27.07.2024, 19:21 ✶
Charlie popatrzył za Rozalindą i właściwie to ucieszył się, że szczur uciekł gdzieś w dal i nie zamierzał wracać, choćby i miał iść żreć kocięta! Małych kotków może i było szkoda, ale Charlesowi bardziej szkoda było własnej psychiki, ostatnio i tak wystawianej na próbę. Niech szczur idzie swoją drogą, z dala od Mulciberów! Mimo wszystko, ciekawość zwyciężyła.
- Przynosi panu te... zdobycze? - Zapytał bez głębszego zastanowienia. I kiedy patrzył tak na Baldiwna, odniósł wrażenie, że ten cały Baldwin mógł robić z kociąt użytek. Wyglądał na takiego, który mógłby przerobić małe kotki na choćby... gulasz? Charlesa przeszedł dreszcz, z którego potrzebował chwili, by się otrząsnąć.
Z dwojga złego już ptaki były normalniejsze. Charlie poczuł, że sam jest takim zwierzątkiem, taką myszką, która wpadła w szpony dużo większego drapieżnika. Kiedy został objęty, a jego imię tak słodko wybrzmiało w ustach Baldwina, wiedział już, że jest stracony. Złapany jak jeszcze ślepe kocię przez wielkiego, tłustego szczura.
- Dostałem zaproszenie, ale nie wiem... nie wiem, czy nie powinienem już iść.
Potrafił się bronić. Mógł go obezwładnić ledwie uniesieniem dłoni! Ten dziwak mógł mieć jednak wiele sztuczek w rękawie i póki co Charles nie chciał sprawdzać, jak wiele z nich może okazać się śmiertelnych. Nie chciał sprawdzać, czy drzwi za nim zostały objęte ochronnym zaklęciem, które go stąd nie wypuści. Nie chciał sprawdzać, czy czerwona farba na malowidłach jest w rzeczywistości tylko farbą.
Różdżka w dłoni. Charles zjeżył się jak gotów do skoku tygrys. Już nie był kocięciem, ale bestią! Nic jednak nie zrobił, bo Baldwin tylko zrobił mu miejsce na kanapie. Mimo to, Mulciber miał się na baczności. Przeszedł parę kroków, starają się nie nadepnąć na nic, co mogło znajdować się na podłodze. Na żadne malowidło, żadną szmatkę i żadnego szczura...
- Nie chciałbym nadużywać gościnności. - Powiedział uprzejmie, odmawiając napitku. Wolał nie ryzykować.
I ostatecznie wyszło szydło z worka. Wszystko to rozbijało się o wywiad! Malfoy - czy nie chciał może bronić honoru swojej rodziny? Może Malfoyowie wysłali zakałę, by skończyła z Mulciberem, który przyniósł wstyd swojej martwej matce? Nie usiadł, za to wciąż śledził spojrzeniem Baldwina, starając się przewidzieć każdy jego ruch.
- Świeczki były nieporozumieniem, a wywiad błędem. - Przyznał siląc się na spokój. - To, co znalazło się w Czarownicy, nigdy nie powinno było ujrzeć światła dziennego. Twierdzisz, że powinienem nie obudzić się rano?
- Przynosi panu te... zdobycze? - Zapytał bez głębszego zastanowienia. I kiedy patrzył tak na Baldiwna, odniósł wrażenie, że ten cały Baldwin mógł robić z kociąt użytek. Wyglądał na takiego, który mógłby przerobić małe kotki na choćby... gulasz? Charlesa przeszedł dreszcz, z którego potrzebował chwili, by się otrząsnąć.
Z dwojga złego już ptaki były normalniejsze. Charlie poczuł, że sam jest takim zwierzątkiem, taką myszką, która wpadła w szpony dużo większego drapieżnika. Kiedy został objęty, a jego imię tak słodko wybrzmiało w ustach Baldwina, wiedział już, że jest stracony. Złapany jak jeszcze ślepe kocię przez wielkiego, tłustego szczura.
- Dostałem zaproszenie, ale nie wiem... nie wiem, czy nie powinienem już iść.
Potrafił się bronić. Mógł go obezwładnić ledwie uniesieniem dłoni! Ten dziwak mógł mieć jednak wiele sztuczek w rękawie i póki co Charles nie chciał sprawdzać, jak wiele z nich może okazać się śmiertelnych. Nie chciał sprawdzać, czy drzwi za nim zostały objęte ochronnym zaklęciem, które go stąd nie wypuści. Nie chciał sprawdzać, czy czerwona farba na malowidłach jest w rzeczywistości tylko farbą.
Różdżka w dłoni. Charles zjeżył się jak gotów do skoku tygrys. Już nie był kocięciem, ale bestią! Nic jednak nie zrobił, bo Baldwin tylko zrobił mu miejsce na kanapie. Mimo to, Mulciber miał się na baczności. Przeszedł parę kroków, starają się nie nadepnąć na nic, co mogło znajdować się na podłodze. Na żadne malowidło, żadną szmatkę i żadnego szczura...
- Nie chciałbym nadużywać gościnności. - Powiedział uprzejmie, odmawiając napitku. Wolał nie ryzykować.
I ostatecznie wyszło szydło z worka. Wszystko to rozbijało się o wywiad! Malfoy - czy nie chciał może bronić honoru swojej rodziny? Może Malfoyowie wysłali zakałę, by skończyła z Mulciberem, który przyniósł wstyd swojej martwej matce? Nie usiadł, za to wciąż śledził spojrzeniem Baldwina, starając się przewidzieć każdy jego ruch.
- Świeczki były nieporozumieniem, a wywiad błędem. - Przyznał siląc się na spokój. - To, co znalazło się w Czarownicy, nigdy nie powinno było ujrzeć światła dziennego. Twierdzisz, że powinienem nie obudzić się rano?