27.07.2024, 12:28 ✶
- Tylko bez krytycyzmu, proszę, bo może nie wygląda, ale czasami potrafię mieć naprawdę bujną wyobraźnię - ostrzegłem Laurenta, bo tak na dobrą sprawę nie wiedziałem jak daleko sięgało jego degeneradztwo, a on właściwie nie wiedział również o moich przygodach, więc mogłem go zaskoczyć, mogłem wcale nie. Mogłem się równie dobrze okazać płotką wśród degeneratów i wtedy będę zmuszony oddać Laurentowi koronę... Ale do rzeczy, bo się nigdy nie dowiem. - Jak też zdążyłem co nieco napomknąć, wyobrażałem sobie ciebie w roli tej księżniczki. W sukience, falbanami, koronkami z gorsetami, obcasami i może brakiem tchu w tym gorsecie...? Za bardzo nie znam się na damskiej garderobie, jednakże wiem jak się jej pozbywać - zareklamowałem z niegrzecznym uśmiechem. Takim uśmiechem, co mi nie towarzyszył już od bardzo dawna. Skorym do bycia niegrzecznym chłopcem. Tym chłopcem, co dostawał miotłą po głowie.
Tym chłopcem, co miał słabość do delikatnych całusów i gwałtownych pocałunków, a miałem wrażenie, że wargi Laurenta właśnie do tego zostały stworzone. Miałem ochotę zrobić to już wtedy, kiedy siedział w mieszkaniu Geraldine jak gdyby nigdy nic. Wtedy jeszcze za nim nie przepadałem, ale te wargi najwyraźniej topiły moje uprzedzenia. I też wampiryzm i bycie większym potworem, ale o tym akurat teraz nie myślałem. Wolałem zatapiać się w tych pięknych, naiwnych wizjach, gdzie wszystko mogło być bajką, którą sobie namalujemy słowami.
Odetchnąłem z ulgą, chociaż był to tylko pocałunek. Nieco wydłużony i przyjęty z uwielbieniem, ale wciąż tylko pocałunek. I aż pocałunek. Wziąłbym i ściągnął w mig z niego ubranie, ale były granice, których nie mogłem przekroczyć. Przynajmniej nie bez pozwolenia.
- Tak... I nie... Możliwe, że to co czuję w sobie, te silne emocje, to pożądanie, ale... to jest inne, bo nie mogę już uprawiać seksu, nie mogę dojść, więc kieruję je w innym kierunku, w jedyne miejsce, gdzie mogę poczuć ulgę - wyznałem nieco rozedrgany, bo nie byłem pewien, w jaki sposób przyjmie to Laurent, a ja nie chciałem przerywać, pragnąłem dać mu przyjemności, ale zaznać samemu ukojenia... Ale też nie wiedziałem, w jaki sposób się to skończy. Ta bajka od samego początku miała wątpliwe zakończenie.
Położyłem dłoń na jego piersi. Nagiej piersi. Zdążyłem odpiąć te guziki i teraz trwałem, czekając na skazanie, ale to nie oznaczało, że nie mogłem sobie podotykać, pobadać, pomacać. Przede wszystkim poszukać kolejnych niedoskonałości w tym na pozór idealnym ciele. Skazy na duszy się odkryły same, mrok przeszłości, mrok teraźniejszości... i co dalej? Skrzydeł nie było, anioła nie było.
Nie byłem pewien, czy wiedział, co mam na myśli. Miałem ukazać mu parę kłów, żeby się rozświetliło w jego umęczonej głowie, ale się wstrzymałem, bo moja dłoń zawędrowała na jego plecy. Delikatne łopatki. Tak delikatne, że można by je skruszyć w palcach.
- Nie jesteś aniołem, ale anioły są przereklamowane. Zdecydowanie bardziej podoba mi się nasza bajka... Możemy w tej wizji dodać ci koszulę z piór i złotą koronę jako aureolę, ale nie licz na nic więcej - szepnąłem nieco posmutniały, ale to dobrze. Emocje wywołane bliskością Laurenta i tym pocałunkiem zdążyły mi opaść ze względu na obawy, więc... miałem to pod kontrolą? Nie rzucę się na niego, nie uczynię tu krwawej łaźni. Mimo wszystko jednak czułem się w obowiązku go ostrzec.
- Mam takie założenie, że jeśli będziemy blisko siebie, tak erotycznie blisko siebie, to cię ugryzę, bo jedyne, co mnie mrowi w ciele, to zęby... Nie sprawdzałem tego, ale zaczynają mi dokuczać, kiedy myślę o bliskości z tobą... Nawet kiedy nie jestem głodny - przyznałem zakłopotany, zatrzymując wędrówkę swojej dłoni. Zamarła, cały zamarłem. Mogliśmy iść w jednym lub w drugim kierunku, ale to nie ja podejmowałem decyzję. - Mogę z tobą posiedzieć, spróbować posiedzieć, kiedy będziemy grzeczni, panie degeneracie - dodałem, żeby wiedział, że istnieje taka ewentualność, że możemy ją przetestować. Choć też kusiło mnie picie jego krwi, więc zsunąłem koszulę z jego ramion i prawą dłonią zjechałem do nadgarstka. Tam, gdzie z reguły gryzłem Kimi. Delikatnie palcem nacisnąłem żyły. Były tam pełne słodkiej krwi.
Tym chłopcem, co miał słabość do delikatnych całusów i gwałtownych pocałunków, a miałem wrażenie, że wargi Laurenta właśnie do tego zostały stworzone. Miałem ochotę zrobić to już wtedy, kiedy siedział w mieszkaniu Geraldine jak gdyby nigdy nic. Wtedy jeszcze za nim nie przepadałem, ale te wargi najwyraźniej topiły moje uprzedzenia. I też wampiryzm i bycie większym potworem, ale o tym akurat teraz nie myślałem. Wolałem zatapiać się w tych pięknych, naiwnych wizjach, gdzie wszystko mogło być bajką, którą sobie namalujemy słowami.
Odetchnąłem z ulgą, chociaż był to tylko pocałunek. Nieco wydłużony i przyjęty z uwielbieniem, ale wciąż tylko pocałunek. I aż pocałunek. Wziąłbym i ściągnął w mig z niego ubranie, ale były granice, których nie mogłem przekroczyć. Przynajmniej nie bez pozwolenia.
- Tak... I nie... Możliwe, że to co czuję w sobie, te silne emocje, to pożądanie, ale... to jest inne, bo nie mogę już uprawiać seksu, nie mogę dojść, więc kieruję je w innym kierunku, w jedyne miejsce, gdzie mogę poczuć ulgę - wyznałem nieco rozedrgany, bo nie byłem pewien, w jaki sposób przyjmie to Laurent, a ja nie chciałem przerywać, pragnąłem dać mu przyjemności, ale zaznać samemu ukojenia... Ale też nie wiedziałem, w jaki sposób się to skończy. Ta bajka od samego początku miała wątpliwe zakończenie.
Położyłem dłoń na jego piersi. Nagiej piersi. Zdążyłem odpiąć te guziki i teraz trwałem, czekając na skazanie, ale to nie oznaczało, że nie mogłem sobie podotykać, pobadać, pomacać. Przede wszystkim poszukać kolejnych niedoskonałości w tym na pozór idealnym ciele. Skazy na duszy się odkryły same, mrok przeszłości, mrok teraźniejszości... i co dalej? Skrzydeł nie było, anioła nie było.
Nie byłem pewien, czy wiedział, co mam na myśli. Miałem ukazać mu parę kłów, żeby się rozświetliło w jego umęczonej głowie, ale się wstrzymałem, bo moja dłoń zawędrowała na jego plecy. Delikatne łopatki. Tak delikatne, że można by je skruszyć w palcach.
- Nie jesteś aniołem, ale anioły są przereklamowane. Zdecydowanie bardziej podoba mi się nasza bajka... Możemy w tej wizji dodać ci koszulę z piór i złotą koronę jako aureolę, ale nie licz na nic więcej - szepnąłem nieco posmutniały, ale to dobrze. Emocje wywołane bliskością Laurenta i tym pocałunkiem zdążyły mi opaść ze względu na obawy, więc... miałem to pod kontrolą? Nie rzucę się na niego, nie uczynię tu krwawej łaźni. Mimo wszystko jednak czułem się w obowiązku go ostrzec.
- Mam takie założenie, że jeśli będziemy blisko siebie, tak erotycznie blisko siebie, to cię ugryzę, bo jedyne, co mnie mrowi w ciele, to zęby... Nie sprawdzałem tego, ale zaczynają mi dokuczać, kiedy myślę o bliskości z tobą... Nawet kiedy nie jestem głodny - przyznałem zakłopotany, zatrzymując wędrówkę swojej dłoni. Zamarła, cały zamarłem. Mogliśmy iść w jednym lub w drugim kierunku, ale to nie ja podejmowałem decyzję. - Mogę z tobą posiedzieć, spróbować posiedzieć, kiedy będziemy grzeczni, panie degeneracie - dodałem, żeby wiedział, że istnieje taka ewentualność, że możemy ją przetestować. Choć też kusiło mnie picie jego krwi, więc zsunąłem koszulę z jego ramion i prawą dłonią zjechałem do nadgarstka. Tam, gdzie z reguły gryzłem Kimi. Delikatnie palcem nacisnąłem żyły. Były tam pełne słodkiej krwi.