27.07.2024, 18:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.07.2024, 18:36 przez Astaroth Yaxley.)
- Myślę, że wiesz, co trzeba robić by nie odstawać wśród ludzi. Aż za bardzo to wiesz - zauważyłem na to pytanie o degeneradztwo. Wszystko, co nie było społecznie akceptowalne. Między innymi dlatego nie opowiadałem wszystkim o wampiryzmie. Trzymałem to w uciszeniu, nieco nieostrożnie, ale jednak... Mogłem się również założyć, że ojciec również łożył kasę na to by była cisza pod tym kątem. I dobrze, bo nie odstawałem, nie byłem pokazywany palcami, omijany szerokim łukiem albo wskazywany palcami jako łotr.
Czy byłem łotrem? Możliwe, że teraz już tak. Półnagim łotrem, który wpatrywał się w rumieńce na twarzy Laurenta. To działanie któregoś ze słów, któregoś dotyku... czy to po prostu ciepło wracało na jego skórę? To ostatnie mogło oznaczać, że będzie jeszcze milszy, jeszcze cieplejszy, jeszcze bardziej żywy.
To wszystko było teraz jasne i przejrzyste. Zero sekretów i uników. Mogłem mieć czyste sumienie, przynajmniej póki nie gryzłem bez zezwolenia, ale trzymałem się dobrze, całkiem dobrze. Ba!, ulżyło mi zauważalnie, kiedy mokre odzienie spadło na podłogę. Mniej mokrego ścierwa na mnie i... nawet nie byłem skrępowany nienaturalnie bladą cerą. Stałem sobie, choć w jednym momencie nie tylko odsłoniliśmy żelazne mięśnie, ale również kilka blizn i tę najbardziej przerażającą, ledwo już widoczną, ale rozkładającą się brzydkim kwiatem po prawej części mojej szyi. Pamiątka po moim stwórcy.
- W takim razie będziemy grzeczni. Możemy być niczym bracia... Masz braci? - zapytałem go, bo nie wiedziałem tak na dobrą sprawę aż takich szczegółów na temat jego i jego rodziny. Coś tam mi się obijało, że był synem z nieprawego łoża, więc może to nie było pytanie tak do końca na miejscu i mogło wprowadzić więcej zamieszania w sercu niż to warte...? Ale poszło. Już tego nie cofnę. - Moi dają wiele do życzenia...
Puściłem jego dłoń i pospiesznie zająłem się zdejmowaniem butów, a zaraz również spodni, a wraz ze spodniami też bielizny. Jakby nie patrzeć, padła prośba o pozbycie się tych brudnych, śmierdzących ciuchów. Takie rozkazy księżniczki to ja mogłem słuchać! Popchnąłem bosą stopą swoje rzeczy na tę swoją biedną koszulę. Obstawiałem, że mama będzie zadowolona, że w końcu się jej pozbyłem.
- Dawaj, dawaj, bo ostudzę ci całą wodę - wyrzuciłem z siebie z uśmiechem, starając się nie ukazywać własnych obaw. Nie chciałem go tym obciążać. I tak padło zbyt wiele ciężkich słów, a bycie w moim towarzystwie również do nich nie należało. Może pora była zmienić temat?
Okręciłem się niczym baletnica, po czym ruszyłem jak głupi do wanny. Trochę, jakbyśmy brali udział w wyścigu. Przynajmniej próbowałem go tym zarazić, jakąś naiwną beztroską, zabawą, wygłupami. Wlazłem do wanny, nie czekając na Laurenta i zaśmiałem się, czując tę wodę, te zapachy, zero mułu. To jest to. Odparciały mi niedawno palce po całodniowym pobycie w jeziorze, ale nie szkodziło. W takiej ciepłej wodzie, to ja mogłem nawet zasnąć.
- Zdarza ci się przysnąć podczas kąpieli? - zapytałem go, schodząc na neutralny teren z rozmową. Przynajmniej tak zakładałem. Przewiesiłem się przez brzeg wanny i wpatrywałem się w niego. Pospieszałem, niby pospieszałem, ale tak naprawdę chciałem zobaczyć na własne oczy ten blady tyłek.
Czy byłem łotrem? Możliwe, że teraz już tak. Półnagim łotrem, który wpatrywał się w rumieńce na twarzy Laurenta. To działanie któregoś ze słów, któregoś dotyku... czy to po prostu ciepło wracało na jego skórę? To ostatnie mogło oznaczać, że będzie jeszcze milszy, jeszcze cieplejszy, jeszcze bardziej żywy.
To wszystko było teraz jasne i przejrzyste. Zero sekretów i uników. Mogłem mieć czyste sumienie, przynajmniej póki nie gryzłem bez zezwolenia, ale trzymałem się dobrze, całkiem dobrze. Ba!, ulżyło mi zauważalnie, kiedy mokre odzienie spadło na podłogę. Mniej mokrego ścierwa na mnie i... nawet nie byłem skrępowany nienaturalnie bladą cerą. Stałem sobie, choć w jednym momencie nie tylko odsłoniliśmy żelazne mięśnie, ale również kilka blizn i tę najbardziej przerażającą, ledwo już widoczną, ale rozkładającą się brzydkim kwiatem po prawej części mojej szyi. Pamiątka po moim stwórcy.
- W takim razie będziemy grzeczni. Możemy być niczym bracia... Masz braci? - zapytałem go, bo nie wiedziałem tak na dobrą sprawę aż takich szczegółów na temat jego i jego rodziny. Coś tam mi się obijało, że był synem z nieprawego łoża, więc może to nie było pytanie tak do końca na miejscu i mogło wprowadzić więcej zamieszania w sercu niż to warte...? Ale poszło. Już tego nie cofnę. - Moi dają wiele do życzenia...
Puściłem jego dłoń i pospiesznie zająłem się zdejmowaniem butów, a zaraz również spodni, a wraz ze spodniami też bielizny. Jakby nie patrzeć, padła prośba o pozbycie się tych brudnych, śmierdzących ciuchów. Takie rozkazy księżniczki to ja mogłem słuchać! Popchnąłem bosą stopą swoje rzeczy na tę swoją biedną koszulę. Obstawiałem, że mama będzie zadowolona, że w końcu się jej pozbyłem.
- Dawaj, dawaj, bo ostudzę ci całą wodę - wyrzuciłem z siebie z uśmiechem, starając się nie ukazywać własnych obaw. Nie chciałem go tym obciążać. I tak padło zbyt wiele ciężkich słów, a bycie w moim towarzystwie również do nich nie należało. Może pora była zmienić temat?
Okręciłem się niczym baletnica, po czym ruszyłem jak głupi do wanny. Trochę, jakbyśmy brali udział w wyścigu. Przynajmniej próbowałem go tym zarazić, jakąś naiwną beztroską, zabawą, wygłupami. Wlazłem do wanny, nie czekając na Laurenta i zaśmiałem się, czując tę wodę, te zapachy, zero mułu. To jest to. Odparciały mi niedawno palce po całodniowym pobycie w jeziorze, ale nie szkodziło. W takiej ciepłej wodzie, to ja mogłem nawet zasnąć.
- Zdarza ci się przysnąć podczas kąpieli? - zapytałem go, schodząc na neutralny teren z rozmową. Przynajmniej tak zakładałem. Przewiesiłem się przez brzeg wanny i wpatrywałem się w niego. Pospieszałem, niby pospieszałem, ale tak naprawdę chciałem zobaczyć na własne oczy ten blady tyłek.