Charlotte bywała okropnym człowiekiem, może czasami zbyt chłodnym, jak dla Jessiego, ale bywały momenty, gdy matce tego chłodu zazdrościł. Chociaż "zazdrość" mogła być za mocnym słowem, ponieważ w jego głowie czasami pojawiała się myśl, czy jego język był równie cięty, co język jego matki, podbródek tak samo dumnie podniesiony i serce zamknięte na niemal wszystko, z wyjątkiem paru zaledwie wyjątków, czy byłoby mu łatwiej? Łatwiej w życiu, gdzie nazwisko i znajomości potrafiły zdziałać cuda lub wpędzić w kłopoty. Gdzie linia krwi miała większe znaczenie, niż ilość przeczytanych ksiąg i zapamiętanych z nich informacji.
Czy byłoby mu łatwiej, gdyby wszelkie komentarze na temat jego pochodzenia, były dla niego nic nieznaczącym skrzekiem pawi, które mogły pochwalić się jedynie "wspaniałością" swoich piór?
Czy byłoby mu łatwiej, gdyby potrafił, jak matka, odgryźć się i pokonać w werbalnej konfrontacji każdego, kto wypomniał mu jego "niedoskonałe" pochodzenie? Syn mugolaka i Zdrajczyni Krwi.
Czy byłoby mu łatwiej, gdyby wdał się trochę bardziej w Charlotte, a trochę mniej w Neda?
Były to, na szczęście, jedynie chwilowe myśli, które pojawiały się jedynie po konfrontacjach z "czystokrwistymi dupkami", a potem wszystko wracało do normy.
-Możliwe, chociaż może ktoś odważyłby się wspomnień o ewentualnych problemach na drogach - powiedział, ignorując komentarz o "nieodpowiednich genach" mugoli. -I, szczerze, mam nadzieję, że twoja wizja się tu nie sprawdzi. I nie trafi do nas. Za dużo wywołuje to zamieszania.
I jeszcze ten brokat, mieniący się we włosach. Gdyby miał wybór, Jessie wolałby zostać nim obsypany, gdy będzie chciał być nim obsypany, i może nie, kiedy miał na sobie tę koszulę.
Na przystanku, niestety, nie byli sami. Niedaleko nich stała grupka dziewcząt, mniej więcej w wieku Jessiego, chichoczących między sobą, trochę bliżej dwie starsze kobiety (jedna nosiła na rękach trzęsącego się psa) rozmawiały między sobą o, jak usłyszał Jasper, Paradzie właśnie, i wypowiadały się bardzo nieprzychylnie i nie szczędziły sobie słów, których publicznie wymawiać nie wypadało, krzywiąc się na pomarszczonych twarzach. Było to na swój sposób przykre.
-Hm? Kosmetycznego? Mamo, wiem, że często ci przypominam, że nie masz już dwudziestu lat, ale, tak po prawdzie, ten, którego używasz teraz, działa całkiem dobrze. Prawie nie widzę zmarszczek - zaśmiał się i przyjrzał dokładnie twarzy matki, jakby faktycznie szukał jakichś zmarszczek.
Jeden rzut oka wystarczył, by potwierdzić, że dwie rodzynki w jasnych kubraczkach przyglądały się im z kwaśnymi minami i znów zaczęły między sobą trajkotać. Dało się nawet usłyszeć "On tak mówi do swojej matki?" i "Że ona na to pozwala". A przecież nie powiedział nic złego.
Paradę zostawili za sobą.