27.07.2024, 21:00 ✶
Pokiwał głową ze zrozumieniem.
– Ale to musiało być dzikie co? Jak się dowiedziałeś, że umiesz czarować? Nawet nie chcę sobie wyobrażać takiej sytuacji, choć w sumie ja też dowiedziałem się dość późno, że będę musiał iść do szkoły. Mama do ostatniej chwili liczyła, że sowa mnie nie znajdzie. – to było słodko-gorzkie wspomnienie, szczególnie teraz, gdy już wiedział, że jego rodzicielka okłamała go w sprawie klątwy żywiołów i to bardzo. Jakoś teraz jej kłótnie z ojciem, podsłuchane przed laty słowa, inaczej mu się układały w głowie. Wtedy sądził, że Berenika McGonagall chce go chronić. Dziś nie był już tego taki pewien. – Moja mama była magiem, nauczyła mnie wszystkiego co teraz umiem. Znaczy nie wszystkiego, bo w drewnie nauczyłem się robić później i teraz też uczę się u pana Garricka, to... znaczy nie uczę, bo muszę zrobić warsztat i mam zamówienia na szafy i meble. – Podrapał się po głowie, akceptując to, że Neil wziął alkohol ze sobą razem z jakimś tam woreczkiem. Ruszył w drogę powrotną do miejsca, które być może będzie mógł nazywać domem. Ostatnio tak rzadko przemieniał się w zwierze, jakoś dwa przeciwstawne kciuki były przydatne.
– Noo i umiem całkiem sporo, ale teraz jak jestem wśród ludzi, co Ci mówiłem, że mieszkałem z Kniei całe życie, ale przez te upiory musiałem odjeść, no więc wśród ludzi to jest zupełnie inna bajka. Męczące czasami. A czasami przyjemne. Ale oswajam się. Bee bardzo dużo dla mnie robi i Rose i Ginny... – wymieniał swoje trzy dobrodziejki, przyjaciółki, którym tak wiele zawdzięczał. – No i Nora, ale ona to akurat tylko zbiera profity, he, ustawiła się nie ma co. – parsknął, wsuwając dłonie głęboko w kieszenie spodni, a na jego twarzy mimowolnie rozpłynął się rozkochany do granic możliwości uśmiech i na moment trochę nie było z nim kontaktu. Dzisiaj mieli się nie widzieć, bo miał jeszcze posiedzieć i popracować, cóż przyszedł Neil to posiedzi i popije.
– Też masz kogoś kto pomaga Ci ogarnąć? Ha, głupio że pytam, przecież Ty od szkoły jesteś w tym zanużony po uszy! – stwierdził, nie mając pojęcia jak daleko jest od prawdy.
– Ale to musiało być dzikie co? Jak się dowiedziałeś, że umiesz czarować? Nawet nie chcę sobie wyobrażać takiej sytuacji, choć w sumie ja też dowiedziałem się dość późno, że będę musiał iść do szkoły. Mama do ostatniej chwili liczyła, że sowa mnie nie znajdzie. – to było słodko-gorzkie wspomnienie, szczególnie teraz, gdy już wiedział, że jego rodzicielka okłamała go w sprawie klątwy żywiołów i to bardzo. Jakoś teraz jej kłótnie z ojciem, podsłuchane przed laty słowa, inaczej mu się układały w głowie. Wtedy sądził, że Berenika McGonagall chce go chronić. Dziś nie był już tego taki pewien. – Moja mama była magiem, nauczyła mnie wszystkiego co teraz umiem. Znaczy nie wszystkiego, bo w drewnie nauczyłem się robić później i teraz też uczę się u pana Garricka, to... znaczy nie uczę, bo muszę zrobić warsztat i mam zamówienia na szafy i meble. – Podrapał się po głowie, akceptując to, że Neil wziął alkohol ze sobą razem z jakimś tam woreczkiem. Ruszył w drogę powrotną do miejsca, które być może będzie mógł nazywać domem. Ostatnio tak rzadko przemieniał się w zwierze, jakoś dwa przeciwstawne kciuki były przydatne.
– Noo i umiem całkiem sporo, ale teraz jak jestem wśród ludzi, co Ci mówiłem, że mieszkałem z Kniei całe życie, ale przez te upiory musiałem odjeść, no więc wśród ludzi to jest zupełnie inna bajka. Męczące czasami. A czasami przyjemne. Ale oswajam się. Bee bardzo dużo dla mnie robi i Rose i Ginny... – wymieniał swoje trzy dobrodziejki, przyjaciółki, którym tak wiele zawdzięczał. – No i Nora, ale ona to akurat tylko zbiera profity, he, ustawiła się nie ma co. – parsknął, wsuwając dłonie głęboko w kieszenie spodni, a na jego twarzy mimowolnie rozpłynął się rozkochany do granic możliwości uśmiech i na moment trochę nie było z nim kontaktu. Dzisiaj mieli się nie widzieć, bo miał jeszcze posiedzieć i popracować, cóż przyszedł Neil to posiedzi i popije.
– Też masz kogoś kto pomaga Ci ogarnąć? Ha, głupio że pytam, przecież Ty od szkoły jesteś w tym zanużony po uszy! – stwierdził, nie mając pojęcia jak daleko jest od prawdy.