— Matthias Delacour. Miło mi. — Przedstawił się Viorice i Atreusowi. Na jego wargach zagościł uśmiech. Powinien nawiązywać nowe znajomości, a ten wieczorek stwarzał ku temu doskonałą okazję.
— Zastawiony przedmiot zawsze można odzyskać. W szczególności, jeśli jest cenny. — Przez moment pomyślał o zastawionym przez siebie zegarku, który będzie musiał odzyskać. — Możliwe, że nie. — Stwierdził odnośnie przypadkowości w zabraniu takiej obroży.
— Pies mojej matki miał podobną obrożę. Obroża przeznaczona dla człowieka nie jest ozdobą do noszenia w towarzystwie... nawet pomimo bycia wysadzoną kamieniami. — Wypowiadając te słowa samemu zniżył głos do szeptu, dokładając w ten sposób wszelkich starań aby nikt spoza ich grona nie usłyszał tego komentarza. Po nim należało spodziewać się swobody obyczajowej i dlatego podchodził do istnienia tego rodzaju ozdoby i jej zastosowania nad wyraz tolerancyjnie. Ponadto to, czy ktoś miał tak nietypowe upodobania i czy je realizował nie było jego sprawą.
— Ja też nic nie wiem... za wyjątkiem tego, że nie będziemy rozczarowani. — Jako ulubieniec Agnès powinien wiedzieć cokolwiek, jednak jego ciotka lubiła zaskakiwać i nawet mu nie zdradziła czego będzie dotyczyć ta niespodzianka.
— Wybaczcie mi na moment, wrócę do was ze swoją towarzyszką wieczoru. — Postanowił na moment opuścić towarzystwo po to aby skierować swoje kroki w stronę Sophie stojącej w towarzystwie swoich rodziców i nieznanego mu z imienia mężczyzny.
— Pani Mulciber, gratuluję wygranej. Panie Mulciber. — W pierwszej kolejności zwrócił się do rodziców swojej towarzyszki.
— Sophie, zechcesz dołączyć do mnie? Czekają nas przy tamtym stoliku. — Zwrócił się do rudowłosej, wyciągając ku niej dłoń. Uśmiechnął się do rudowłosej z subtelną zachętą. Od wymiany do zakończenia rozgrywki minęło parę minut, tak jak samo jak parę chwil upłynęło mu na niezobowiązującej rozmowie. Nie zapomniał o niej, o czym świadczyło, że znów do niej podszedł. Decyzja należała do niej. Możliwe, że chciała zaszaleć. — Nie powinniśmy przegapić niespodzianki.