21.10.2022, 13:08 ✶
Brenna prawdopodobnie nie była „dobrym gliną”, tak jak Zeneida nie była „złym gliną”. Ale być może ktoś widząc je teraz razem mógłby tak pomyśleć. Pod pewnymi względami faktycznie stanowiły swoje przeciwieństwa. Brenna wyglądała po prostu sympatycznie. Zeneida przyciągała spojrzenia. Ta pierwsza miała szczęśliwą, majętną rodzinę, ta druga całą masę rodzinnych problemów – o zniknięciu jej ojca ciężko było nie słyszeć, śmierć matki obiła się Brennie o uszy już w Hogwarcie, a o alkoholizmie Alastora wprawdzie wiedzieć nie mogła, ale Moody nigdy nie wydawał się jej człowiekiem pełnym miłości i wsparcia wobec innych. Nie wspominając już nawet o zachowaniu, sposobie bycia i wypowiadania.
Nawet ich moce, z jednej strony pokrewne, z drugiej: rozchodziły się w dwie strony, tak bardzo, jak tylko się dało. Moody patrzyła w przyszłość. Brenna nocami śniła o przeszłości. I chociaż było to czasem uciążliwe, miała ten komfort, że nie mogła niczego zmienić. Jej zdolności mogły co najwyżej pomóc w śledztwie, i przez spojrzenie wstecz w ten sposób wpłynąć na to, co będzie.
Można by pomyśleć, że Brenna zagarnęła w życiu cały fart, który miał trafić do nich obu. Z drugiej strony, zazwyczaj takie osoby jak ona w książkach były postaciami pobocznymi, przewijającymi w tle historii prawdziwych bohaterek.
- Częstuj się śmiało, zapakowałam ich z przyzwyczajenia jak dla oddziału wojska. Zapomniałam, że dzisiaj Erik ma służbę w innych godzinach – zachęciła, sama zabierając się do jedzenia sałatki. Może i ten posiłek był zdrowy, ale Brenna już zdążyła dziś zjeść śniadanie, a na kolację planowała jeszcze dopaść mugolskie fast foody. Nie toczyła się chyba jeszcze tylko dlatego, że miała dobrą przemianę materii i cały czas pozostawała w ruchu.
- Złe sny czy za dużo myśli, nie pozwalających zasnąć? – rzuciła niezobowiązująco. Nie zamierzała naciskać ani próbować wypytywać. Niewyspanie Idy ją martwiło, ale mogło wynikać po prostu ze zwykłego koszmaru, nie z tego, że przydarzyło się coś złego. A nawet jeżeli nie, to Zeneida niekoniecznie musiała mieć ochotę o tym rozmawiać.
– To? A skąd. To są bardzo poważne i doskonale napisane dzieła, jeśli porównać je z tym, co dostarczył na moje biurko Terry – oświadczyła z powagą, by wyciągnąć dwie książeczki i zaprezentować je rozmówczyni. Jedna z nich najwyraźniej opowiadała o przygodach małej księżniczki, którą zamknięto w wieży, pilnowanej przez smoka. Później zaprzyjaźniła się z tymże smokiem i wspólnie ruszyli zwiedzać świat. Druga była ilustrowaną książeczką o dwóch młodych czarodziejach i najwyraźniej pod pretekstem przygody w magicznym lesie przemycała wiedzę o czarodziejskich stworzeniach. Obrazki w obu poruszały się, a po otwarciu dało się czuć nawet zapach. Po naciśnięciu odpowiednich fragmentów partie tekstu mogły zostać nawet odczytane na głos. Brenna wiedziała, że jeżeli przyniesie bez okazji zabawki, usłyszy, że nadmiernie rozpuszcza chrześnicę, ale przecież książki były edukacją, prawda? – Może zanim je oddam, powiem, żeby poczytał i czegoś się nauczył? – zastanowiła się na głos.
Nawet ich moce, z jednej strony pokrewne, z drugiej: rozchodziły się w dwie strony, tak bardzo, jak tylko się dało. Moody patrzyła w przyszłość. Brenna nocami śniła o przeszłości. I chociaż było to czasem uciążliwe, miała ten komfort, że nie mogła niczego zmienić. Jej zdolności mogły co najwyżej pomóc w śledztwie, i przez spojrzenie wstecz w ten sposób wpłynąć na to, co będzie.
Można by pomyśleć, że Brenna zagarnęła w życiu cały fart, który miał trafić do nich obu. Z drugiej strony, zazwyczaj takie osoby jak ona w książkach były postaciami pobocznymi, przewijającymi w tle historii prawdziwych bohaterek.
- Częstuj się śmiało, zapakowałam ich z przyzwyczajenia jak dla oddziału wojska. Zapomniałam, że dzisiaj Erik ma służbę w innych godzinach – zachęciła, sama zabierając się do jedzenia sałatki. Może i ten posiłek był zdrowy, ale Brenna już zdążyła dziś zjeść śniadanie, a na kolację planowała jeszcze dopaść mugolskie fast foody. Nie toczyła się chyba jeszcze tylko dlatego, że miała dobrą przemianę materii i cały czas pozostawała w ruchu.
- Złe sny czy za dużo myśli, nie pozwalających zasnąć? – rzuciła niezobowiązująco. Nie zamierzała naciskać ani próbować wypytywać. Niewyspanie Idy ją martwiło, ale mogło wynikać po prostu ze zwykłego koszmaru, nie z tego, że przydarzyło się coś złego. A nawet jeżeli nie, to Zeneida niekoniecznie musiała mieć ochotę o tym rozmawiać.
– To? A skąd. To są bardzo poważne i doskonale napisane dzieła, jeśli porównać je z tym, co dostarczył na moje biurko Terry – oświadczyła z powagą, by wyciągnąć dwie książeczki i zaprezentować je rozmówczyni. Jedna z nich najwyraźniej opowiadała o przygodach małej księżniczki, którą zamknięto w wieży, pilnowanej przez smoka. Później zaprzyjaźniła się z tymże smokiem i wspólnie ruszyli zwiedzać świat. Druga była ilustrowaną książeczką o dwóch młodych czarodziejach i najwyraźniej pod pretekstem przygody w magicznym lesie przemycała wiedzę o czarodziejskich stworzeniach. Obrazki w obu poruszały się, a po otwarciu dało się czuć nawet zapach. Po naciśnięciu odpowiednich fragmentów partie tekstu mogły zostać nawet odczytane na głos. Brenna wiedziała, że jeżeli przyniesie bez okazji zabawki, usłyszy, że nadmiernie rozpuszcza chrześnicę, ale przecież książki były edukacją, prawda? – Może zanim je oddam, powiem, żeby poczytał i czegoś się nauczył? – zastanowiła się na głos.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.