27.07.2024, 15:33 ✶
Podpieram ścianę z Anthonym.
Podziękowanie otrzymał w formie przelotnego uśmiechu i zadowolonego spojrzenia spod ciemnych rzęs; Eden oplotła długie palce wokół przyjemnie zimnego szkła, a delikatnym ruchem nadgarstka wprawiła wino w kolisty ruch. Choć uśmiech był nikły, naprawdę ucieszyła się na widok alkoholu, który sam wpadł w jej ręce - taki już miała nawyk w ekspresji, że obnażała zęby tylko wtedy, kiedy zamierzała kąsać.
Zatrzymała się, pierwotnie zamierzając upić łyk wina, gdyż dźwięk konspiracyjnego francuskiego zmroził ją nieznacznie. Nie wzdrygnęła się, ale to narzecze zbyt kojarzyło jej się z rodziną Lestrange, by mogła mieć je za zjadliwe. Po chwili zastygnięcia w ruchu, niczym posąg z lekko przechylonym kieliszkiem przytkniętym do ust, wreszcie wzięła solidny łyk, pozwalając Anthony'emu czekać na swoją odpowiedź.
Nie rozumiała, czemu rozpoczął rozmowę stwierdzając oczywistość.
- Z uśmiechem mi nie do twarzy - odparła beznamiętnie, również nie mając najmniejszych problemów komunikować się w tym języku. Wciskano ten francuski w Eden od małego, a ona od kołyski była nieznośną perfekcjonistką. Musiała być we wszystkim lepsza od swojego rodzeństwa, inaczej nie byłaby niczego warta. Inaczej by się przekręciła.
- Jestem ostatnią osobą, która w tym towarzystwie potrzebuje pożyczki - prychnęła, wyraźnie rozbawiona propozycją. Co następne, może Shafiq zaproponuje pożyczenie wody Posejdonowi? - Zrezygnowałam, aby dać szansę innym. Nie chcę okradać londyńskiej śmietanki na wszystkich frontach - zabrzmiało jak żart, poniekąd też nim było, ale przede wszystkim była to wymówka, która miała odwrócić uwagę od prawdziwego, niedorzecznego powodu. Eden nie chciała się dalej przekonywać, jak wielkie szczęście ma w kartach, bo sobie właśnie wmówiła, że w ten sposób utrzyma równowagę w swoim życiu uczuciowym. Nie była jeszcze gotowa na wygranie papierów rozwodowych.
- Jest w nim coś... niecodziennego - przyznała w kwestii Aryamana, nie mogąc ubrać w słowa dziwnego uczucia, które czuła, patrząc w oczy tego człowieka. Może tutaj leżały granice jej francuskiego, może po prostu nie wiedziała, co jest z Birlą nie tak. Jednak coś jej nie pasowało. - Zamieniłam z nim za mało słów, aby jednoznacznie ocenić. Jednak nie jestem pewna, o jakiej inwestycji rozmawiamy - co takiego twój znajomy ma do zaoferowania, oprócz rozrzutnego podejścia do hazardu i perlistego uśmiechu? - Eden zdawała sobie sprawę, że Anthony nie dobiera sobie do swych kręgów ludzi z ulicy, którzy nic sobą nie reprezentują. Coś musiało być wyjątkowego w Aryamanie z perspektywy Shafiqa, ale Lestrange jeszcze nie wiedziała co. Pewnie to była kwestia czasu, dłuższej analizy tego, co kryje się pod pozorami. Bo coś musiało się kryć; to środowisko zabijało szczerość.
Podziękowanie otrzymał w formie przelotnego uśmiechu i zadowolonego spojrzenia spod ciemnych rzęs; Eden oplotła długie palce wokół przyjemnie zimnego szkła, a delikatnym ruchem nadgarstka wprawiła wino w kolisty ruch. Choć uśmiech był nikły, naprawdę ucieszyła się na widok alkoholu, który sam wpadł w jej ręce - taki już miała nawyk w ekspresji, że obnażała zęby tylko wtedy, kiedy zamierzała kąsać.
Zatrzymała się, pierwotnie zamierzając upić łyk wina, gdyż dźwięk konspiracyjnego francuskiego zmroził ją nieznacznie. Nie wzdrygnęła się, ale to narzecze zbyt kojarzyło jej się z rodziną Lestrange, by mogła mieć je za zjadliwe. Po chwili zastygnięcia w ruchu, niczym posąg z lekko przechylonym kieliszkiem przytkniętym do ust, wreszcie wzięła solidny łyk, pozwalając Anthony'emu czekać na swoją odpowiedź.
Nie rozumiała, czemu rozpoczął rozmowę stwierdzając oczywistość.
- Z uśmiechem mi nie do twarzy - odparła beznamiętnie, również nie mając najmniejszych problemów komunikować się w tym języku. Wciskano ten francuski w Eden od małego, a ona od kołyski była nieznośną perfekcjonistką. Musiała być we wszystkim lepsza od swojego rodzeństwa, inaczej nie byłaby niczego warta. Inaczej by się przekręciła.
- Jestem ostatnią osobą, która w tym towarzystwie potrzebuje pożyczki - prychnęła, wyraźnie rozbawiona propozycją. Co następne, może Shafiq zaproponuje pożyczenie wody Posejdonowi? - Zrezygnowałam, aby dać szansę innym. Nie chcę okradać londyńskiej śmietanki na wszystkich frontach - zabrzmiało jak żart, poniekąd też nim było, ale przede wszystkim była to wymówka, która miała odwrócić uwagę od prawdziwego, niedorzecznego powodu. Eden nie chciała się dalej przekonywać, jak wielkie szczęście ma w kartach, bo sobie właśnie wmówiła, że w ten sposób utrzyma równowagę w swoim życiu uczuciowym. Nie była jeszcze gotowa na wygranie papierów rozwodowych.
- Jest w nim coś... niecodziennego - przyznała w kwestii Aryamana, nie mogąc ubrać w słowa dziwnego uczucia, które czuła, patrząc w oczy tego człowieka. Może tutaj leżały granice jej francuskiego, może po prostu nie wiedziała, co jest z Birlą nie tak. Jednak coś jej nie pasowało. - Zamieniłam z nim za mało słów, aby jednoznacznie ocenić. Jednak nie jestem pewna, o jakiej inwestycji rozmawiamy - co takiego twój znajomy ma do zaoferowania, oprócz rozrzutnego podejścia do hazardu i perlistego uśmiechu? - Eden zdawała sobie sprawę, że Anthony nie dobiera sobie do swych kręgów ludzi z ulicy, którzy nic sobą nie reprezentują. Coś musiało być wyjątkowego w Aryamanie z perspektywy Shafiqa, ale Lestrange jeszcze nie wiedziała co. Pewnie to była kwestia czasu, dłuższej analizy tego, co kryje się pod pozorami. Bo coś musiało się kryć; to środowisko zabijało szczerość.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~