27.07.2024, 17:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2025, 22:19 przez Lorraine Malfoy.)
Podchodzę do Viorici, Urlett, Atreusa, Camille i Celine.
– Celine. – Wargi wiły wykrzywił szczery uśmiech. – Wybierasz muzykę jak Anthony wina. Liszt był doskonały – zapewniła z roziskrzonymi oczyma. – Czy uczynisz mi ten zaszczyt – o ile gospodyni nie będzie miała żadnych obiekcji – i zagrasz ze mną? Tylko koniecznie coś francuskiego, natchniesz to francuską duszą, do której ja mogę tylko tęsknić angielskim sercem. – Nie wstyd było przyznać do własnych braków, kiedy stało się obok osoby obdarzonej przez Matkę wyjątkowym talentem… I czymś więcej.
Delacour znani byli przecież z mieszania się z wiłami.
– Lorraine Malfoy. Chyba nie miałyśmy przyjemności. – Zwróciła się do blondynki ze złotymi oczyma i niepokojącym uśmiechem oraz stojącej obok… kolejnej panny Delacour. Tak, znała Camille, ale nigdy nie zostały sobie oficjalnie przedstawione. Tak naprawdę, kobieta zdążyła jej mignąć kilkukrotnie w trakcie przyjęć dla śmietanki towarzyskiej, kojarzyła nawet jej imię, ale nie zamierzała rezygnować z typowej dla socjety gry pozorów. Zwłaszcza, że chciała wybadać, czy za urodziwym obliczem wciąż niezamężnej panny Delacour – która na brak adoratorów na pewno nie mogła narzekać – kryje się ten sam sekret, co za jej własną twarzą. Widziała przecież powłóczyste spojrzenia mężczyzn, które zatrzymywały się na osobie Camille na dłużej – z taką samą manierą z jaką odprowadzały Celine i samą Lorraine – widziała w jej ruchach hipnotyczny wdzięk, słyszała to w jej złośliwym tonie, choć ten nie licował z manipulanckimi wdziękami wil, które najpierw czarowały uległością, a dopiero potem, zwiódłszy ofiarę na pokuszenie, odsłaniały stal demonicznych szponów.
Ale Lorraine wcale to nie przeszkadzało. W jej słowach wciąż przebrzmiewało echo niewymuszenie uwodzicielskiej frywolności, a blask, który bił z oczu wiły odzianej w mieniącej się srebrem suknię z szafy kuzynki, porównywalny był tylko do wartości stosu galeonów zamkniętego w zgarniętych żetonach.
– Viorico, proszę, powiedz mi, że ograłaś wszystkich – zwróciła się kapryśnie do kobiety, która stała obok Atreusa. Bo jej towarzysza, oczywiście, kompletnie zignorowała.
– Celine. – Wargi wiły wykrzywił szczery uśmiech. – Wybierasz muzykę jak Anthony wina. Liszt był doskonały – zapewniła z roziskrzonymi oczyma. – Czy uczynisz mi ten zaszczyt – o ile gospodyni nie będzie miała żadnych obiekcji – i zagrasz ze mną? Tylko koniecznie coś francuskiego, natchniesz to francuską duszą, do której ja mogę tylko tęsknić angielskim sercem. – Nie wstyd było przyznać do własnych braków, kiedy stało się obok osoby obdarzonej przez Matkę wyjątkowym talentem… I czymś więcej.
Delacour znani byli przecież z mieszania się z wiłami.
– Lorraine Malfoy. Chyba nie miałyśmy przyjemności. – Zwróciła się do blondynki ze złotymi oczyma i niepokojącym uśmiechem oraz stojącej obok… kolejnej panny Delacour. Tak, znała Camille, ale nigdy nie zostały sobie oficjalnie przedstawione. Tak naprawdę, kobieta zdążyła jej mignąć kilkukrotnie w trakcie przyjęć dla śmietanki towarzyskiej, kojarzyła nawet jej imię, ale nie zamierzała rezygnować z typowej dla socjety gry pozorów. Zwłaszcza, że chciała wybadać, czy za urodziwym obliczem wciąż niezamężnej panny Delacour – która na brak adoratorów na pewno nie mogła narzekać – kryje się ten sam sekret, co za jej własną twarzą. Widziała przecież powłóczyste spojrzenia mężczyzn, które zatrzymywały się na osobie Camille na dłużej – z taką samą manierą z jaką odprowadzały Celine i samą Lorraine – widziała w jej ruchach hipnotyczny wdzięk, słyszała to w jej złośliwym tonie, choć ten nie licował z manipulanckimi wdziękami wil, które najpierw czarowały uległością, a dopiero potem, zwiódłszy ofiarę na pokuszenie, odsłaniały stal demonicznych szponów.
Ale Lorraine wcale to nie przeszkadzało. W jej słowach wciąż przebrzmiewało echo niewymuszenie uwodzicielskiej frywolności, a blask, który bił z oczu wiły odzianej w mieniącej się srebrem suknię z szafy kuzynki, porównywalny był tylko do wartości stosu galeonów zamkniętego w zgarniętych żetonach.
– Viorico, proszę, powiedz mi, że ograłaś wszystkich – zwróciła się kapryśnie do kobiety, która stała obok Atreusa. Bo jej towarzysza, oczywiście, kompletnie zignorowała.